RZUTZA3.PL PLKSERIA-220-NIE-POMOGA-TREFL-MA-AWANS-DO-PUCHARU-POLSKI-I-WYGRYWA-Z-DZIKAMI
Seria 22:0 nie pomogła - Trefl ma awans do Pucharu Polski i wygrywa z Dzikami
05/01/2025 19:44
W przededniu święta Trzech Króli na warszawskim Kole odbył się mecz pomiędzy zawsze groźnymi Dzikami Warszawa, a wydostającym się z kryzysu Mistrzem Polski Treflem Sopot.
Obie ekipy ostatnimi czasy poczyniły kilka wzmocnień w składzie. Michał Szolc wraz ze swoją administracją zakontraktował amerykańskiego środkowego Johna Fulkersona, który ma wyplenić sporą dziurę po odejściu Nicka McGlynna.
Natomiast prezes Trefla Marek Wierzbicki ściągnął do Trójmiasta znanego już z polskich parkietów silnego skrzydłowego Dariousa Motena. Testów medycznych nie przeszedł obwodowy Terell Harris i Żółto-Czarni muszą sobie radzić w 8 osobowej rotacji.
W ,,dzikim rosterze” wciąż nie ma kontuzjowanych Piotra Pamuły i Michała Aleksandrowicza, a do tego łydkę nadwyrężył zawsze potrzebny center Mateusz Bartosz.Po stronie Trefla w rotacji nie zmieścił się Bartosz Jankowski, który wczoraj grał w drużynie rezerw, a wciąż uraz leczy Marcus Weathers.
Mecz zaczął się bardzo atrakcyjnie, pierwsze punkty zdobył John Fulkerson poprzez wsad. Na parkiecie obserwowaliśmy mądrą i poukładaną koszykówkę, lecz w 2 części pierwszej kwarty obserwowaliśmy sporo nieskutecznej gry. Wiele rzutów spudłował jeszcze wdrażający się w realia zespołu Żana Tabaka Nick Johnson, lecz mimo tego jego drużyna cały czas była ten punkcik lub dwa z przodu. W oczy rzucała się kiepską defensywą środkowego Dzików Macieja Bendera, który był często atakowany przez rywali. Do tego wychowanek Polonii Warszawa nie zebrał kilku oczywistych piłek w obronie przez co Trefl dołożył kilka łatwych punktów spod samej obręczy.
Te niewielkie różnice zadecydowały o tym że po 10 minutach meczu Trefl prowadził 19-15.
W drugiej części spotkania gra gospodarzy wyglądała jeszcze gorzej. Rickey McGill popełniał szkolne błędy i wyglądał bardzo blado, spudłował dwa rzuty wolne i nieumiejętnie konstruował atak swojej drużyny. Zespół z Sopotu grał cały czas na równym poziomie, o trójki dbał Nahiem Alleyne, nacisk na piłkę wywierał Jakub Schenk z Aaronem Bestem, a twardość pod koszem zapewniał Geoff Groselle. Dziki mocno schowały kły, a mówiąc mniej metaforycznie zapomnieli na czym polega koszykówka, a polega przecież na zdobywaniu punktów. Bezużyteczni byli McGill, Szwed Denzel Andersson i Andre Wesson. Brakowało również pozytywnej mowy ciała wśród podopiecznych Krzysztofa Szablowskiego, którzy przecież słyną ze swojej nieustępliwości i zadziorności.
Dzięki świetnej formie strzeleckiej Nahiema Alleyne’a i po prostu wyrachowanej, ułożonej grze Mistrzowie Polski powiększyli prowadzenie, który schodziwszy do szatni wynosiło 15 pkt.
Z początku trzeciej kwarty za sprawą 3 trafionych trójek wydawało się, że Dziki są po mobilizującej rozmowie w szatni, lecz Sopocianie szybko wrócili do agresywnej obrony i mądrego ataku. Jak profesor koszykówki grał MVP finałów 2024 - Jakub Schenk, który przyspieszał grę kiedy trzeba i non stop miał szeroko otwarte oczy by rozdawać asysty. Do tego Tarnowianin dołożył celne rzuty z gry. Świetnie strefę podkoszową zabezpieczał Geoffrey Groselle, który dużo zbierał w ataku i obronie, jego twarde zasłony upraszczały konstrukcję gry Mistrzów Polski. Trefl prowadził już 23 punktami i wszystko wydawało się przesadzone. W między czasie z kontuzją z parkietu zszedł Jannari Joessar, który jak się później okazało był niedostępny do końca starcia.
Czwarta kwarta wyglądała niczym w jakimś dobrym filmie o koszykówce. Kibice od pierwszych minut skandowali głośno:,,defence”, ,,podejdź bliżej” i dodawali kolorytu do tego spotkania. Trefl podejmował iście nieprzemyślane decyzje, rzuty przez ręce, nieprzygotowane pozycje. Jakub Schenk nie trafił dwóch rzutów wolnych, a do tego jego drużyna popełniała kilka strat. Sopocianie byli jakby sparaliżowani, a Dziki gramy jak z nut. W pewnym momencie drużyna z Warszawy miała serię 22-0, lecz Nick Johnson dał temu kres. W hali na warszawskim ,,Kole” przysłowiowo zrobił się mecz, lecz było widać większą jakość Trefla. Wyrachowanie, spokój i wykorzystywanie przewag na parkiecie to kilka słów które idealnie oddawały poczynania w ofensywie graczy trenera Tabaka. Warszawianie grali trochę jakby na emocjach. Dla Dzików trójkę trafił Rickey McGill, lecz cały czas Trefl był z przodu. W jednej z ostatnich akcji spotkania Andre Wesson oddał niecelny rzut przez ręce, niniejszym stało się jasne że to goście wrócą na Pomorze z dwoma punktami.