RZUTZA3.PL PLKPOJEDYNKI-KTORE-ELEKTRYZOWAY-KIBICOW-PODSUMOWANIE-11-KOLEJKI-ORLEN-BASKET-LIGI
Pojedynki, które elektryzowały kibiców – podsumowanie 11. kolejki ORLEN Basket Ligi
25/12/2024 16:32
11 kolejka Orlen Basket Ligi obfitowała w wiele niespodziewanych wyników. Za nami bardzo ciekawy tydzień, wyniki tej kolejki na pewno wskazują na to, że liga jest niezwykle wyrównana. Zapraszamy do krótkiego podsumowania każdego meczu tej kolejki.
Jedenastą kolejka Orlen Basket Ligi rozpoczęliśmy od ciekawego spotkania w Warszawie. Dziki Warszawa podjęły na własnym parkiecie zespół prowadzony przez Wojciecha Kamińskiego Start Lublin. Drużyna Krzysztofa Szablowskiego do meczu podeszła w okrojonym składzie i grała w sześcioosobowej rotacji. Mimo tych braków gra Dzików była na wysokim poziomie. Pierwsza połowa była połową bardzo wyrównaną, oba zespoły wzajemnie atakowały siebie nawzajem a Start nie potrafił wykorzystać problemów kadrowych Dzików. W drugiej połowie Dziki rozpędziły się już na tyle, że drużyna Startu Lublin nie potrafiła tego zatrzymać. Andre Wesson tego dnia był niezwykle skuteczny zarówno w ataku (20 punktów) jak i w obronie (11 zbiórek). Z dobrej strony pokazał się również Mateusz Szlachetka (19 punktów). Warto też zaznaczyć, że mimo krótkiej ławki trener Krzysztof Szablowski skutecznie rotował składem w tym spotkaniu co przy sześciu zawodnikach na pewno to nie jest łatwe. Jeśli chodzi o drużynę Startu Lublin to źle weszła w mecz, dała Dzikom tlen i energię i m.in przez to drużyna Wojciecha Kamińskiego przegrała to spotkanie. Start Lublin przed meczem z Dzikami był po serii czterech zwycięstw, a na rozkładzie miał m.in mistrza i wicemistrza Polski i gdy wydawać się mogło, że Start to drużyna która śmiało może patrzeć w czołówkę tabeli nastąpiła szybka weryfikacja, że nie jest to jeszcze ten moment. W zespole Startu dobre spotkanie rozegrał Tyran De Lattibeaudiere, który tego dnia do 14 punktów dołożył również 10 zbiórek. Dziki odniosły swoje siódme zwycięstwo w tym sezonie i mogą być zadowolone jak na razie z tej części sezonu. Zespół Startu Lublin natomiast ma bilans 6-5 i jeśli chcą być traktowani jak drużyna z górnej części tabeli to muszą jeszcze trochę popracować nad swoją grą zarówno w ataku jak i w obronie.
Pozostajemy w Warszawie by podsumować kolejny mecz, który również w tym mieście był rozgrywany następnego dnia. Natomiast tym razem chodzi o inny zespół bo o Legię Warszawa, która tego dnia podejmowała u siebie Górnik Zamek Książ Wałbrzych. W pierwszej kwarcie oba zespoły nie pokazywały nic szczególnego w ataku. Wszystko zmieniło się w drugiej kwarcie widzieliśmy więcej dynamicznych akcji w ataku. Drużyna Górnika Wałbrzych dzięki dobrej grze w defensywie zaczęła budować swoją przewagę nad zespołem Legii. Podopieczni Andrzeja Adamka świetnie przechodzili do szybkiego ataku i m.in dzięki akcjom Toodricka Gotchera prowadzili po pierwszej połowie sześcioma punktami. W zespole Legii dobrze spisywał się Michał Kolenda, który w pierwszej połowie zdobył 12 punktów jednak to było za mało by zatrzymać ofensywę Górnika Wałbrzych. W drugiej połowie zespół prowadzony przez Ivicę Skelina postawił trudne warunki do gry. Mimo to Wałbrzyszanie dowieźli zwycięstwo do końca i zrównali się z ekipą ze stolicy bilansem 7-4. Na pewno bardzo dobrą robotę pod koszem wykonał Dariusz Wyka. Doświadczony podkoszowy w tym sezonie przechodzi swoją drugą młodość i tego dnia przeciwko byłem klubowi również pokazał jak skutecznie potrafi grać w basket (12 punktów, 8 zbiórek). Pamiętajmy także o dobrym występie jaki rozegrał Ikeon Smith, który skutecznie atakował swoich rywali w ataku i dzięki temu zdobył tego dnia 21 punktów na 57% skuteczności. W zespole Legii Kameron McGusty rozegrał dobre spotkanie (20 punktów). Natomiast było to za mało tego dnia by zatrzymać Górnika Wałbrzych. Zabrakło większej pomocy innych zawodników. Słabe spotkanie rozegrał Shawn Jones a także Jawun Evans. Górnik po raz kolejny pokazuje, że w tym sezonie nie są chłopcem z pierwszej ligi do bicia, grają twardo i mają swój styl i charakter. Legia za to, w tym sezonie gra bardzo nierówno – raz odnosi zwycięstwo, a raz ponosi porażkę z pewnością nie spełnia jeszcze oczekiwań kibiców ze stolicy, którzy liczą na więcej.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link
Dobrych nastrojów świątecznych na pewno nie mają zawodnicy Trefla Sopot, którzy po raz kolejny ponieśli porażkę w meczu Orlen Basket Ligi. Pierwsza połowa spotkania przebiegała bardzo wyrównanie. Żadna ze stron nie potrafiła wypracować przewagi większej niż kilka punktów. W zespole Trefla dobrze sobie radził Andy Van Vilet, który w drugiej kwarcie zdobył 11 punktów i stanowił ważny element gry w ataku drużyny Żana Tabaka. Z kolei w drużynie Zastalu dobrze spisywał się Sindarius Thornwell, który kilkukrotnie przymierzył zza łuku, dzięki czemu utrzymywał drużynę w grze. Po pierwszej połowie drużyna Zastalu prowadziła minimalnie tylko dwoma punktami. W trzeciej kwarcie wszystko się zmieniło. Zespoł Vladimira Jovanovicia w trzeciej kwarcie dał istny popis gry w ataku kibicom zgromadzonym tego dnia w Hali CRS. Gospodarze zaprezentowali również twardą obronę, która zaczęła przynosić zamierzone efekty. Zawodnicy Zastalu wykorzystywali swoje atuty, w tym przewagę wzrostu, szczególnie w grze tyłem do kosza a jednocześnie grali cierpliwie i przede wszystkim skutecznie. Sopocianie fatalnie prezentowali się w obronie, zostawiając rywalom dużo miejsca przy wejściach pod kosz. Warto też zaznaczyć, że Trefl swoje pierwsze punkty w trzeciej kwarcie zdobył dopiero po siedmiu minutach gry. Po trzech kwartach Zastal prowadził 69-51. W ostatniej kwarcie tego spotkania Sopocianie starała się poprawić swoją grę w ataku i obronie, przez co kwarta była bardziej wyrównana. Ekipa Żana Tabaka spróbowała presji na całym boisku, co początkowo przyniosło efekt – udało im się wymusić kilka błędów gospodarzy na niecałe trzy minuty przed końcem. Jednak, sopocianie mieli ogromne problemy ze skutecznością w ataku, marnując kolejne okazje do zmniejszenia strat i to Zastal tego dnia cieszył się ze zwycięstwa. Świetnie spisywał się Filip Matczak, który był jednym z liderów zespołu tego dnia (20 punktów, 7 asyst). Nie należy także zapominać o Sindarius Thornwell, który zaliczył double-double 19 punktów i 13 zbiórek. W drużynie gości najskuteczniejszym zawodnikiem był Geoffrey Groselle, który do 19 punktów dołożył 9 zbiórek. W zespole Mistrza Polski na pewno widać duży kryzys mentalny. Zawodnicy nie potrafią utrzymać 100% skupienia przez całe 40 minut gry, przez co później muszą gonić swoich rywali. Dla Trefla ten mecz powinien być sygnałem, że drużyna ma poważne problemy i trzeba coś zmienić. Zastal natomiast odniósł czwarte zwycięstwo, które biorąc pod uwagę sytuację w tabeli jest dla nich bardzo ważne. WIĘCEJ O MECZU: Link
Dobrych nastrojów świątecznych na pewno nie mają zawodnicy Trefla Sopot, którzy po raz kolejny ponieśli porażkę w meczu Orlen Basket Ligi. Pierwsza połowa spotkania przebiegała bardzo wyrównanie. Żadna ze stron nie potrafiła wypracować przewagi większej niż kilka punktów. W zespole Trefla dobrze sobie radził Andy Van Vilet, który w drugiej kwarcie zdobył 11 punktów i stanowił ważny element gry w ataku drużyny Żana Tabaka. Z kolei w drużynie Zastalu dobrze spisywał się Sindarius Thornwell, który kilkukrotnie przymierzył zza łuku, dzięki czemu utrzymywał drużynę w grze. Po pierwszej połowie drużyna Zastalu prowadziła minimalnie tylko dwoma punktami. W trzeciej kwarcie wszystko się zmieniło. Zespoł Vladimira Jovanovicia w trzeciej kwarcie dał istny popis gry w ataku kibicom zgromadzonym tego dnia w Hali CRS. Gospodarze zaprezentowali również twardą obronę, która zaczęła przynosić zamierzone efekty. Zawodnicy Zastalu wykorzystywali swoje atuty, w tym przewagę wzrostu, szczególnie w grze tyłem do kosza a jednocześnie grali cierpliwie i przede wszystkim skutecznie. Sopocianie fatalnie prezentowali się w obronie, zostawiając rywalom dużo miejsca przy wejściach pod kosz. Warto też zaznaczyć, że Trefl swoje pierwsze punkty w trzeciej kwarcie zdobył dopiero po siedmiu minutach gry. Po trzech kwartach Zastal prowadził 69-51. W ostatniej kwarcie tego spotkania Sopocianie starała się poprawić swoją grę w ataku i obronie, przez co kwarta była bardziej wyrównana. Ekipa Żana Tabaka spróbowała presji na całym boisku, co początkowo przyniosło efekt – udało im się wymusić kilka błędów gospodarzy na niecałe trzy minuty przed końcem. Jednak, sopocianie mieli ogromne problemy ze skutecznością w ataku, marnując kolejne okazje do zmniejszenia strat i to Zastal tego dnia cieszył się ze zwycięstwa. Świetnie spisywał się Filip Matczak, który był jednym z liderów zespołu tego dnia (20 punktów, 7 asyst). Nie należy także zapominać o Sindarius Thornwell, który zaliczył double-double 19 punktów i 13 zbiórek. W drużynie gości najskuteczniejszym zawodnikiem był Geoffrey Groselle, który do 19 punktów dołożył 9 zbiórek. W zespole Mistrza Polski na pewno widać duży kryzys mentalny. Zawodnicy nie potrafią utrzymać 100% skupienia przez całe 40 minut gry, przez co później muszą gonić swoich rywali. Dla Trefla ten mecz powinien być sygnałem, że drużyna ma poważne problemy i trzeba coś zmienić. Zastal natomiast odniósł czwarte zwycięstwo, które biorąc pod uwagę sytuację w tabeli jest dla nich bardzo ważne.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link
Ciekawe spotkanie zostało rozegrane również w Słupsku. Czarni prowadzeni przez Robertsa Štelmahersa podejmowali u siebie MKS Dąbrowę Górniczą. Pierwsza połowa spotkania była bardzo wyrównana, żaden z zespołów nie umiał odskoczyć na kilka punktów przewagi. Wszystko zaczęło się powoli zmieniać w drugiej połowie. Czarni stopniowo zaczęli budować przewagę. Dzięki poprawie swojej defensywy szczególnie w czwartej kwarcie zespół Czarnych odskoczył na kilka punktów przewagi i drużyna prowadzona przez Borisa Balibreę zaczęła mieć problemy z budowaniem swoich akcji w ataku. Przede wszystkim po stronie zespołu gości brakowało skuteczności. W zespole Czarnych świetnie spisywał się Alex Stein. Rozgrywający od początku spotkania stanowił o silę zespołu w ataku. Zdobył 28 punktów oraz rozdał 7 asyst. Alex Stein jest prawdziwym liderem zespołu, kiedy trzeba weźmie odpowiedzialność kluczowych akcji na siebie, ale i także potrafi dzielić się piłką z innymi zawodnikami ze swojego zespołu. W zespole z Dąbrowy Górniczej tego dnia dobrze spisywał się Teyvon Myers (27 punktów) ale nie wystarczyło to by jego zespół odniósł zwycięstwo. W drużynie gości punktowało tylko sześciu zawodników. Warto też wspomnieć o świeżym nabytku w ekipie Czarnych Słupsk Fahrudin Manjgafić bośniacki center, nie zaprezentował się zbyt dobrze przed słupską publicznością ale to dopiero początki. Jeśli gracz opanuje w pełni system Robertsa Štelmahersa na pewno będzie jednym z ważnych elementów gry w ataku Czarnych Słupsk. W Dąbrowie Górniczej na pewno nie mają zbyt dobrych nastrojów, jest to ósma porażka hiszpańskiego szkoleniowca, a gra zespołu nie napawa optymizmem. Za to w Słupsku trener Roberts Štelmahers w jakiś sposób odmienił grę zespołu, drużyna jest w dobrej formie i z bilansem 5-6 ląduje w środkowej części tabeli.
Ciekawe spotkanie zostało rozegrane również w Słupsku. Czarni prowadzeni przez Robertsa Štelmahersa podejmowali u siebie MKS Dąbrowę Górniczą. Pierwsza połowa spotkania była bardzo wyrównana, żaden z zespołów nie umiał odskoczyć na kilka punktów przewagi. Wszystko zaczęło się powoli zmieniać w drugiej połowie. Czarni stopniowo zaczęli budować przewagę. Dzięki poprawie swojej defensywy szczególnie w czwartej kwarcie zespół Czarnych odskoczył na kilka punktów przewagi i drużyna prowadzona przez Borisa Balibreę zaczęła mieć problemy z budowaniem swoich akcji w ataku. Przede wszystkim po stronie zespołu gości brakowało skuteczności. W zespole Czarnych świetnie spisywał się Alex Stein. Rozgrywający od początku spotkania stanowił o silę zespołu w ataku. Zdobył 28 punktów oraz rozdał 7 asyst. Alex Stein jest prawdziwym liderem zespołu, kiedy trzeba weźmie odpowiedzialność kluczowych akcji na siebie, ale i także potrafi dzielić się piłką z innymi zawodnikami ze swojego zespołu. W zespole z Dąbrowy Górniczej tego dnia dobrze spisywał się Teyvon Myers (27 punktów) ale nie wystarczyło to by jego zespół odniósł zwycięstwo. W drużynie gości punktowało tylko sześciu zawodników. Warto też wspomnieć o świeżym nabytku w ekipie Czarnych Słupsk Fahrudin Manjgafić bośniacki center, nie zaprezentował się zbyt dobrze przed słupską publicznością ale to dopiero początki. Jeśli gracz opanuje w pełni system Robertsa Štelmahersa na pewno będzie jednym z ważnych elementów gry w ataku Czarnych Słupsk. W Dąbrowie Górniczej na pewno nie mają zbyt dobrych nastrojów, jest to ósma porażka hiszpańskiego szkoleniowca, a gra zespołu nie napawa optymizmem. Za to w Słupsku trener Roberts Štelmahers w jakiś sposób odmienił grę zespołu, drużyna jest w dobrej formie i z bilansem 5-6 ląduje w środkowej części tabeli.
Derby to zawsze spotkanie, które budzi dodatkowe emocje i było to także i tym razem. Derby województwa zachodniopomorskiego od początku meczu przebiegały w głośnej atmosferze ze strony kibiców obu zespołów. Spotkanie rozpoczęło się dość zachowawczo, oba zespoły grały powolnie. To, co rzucało się bardzo mocno w oczy, to skuteczność z jaką obie drużyny (a szczególnie King Szczecin) rzucały do kosza. Nie da się ukryć, że rzuty zza łuku nie okazywały się być domeną obydwu drużyn, bowiem przez całą pierwszą połowę na 25 rzutów wpadło tylko 7, co stanowiło 28% wspomnianej skuteczności. Zbiórki to element w którym goście zostali całkowicie zdominowani przez Spójnię, która w pierwsze 20 minut meczu zebrała piłkę aż 24 razy, a szczecinianie ledwo 13. Bardzo mocno widać tu brak silnego, defensywnego zawodnika zdolnego walczyć o zbiórki, albowiem jedynym takim obecnie w drużynie wicemistrzów Polski jest Aleksander Dziewa. W drugiej połowie King poprawił nieco grę w ataku i zaczął grać bardziej odważnie. Natomiast podopieczni Andreja Urlepa w decydujących momentach wytrzymali napór drużyny Kinga i wygrali derby województwa zachodniopomorskiego. W zespole gospodarzy dobrze spisywał się Kacper Borowski. Polski zawodnik przeciwko swojemu klubowi chciał się pokazać jak z najlepszej strony zwłaszcza po perypetiach jakie przy tym rozstaniu były obecne. W tym spotkaniu zdobył jedenaście punktów a jednocześnie zebrał sześć piłek. W zespole ze Stargardu rewelacyjne spotkanie rozegrał także Yehonatan Yam. Rozgrywający gdy tylko wchodził na boisko to od razu drużyna grała jeszcze lepiej. Dobrze zorganizowany atak przynosił zamierzone efekty. Yehonatan Yam tego dnia zdobyl szesnaście punktów i był jednym z kluczowych postaci na boisku. Ławka drużyny Spójni tez bardzo pomogła w tym spotkaniu m.in Sebastian Kowalczyk. Polski rozgrywający zdobył czternaście punktów i dołożył trzy asysty. W zespole Kinga najlepiej zagrał Isaiah Whitehead (17 punktów). Arkadiusz Miłoszewski ma ciężki orzech do zgryzienia bo zespół nie funkcjonuje na miarę wicemistrza Polski i trener musi coś z tym zrobić. WIĘCEJ O MECZU: Link
Derby to zawsze spotkanie, które budzi dodatkowe emocje i było to także i tym razem. Derby województwa zachodniopomorskiego od początku meczu przebiegały w głośnej atmosferze ze strony kibiców obu zespołów. Spotkanie rozpoczęło się dość zachowawczo, oba zespoły grały powolnie. To, co rzucało się bardzo mocno w oczy, to skuteczność z jaką obie drużyny (a szczególnie King Szczecin) rzucały do kosza. Nie da się ukryć, że rzuty zza łuku nie okazywały się być domeną obydwu drużyn, bowiem przez całą pierwszą połowę na 25 rzutów wpadło tylko 7, co stanowiło 28% wspomnianej skuteczności. Zbiórki to element w którym goście zostali całkowicie zdominowani przez Spójnię, która w pierwsze 20 minut meczu zebrała piłkę aż 24 razy, a szczecinianie ledwo 13. Bardzo mocno widać tu brak silnego, defensywnego zawodnika zdolnego walczyć o zbiórki, albowiem jedynym takim obecnie w drużynie wicemistrzów Polski jest Aleksander Dziewa. W drugiej połowie King poprawił nieco grę w ataku i zaczął grać bardziej odważnie. Natomiast podopieczni Andreja Urlepa w decydujących momentach wytrzymali napór drużyny Kinga i wygrali derby województwa zachodniopomorskiego. W zespole gospodarzy dobrze spisywał się Kacper Borowski. Polski zawodnik przeciwko swojemu klubowi chciał się pokazać jak z najlepszej strony zwłaszcza po perypetiach jakie przy tym rozstaniu były obecne. W tym spotkaniu zdobył jedenaście punktów a jednocześnie zebrał sześć piłek. W zespole ze Stargardu rewelacyjne spotkanie rozegrał także Yehonatan Yam. Rozgrywający gdy tylko wchodził na boisko to od razu drużyna grała jeszcze lepiej. Dobrze zorganizowany atak przynosił zamierzone efekty. Yehonatan Yam tego dnia zdobyl szesnaście punktów i był jednym z kluczowych postaci na boisku. Ławka drużyny Spójni tez bardzo pomogła w tym spotkaniu m.in Sebastian Kowalczyk. Polski rozgrywający zdobył czternaście punktów i dołożył trzy asysty. W zespole Kinga najlepiej zagrał Isaiah Whitehead (17 punktów). Arkadiusz Miłoszewski ma ciężki orzech do zgryzienia bo zespół nie funkcjonuje na miarę wicemistrza Polski i trener musi coś z tym zrobić.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link
Bardzo ciekawe spotkanie oglądaliśmy również w Ostrowie Wielkopolskim. Zespół Śląska Wrocław to Ostrowa przyjechał w zwyżkowej formie. Nowy trener Aleksandar Jonchevski pobudził zawodników z Wrocławia do lepszej gry i Śląsk pod jego wodzą wygląda lepiej niż na początku sezonu. Goście przystępowali do tego meczu osłabieni brakiem kontuzjowanego Marcela Ponitki. Mecz był bardzo wyrównany od pierwszych minut. Śląsk mimo braku Marcela Ponitki zagrał dobre spotkanie. Stal z kolei stosowała bardzo dobre pomysły przeciwko Śląskowi. Trener Stali Andrzej Urban starał się wykorzystać każdy słaby punkt Śląska Wrocław. Świetnie spisywał się Damian Kulig, szczególnie w akcjach pick&pop. Mając 37 lat Damian jest nadal jedną z najważniejszych postaci w zespole (20 punktów, 7 zbiórek). Gdyby nie brak Marcela Ponitki Śląsk być może by wygrał to spotkanie. W końcówce meczu nieskuteczny był Daniel Gołębiowski i m.in przez tę nieskuteczność to Stal odniosła zwycięstwo. Drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego jest charakternym zespołem a przy wsparciu własnych kibiców ma jeszcze więcej energii do gry i tak też było w tym spotkaniu. W zespole Śląska Wrocław najlepszym zawodnikiem tego dnia był Jeremy Senglin. Jego rzuty za trzy trzymały drużynę gości w meczu. Amerykański zawodnik trafił cztery razy za trzy i zdobył siedemnaście punktów. Ostrowianie najbliższy mecz rozegrają z drużyną Kinga, która jest w kryzysie i będzie to bardzo ciekawe spotkanie dla ekipy Andrzeja Urbana, które niejako zdefiniuję jego zespół. Śląsk z kolei już 26 grudnia rozegra mecz z Anwilem Włocławek. WIĘCEJ O MECZU: Link
Bardzo ciekawe spotkanie oglądaliśmy również w Ostrowie Wielkopolskim. Zespół Śląska Wrocław to Ostrowa przyjechał w zwyżkowej formie. Nowy trener Aleksandar Jonchevski pobudził zawodników z Wrocławia do lepszej gry i Śląsk pod jego wodzą wygląda lepiej niż na początku sezonu. Goście przystępowali do tego meczu osłabieni brakiem kontuzjowanego Marcela Ponitki. Mecz był bardzo wyrównany od pierwszych minut. Śląsk mimo braku Marcela Ponitki zagrał dobre spotkanie. Stal z kolei stosowała bardzo dobre pomysły przeciwko Śląskowi. Trener Stali Andrzej Urban starał się wykorzystać każdy słaby punkt Śląska Wrocław. Świetnie spisywał się Damian Kulig, szczególnie w akcjach pick&pop. Mając 37 lat Damian jest nadal jedną z najważniejszych postaci w zespole (20 punktów, 7 zbiórek). Gdyby nie brak Marcela Ponitki Śląsk być może by wygrał to spotkanie. W końcówce meczu nieskuteczny był Daniel Gołębiowski i m.in przez tę nieskuteczność to Stal odniosła zwycięstwo. Drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego jest charakternym zespołem a przy wsparciu własnych kibiców ma jeszcze więcej energii do gry i tak też było w tym spotkaniu. W zespole Śląska Wrocław najlepszym zawodnikiem tego dnia był Jeremy Senglin. Jego rzuty za trzy trzymały drużynę gości w meczu. Amerykański zawodnik trafił cztery razy za trzy i zdobył siedemnaście punktów. Ostrowianie najbliższy mecz rozegrają z drużyną Kinga, która jest w kryzysie i będzie to bardzo ciekawe spotkanie dla ekipy Andrzeja Urbana, które niejako zdefiniuję jego zespół. Śląsk z kolei już 26 grudnia rozegra mecz z Anwilem Włocławek.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link
W Toruniu oglądaliśmy bardzo wyrównany mecz pełen zwrotów akcji. Nie był to na pewno mecz bardzo dobrej obrony, oba zespoły bardziej koncentrowały się na grze w ataku przez co mecz toczył się w dosyć szybkim tempie. Zespół z Gliwic natomiast w pierwszej kwarcie miał problem ze stratami bo popełnili ich aż osiem. W ekipie trenera Srdana Suboticia tego dnia skuteczny był Dominik Wilczek. Polski zawodnik zdobył tego dnia piętnaście punktów i był ważnym elementem gry gospodarzy. Goście z kolei mogą się pochwalić znakomitym występem Kacpra, który oprócz punktów a miał ich na swoim koncie szesnaście mądrze dzielił się piłką przez co uzyskał sześć asyst. Jeśli chodzi o pierwszą połowę była ona na korzyść Torunian 48-45. Po przerwie Twarde Pierniki poprawiły defensywę, co pozwoliło im wyjść na prowadzenie 71-64 po trzech kwartach. Jednak w decydującej odsłonie meczu GTK Gliwice, z Chrisem Czerapowiczem na czele, odwróciło losy spotkania. Dzięki serii celnych rzutów za trzy punkty i lepszej obronie zespół gości wypracował przewagę, prowadząc 90-80 na dwie minuty przed końcem. Mimo zrywu Torunian w końcówce i emocjonującej walki, gospodarze nie zdołali odwrócić wyniku. Tauron GTK Gliwice zwyciężyło 92-91, odnosząc piąte zwycięstwo w sezonie. Najlepszymi zawodnikami meczu byli Martins Laksa z Gliwic (20 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty) oraz Viktor Gaddefors z Torunia (18 punktów, 6 asyst). Dla ekipy Pawła Turkiewicza jest to bardzo ważne zwycięstwo, GTK z bilansem 5-6 jest obecnie na 11 miejscu w tabeli. Gospodarze z kolei zaczynają być w tarapatach tylko trzy zwycięstwa i 15 miejsce. WIĘCEJ O MECZU: Link
W Toruniu oglądaliśmy bardzo wyrównany mecz pełen zwrotów akcji. Nie był to na pewno mecz bardzo dobrej obrony, oba zespoły bardziej koncentrowały się na grze w ataku przez co mecz toczył się w dosyć szybkim tempie. Zespół z Gliwic natomiast w pierwszej kwarcie miał problem ze stratami bo popełnili ich aż osiem. W ekipie trenera Srdana Suboticia tego dnia skuteczny był Dominik Wilczek. Polski zawodnik zdobył tego dnia piętnaście punktów i był ważnym elementem gry gospodarzy. Goście z kolei mogą się pochwalić znakomitym występem Kacpra, który oprócz punktów a miał ich na swoim koncie szesnaście mądrze dzielił się piłką przez co uzyskał sześć asyst. Jeśli chodzi o pierwszą połowę była ona na korzyść Torunian 48-45. Po przerwie Twarde Pierniki poprawiły defensywę, co pozwoliło im wyjść na prowadzenie 71-64 po trzech kwartach. Jednak w decydującej odsłonie meczu GTK Gliwice, z Chrisem Czerapowiczem na czele, odwróciło losy spotkania. Dzięki serii celnych rzutów za trzy punkty i lepszej obronie zespół gości wypracował przewagę, prowadząc 90-80 na dwie minuty przed końcem. Mimo zrywu Torunian w końcówce i emocjonującej walki, gospodarze nie zdołali odwrócić wyniku. Tauron GTK Gliwice zwyciężyło 92-91, odnosząc piąte zwycięstwo w sezonie. Najlepszymi zawodnikami meczu byli Martins Laksa z Gliwic (20 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty) oraz Viktor Gaddefors z Torunia (18 punktów, 6 asyst). Dla ekipy Pawła Turkiewicza jest to bardzo ważne zwycięstwo, GTK z bilansem 5-6 jest obecnie na 11 miejscu w tabeli. Gospodarze z kolei zaczynają być w tarapatach tylko trzy zwycięstwa i 15 miejsce.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link
W Hali Mistrzów kibice byli świadkami emocjonującego starcia, w którym AMW Arka Gdynia odniosła zasłużone zwycięstwo. Drużyna z Gdyni od początku meczu pokazywała dominację dzięki świetnej organizacji gry, w której prym wiódł Nemanja Nenadić. Serbski rozgrywający zdobył 23 punkty, zanotował 7 zbiórek i 6 asyst, prowadząc swój zespół zarówno w ataku, jak i w defensywie. Pierwsza kwarta była wyrównana, a gospodarze, za sprawą Nicka Ongendy (9 punktów w tej części), zdołali wypracować minimalną przewagę 25-24. W drugiej kwarcie Arka zagrała z jeszcze większą intensywnością, dzięki czemu osiągnęła dwunastopunktowe prowadzenie do przerwy (57-44). Kluczowe okazały się celne trójki Tomasa Pacesasa i Jordana Watsona, które zbudowały przewagę gości.W trzeciej kwarcie Anwil próbował wrócić do gry, ale chaos w ataku i brak skutecznej obrony były zbyt widoczne. Goście z Gdyni grali dynamicznie, szybko przechodząc z defensywy do ofensywy i zaskakując gospodarzy precyzyjnymi akcjami. Po celnej trójce Jakuba Garbacza przewaga Arki wzrosła do 17 punktów. Michał Michalak starał się poprawić ofensywę Anwilu, jednak jego wysiłki były niewystarczające, a wynik po trzech kwartach nadal wskazywał na prowadzenie Arki. W ostatniej części meczu przewaga gości sięgała nawet 18 punktów po kolejnych celnych rzutach Nenadicia i Garbacza. Anwil, mimo wysiłków i krótkich zrywów, nie był w stanie odwrócić losów meczu. Arka utrzymała koncentrację do końca, a wynik przypieczętował rzut za trzy punkty Jakuba Garbacza. Najlepszym zawodnikiem po stronie gospodarzy był Michał Michalak, który zdobył 21 punktów i miał 7 zbiórek. Po stronie gości warto wyróżnić Łukasza Kolendę, który zakończył mecz z dorobkiem 20 punktów. Dla Anwilu była to pierwsza porażka w sezonie. Anwil szybko musi wrócić do formy, gdyż już 26 grudnia zmierzy się z WKS Śląskiem Wrocław. Arka natomiast przygotowuje się do kolejnego starcia z Arriva Polskim Cukrem Toruń 29 grudnia.WIĘCEJ O MECZU: Link
W Hali Mistrzów kibice byli świadkami emocjonującego starcia, w którym AMW Arka Gdynia odniosła zasłużone zwycięstwo. Drużyna z Gdyni od początku meczu pokazywała dominację dzięki świetnej organizacji gry, w której prym wiódł Nemanja Nenadić. Serbski rozgrywający zdobył 23 punkty, zanotował 7 zbiórek i 6 asyst, prowadząc swój zespół zarówno w ataku, jak i w defensywie. Pierwsza kwarta była wyrównana, a gospodarze, za sprawą Nicka Ongendy (9 punktów w tej części), zdołali wypracować minimalną przewagę 25-24. W drugiej kwarcie Arka zagrała z jeszcze większą intensywnością, dzięki czemu osiągnęła dwunastopunktowe prowadzenie do przerwy (57-44). Kluczowe okazały się celne trójki Tomasa Pacesasa i Jordana Watsona, które zbudowały przewagę gości.W trzeciej kwarcie Anwil próbował wrócić do gry, ale chaos w ataku i brak skutecznej obrony były zbyt widoczne. Goście z Gdyni grali dynamicznie, szybko przechodząc z defensywy do ofensywy i zaskakując gospodarzy precyzyjnymi akcjami. Po celnej trójce Jakuba Garbacza przewaga Arki wzrosła do 17 punktów. Michał Michalak starał się poprawić ofensywę Anwilu, jednak jego wysiłki były niewystarczające, a wynik po trzech kwartach nadal wskazywał na prowadzenie Arki. W ostatniej części meczu przewaga gości sięgała nawet 18 punktów po kolejnych celnych rzutach Nenadicia i Garbacza. Anwil, mimo wysiłków i krótkich zrywów, nie był w stanie odwrócić losów meczu. Arka utrzymała koncentrację do końca, a wynik przypieczętował rzut za trzy punkty Jakuba Garbacza. Najlepszym zawodnikiem po stronie gospodarzy był Michał Michalak, który zdobył 21 punktów i miał 7 zbiórek. Po stronie gości warto wyróżnić Łukasza Kolendę, który zakończył mecz z dorobkiem 20 punktów. Dla Anwilu była to pierwsza porażka w sezonie. Anwil szybko musi wrócić do formy, gdyż już 26 grudnia zmierzy się z WKS Śląskiem Wrocław. Arka natomiast przygotowuje się do kolejnego starcia z Arriva Polskim Cukrem Toruń 29 grudnia.
WIĘCEJ O MECZU: Link
Link