RZUTZA3.PL PLKPOJEDYNEK-DZIKIEJ-FAUNY-ZNOW-WYGRANY-PRZEZ-WILKI-KING-TRIUMFUJE-W-STOLICY
Pojedynek dzikiej fauny znów wygrany przez Wilki - King triumfuje w stolicy!
13/11/2025 23:46
Czwartkowy wieczór w hali Koło miał w sobie coś wyraźnie elektryzującego. King Szczecin przyjechał do Warszawy jako oczywisty faworyt, jednak Dziki nie zamierzały oddawać swojego parkietu bez walki. Choć wynik i przebieg meczu wskazywały na stronę szczecinian, to widowisko okazało się zaskakująco przyjemne do oglądania. Spotkanie to przyniosło nie tylko efektowne fragmenty gry, ale też sporo odpowiedzi na pytania dotyczące obu drużyn - ich aktualnej formy, potencjału i kierunku, w jakim mogą podążyć w kolejnych tygodniach.
Czwartkowy wieczór w hali Koło miał w sobie coś wyraźnie elektryzującego. King Szczecin przyjechał do Warszawy jako oczywisty faworyt, jednak Dziki nie zamierzały oddawać swojego parkietu bez walki. Choć wynik i przebieg meczu wskazywały na stronę szczecinian, to widowisko okazało się zaskakująco przyjemne do oglądania. Spotkanie to przyniosło nie tylko efektowne fragmenty gry, ale też sporo odpowiedzi na pytania dotyczące obu drużyn - ich aktualnej formy, potencjału i kierunku, w jakim mogą podążyć w kolejnych tygodniach.
Stołeczne Dziki gryzły ile mogły, ale to za mało na Wilki
Stołeczne Dziki gryzły ile mogły, ale to za mało na Wilki
Dziki Warszawa weszły w mecz z dużą energią i chęcią udowodnienia, że nawet przeciwko faworytowi można prowadzić wyrównaną walkę. Choć przewaga Kinga zaczęła się uwidaczniać szczególnie z początkiem drugiej kwarty, to gospodarze od czasu do czasu potrafili wprowadzić spotkanie na nowe tory dzięki seriom, w których zdobywali punkty znacznie szybciej niż szczecinianie. Te krótkie zrywy podnosiły poziom emocji i pokazywały, że stołeczna ekipa ma w sobie impuls, którego szczecinianie nie mogli lekceważyć. Najjaśniejszym punktem Dzików był bez wątpienia Landrious Horton, zdobywca aż 25 oczek. Pomimo konfrontacji z jedną z najbardziej fizycznych i agresywnych obron w lidze Horton potrafił swoimi umiejętnościami napsuć krwi Wilkom, czym utrzymywał gospodarzy w grze. Bardzo dobrze funkcjonowała także gra na pick and rollu z Łukaszem Frąckiewiczem, co relatywnie często rozmontowywało obronę Kinga. Zabrakło w grze Dzików jednak dwóch elementów: rozegrania oraz wsparcia punktowego dla liderów. To właśnie brak szerokiego, konsekwentnego ataku i poleganie na kilku graczach najmocniej ciążyło na ekipie trenera Legovicha. Mimo to warszawiacy mogą podejść do tego meczu z podniesioną głową, bowiem mimo wyżej wspomnianych błędów, to fragmentami gra Dzików była naprawdę dobra. Trener Legovich po zwycięstwach nad MKS-em Dąbrowa Górnicza i Arką Gdynia otrzymał cenny materiał do analizy, który z pewnością posłuży Dzikom w przygotowaniach do kolejnych testów, takich jak wtorkowe spotkanie w ENBL z KB Peja, oraz nadchodzące w następnej kolejce Orlen Basket Ligi derby stolicy.
Dziki Warszawa weszły w mecz z dużą energią i chęcią udowodnienia, że nawet przeciwko faworytowi można prowadzić wyrównaną walkę. Choć przewaga Kinga zaczęła się uwidaczniać szczególnie z początkiem drugiej kwarty, to gospodarze od czasu do czasu potrafili wprowadzić spotkanie na nowe tory dzięki seriom, w których zdobywali punkty znacznie szybciej niż szczecinianie. Te krótkie zrywy podnosiły poziom emocji i pokazywały, że stołeczna ekipa ma w sobie impuls, którego szczecinianie nie mogli lekceważyć. Najjaśniejszym punktem Dzików był bez wątpienia Landrious Horton, zdobywca aż 25 oczek. Pomimo konfrontacji z jedną z najbardziej fizycznych i agresywnych obron w lidze Horton potrafił swoimi umiejętnościami napsuć krwi Wilkom, czym utrzymywał gospodarzy w grze. Bardzo dobrze funkcjonowała także gra na pick and rollu z Łukaszem Frąckiewiczem, co relatywnie często rozmontowywało obronę Kinga. Zabrakło w grze Dzików jednak dwóch elementów: rozegrania oraz wsparcia punktowego dla liderów. To właśnie brak szerokiego, konsekwentnego ataku i poleganie na kilku graczach najmocniej ciążyło na ekipie trenera Legovicha. Mimo to warszawiacy mogą podejść do tego meczu z podniesioną głową, bowiem mimo wyżej wspomnianych błędów, to fragmentami gra Dzików była naprawdę dobra. Trener Legovich po zwycięstwach nad MKS-em Dąbrowa Górnicza i Arką Gdynia otrzymał cenny materiał do analizy, który z pewnością posłuży Dzikom w przygotowaniach do kolejnych testów, takich jak wtorkowe spotkanie w ENBL z KB Peja, oraz nadchodzące w następnej kolejce Orlen Basket Ligi derby stolicy.
King pokazuje jakość i głębie - szczecinianie wyglądają coraz lepiej
King pokazuje jakość i głębie - szczecinianie wyglądają coraz lepiej
King Szczecin znowu zagrał w swoim stylu - fizycznie, mądrze i z dużą kontrolą tempa. Sztab szkoleniowy na czele z trenerem Maciejem Majcherkiem po raz kolejny przygotował plan, który nie tylko dawał przewagę, ale też pozwalał wykorzystywać każde niedociągnięcie rywala. Na tym polu największe wrażenie zrobiła dwójka rozgrywających w postaci Jovana Novaka i Przemysława Żołnierewicza. Serb zanotował dotychczasowo najlepszy mecz sezonu, przypominał coraz bardziej Jovana Novaka z poprzedniej iteracji rozgrywek OBL, a geniusz i jego wpływ na grę kolektywu ze Szczecina odzwierciedla liczba aż 12 asyst, które rozgrywający Kinga zanotował. Przemysław Żołnierewicz natomiast zaskakiwał swoją niezwykłą wizją, która w połączeniu z jego podaniami zaowocowała w wielu bardzo łatwych punktach zdobywanych przez Kinga, choćby wtedy gdy Tomasz Gielo i Mateusz Kostrzewski wykańczali akcje spod samego kosza po pomyłkach w obronie Dzików. Mocno wspierał ich także Nemanja Popović, który ponownie udowodnił, że jest jedną z najstabilniejszych opcji podkoszowych w całej lidze. Świetnie kończył akcję 1v1, dobrze bronił, i co najważniejsze - dominował w kontratakach. W grze szczecińskiego Kinga znowu imponująco wyglądało to, co staje się już znakiem rozpoznawczym tej ekipy: każdy zawodnik dokłada swoją cegiełkę, a liderzy w każdym meczu mogą być kompletnie inni. To była koszykówka zespołowa w niezwykle przyjemnym dla oka wydaniu, a także potwierdzenie, że King z meczu na mecz coraz bardziej wygląda jak drużyna z mistrzowskimi aspiracjami. W ekipie ze Szczecina widać chemię i radość z gry do takiego stopnia, że Max Egner po meczu od razu wsiadł za kierownicę, nie mogąc doczekać się następnej kolejki, w której szczecinianie zmierzą się w hicie kolejki z Treflem Sopot.
King Szczecin znowu zagrał w swoim stylu - fizycznie, mądrze i z dużą kontrolą tempa. Sztab szkoleniowy na czele z trenerem Maciejem Majcherkiem po raz kolejny przygotował plan, który nie tylko dawał przewagę, ale też pozwalał wykorzystywać każde niedociągnięcie rywala. Na tym polu największe wrażenie zrobiła dwójka rozgrywających w postaci Jovana Novaka i Przemysława Żołnierewicza. Serb zanotował dotychczasowo najlepszy mecz sezonu, przypominał coraz bardziej Jovana Novaka z poprzedniej iteracji rozgrywek OBL, a geniusz i jego wpływ na grę kolektywu ze Szczecina odzwierciedla liczba aż 12 asyst, które rozgrywający Kinga zanotował. Przemysław Żołnierewicz natomiast zaskakiwał swoją niezwykłą wizją, która w połączeniu z jego podaniami zaowocowała w wielu bardzo łatwych punktach zdobywanych przez Kinga, choćby wtedy gdy Tomasz Gielo i Mateusz Kostrzewski wykańczali akcje spod samego kosza po pomyłkach w obronie Dzików. Mocno wspierał ich także Nemanja Popović, który ponownie udowodnił, że jest jedną z najstabilniejszych opcji podkoszowych w całej lidze. Świetnie kończył akcję 1v1, dobrze bronił, i co najważniejsze - dominował w kontratakach. W grze szczecińskiego Kinga znowu imponująco wyglądało to, co staje się już znakiem rozpoznawczym tej ekipy: każdy zawodnik dokłada swoją cegiełkę, a liderzy w każdym meczu mogą być kompletnie inni. To była koszykówka zespołowa w niezwykle przyjemnym dla oka wydaniu, a także potwierdzenie, że King z meczu na mecz coraz bardziej wygląda jak drużyna z mistrzowskimi aspiracjami. W ekipie ze Szczecina widać chemię i radość z gry do takiego stopnia, że Max Egner po meczu od razu wsiadł za kierownicę, nie mogąc doczekać się następnej kolejki, w której szczecinianie zmierzą się w hicie kolejki z Treflem Sopot.
Podsumowanie
Podsumowanie
Choć faworyt wygrał, mecz nie był pustą formalnością, a Dziki Warszawa pokazały charakter. Stołeczna ekipa pokazała także kilka znakomitych momentów i elementy, które mogą być poważnym fundamentem na dalszą część sezonu. King Szczecin natomiast pokazał, że staje się coraz lepszy w fundamentach swojej gry - w sile, kontroli gry, i jakości w kluczowych momentach. Wilki wyjeżdżają ze stolicy zwycięsko, a Dziki mimo porażki otrzymały cenny materiał, który z pewnością posłuży sztabowi szkoleniowemu tej ekipy w przygotowaniu na dalszą część sezonu.Kacper Prążyński & NB
Choć faworyt wygrał, mecz nie był pustą formalnością, a Dziki Warszawa pokazały charakter. Stołeczna ekipa pokazała także kilka znakomitych momentów i elementy, które mogą być poważnym fundamentem na dalszą część sezonu. King Szczecin natomiast pokazał, że staje się coraz lepszy w fundamentach swojej gry - w sile, kontroli gry, i jakości w kluczowych momentach. Wilki wyjeżdżają ze stolicy zwycięsko, a Dziki mimo porażki otrzymały cenny materiał, który z pewnością posłuży sztabowi szkoleniowemu tej ekipy w przygotowaniu na dalszą część sezonu.
Kacper Prążyński & NB
Kacper Prążyński & NB