RZUTZA3.PL PLKSLASK-ZASKOCZY-ANWIL-ERTEL-Z-KOSMICZNYM-RZUTEM-PODSUMOWANIE-12-KOLEJKI-ORLEN-BASKET-LIGI

Śląsk zaskoczył Anwil, Ertel z kosmicznym rzutem - podsumowanie 12. kolejki Orlen Basket Ligi

30/12/2024 20:11
fot. Andrzej Romański/plk.pl

Za nami kolejna kolejka pełna emocji w Orlen Basket Lidze. To była kolejka pełna niespodzianek i zwrotów akcji. Bardzo efektowne zakończenie 2024 roku za nami. Oto podsumowanie 12 kolejki Orlen Basket Ligi.

Śląsk, mimo problemów kadrowych, pokonał Anwil Włocławek 89-86 i odniósł szóste zwycięstwo w Orlen Basket Lidze. Rewelacyjne spotkanie rozegrał DJ Cooper, który przez cały mecz sprawiał kłopoty drużynie z Włocławka. Zespół gości nie popisał się w obronie, co zadecydowało o porażce. Do meczu Śląsk przystępował osłabiony brakiem trzech kluczowych graczy: Marcela Ponitki, Jeremiego Senglina oraz Daniela Gołębiowskiego. Anwil wystąpił w pełnym składzie i rozpoczął mecz w imponującym stylu. W pierwszej kwarcie Luke Petrasek zaliczył dwa efektowne bloki, a ofensywa gości działała sprawnie. Śląsk miał problemy w obronie i przegrywał już różnicą dziewięciu punktów, ale skuteczna gra Ajdina Penavy pozwoliła zmniejszyć stratę. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 26-20 dla Anwilu. W drugiej części meczu drużyna z Włocławka kontynuowała dobrą grę w ofensywie. Justin Turner i DJ Funderburk odgrywali kluczowe role w ataku, a przewaga gości utrzymywała się dzięki ich skuteczności. Śląsk, mimo trudności, nie pozwalał rywalom odskoczyć na większy dystans. Gospodarze wykonali run 7-0 tuż przed przerwą, zmniejszając różnicę do sześciu punktów. Po pierwszej połowie Anwil prowadził, ale przewaga nie była zbyt wysoka. Po przerwie mecz nabrał większej intensywności. Śląsk zagrał znacznie lepiej, poprawiając grę w obronie i wykorzystując swoje szanse w ataku. Angel Nunez wyróżniał się zarówno w defensywie, jak i ofensywie, a DJ Cooper umiejętnie rozbijał defensywę Anwilu precyzyjnymi podaniami i skutecznymi rzutami. Anwil natomiast stracił skuteczność, co pozwoliło gospodarzom wyjść na prowadzenie 64-62 przed ostatnią kwartą. Ostatnia część spotkania przyniosła mnóstwo emocji. Karol Gruszecki dwukrotnie trafił za trzy, dając Anwilowi chwilowe prowadzenie 70-66. Jednak drużyna z Wrocławia, dzięki świetnej grze Coopera i Penavy, szybko odzyskała kontrolę. Goście mieli problemy w defensywie, tracąc aż 51 punktów w drugiej połowie. Niecelny rzut Justina Turnera w ostatnich sekundach przypieczętował zwycięstwo Śląska 89-86. Liderem gospodarzy był DJ Cooper, wspierany przez Ajdina Penavę i Angela Nuneza – to trio zdobyło łącznie 63 punkty. Warto wyróżnić również Błażeja Kulikowskiego, który zdobył 11 punktów i dołożył 6 zbiórek, świetnie zastępując nieobecnych kolegów. W drużynie Anwilu najskuteczniejszy był DJ Funderburk z 27 punktami, który świetnie współpracował m.in z Kamilem Łączyńskim, który tego dnia zaliczył 11 asyst. Jednak brak agresji w obronie kosztował włocławian zwycięstwo. Anwil w kolejnym meczu zmierzy się z Kingiem Szczecin, a Śląsk Wrocław zagra w Toruniu z Arriva Polskim Cukrem.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

Po emocjonującym meczu Zastal Zielona Góra pokonał Dziki Warszawa po wyrównanej walce. Początek należał do Dzików, które prowadziły m.in dzięki skuteczności Andre Wessona i Jannari Joessara. Jednak od drugiej kwarty Zastal, prowadzony przez Michała Kołodzieja i Sindariusa Thornwella, przejął inicjatywę. Sindarius Thornwell dodał energii w obronie i ataku w trzeciej kwarcie. Dziki, choć złapały rytm na początku czwartej kwarty, straciły prowadzenie przez chaotyczną grę i błędy w kluczowych momentach. W końcówce Zastal wykazał się większym spokojem i skutecznością, co pozwoliło im dowieźć zwycięstwo. Dziki, mimo waleczności, miały problemy w obronie i na linii rzutów wolnych, a ich chaos w końcówce przesądził o wyniku. Zastal zaimponował dobrą organizacją i wsparciem amerykańskich graczy oraz m.in Michała Kołodzieja, który rozegrał świetne zawody. Najskuteczniejszym zawodnikiem Zastalu był Kamari Murphy (15 punktów, 6 zbiórek). W zespole Dzików najlepiej tego dnia spisywał się Janari Jõesaar (16 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst).

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

W meczu pełnym zwrotów akcji GTK Gliwice pokonało Legię Warszawa, wykorzystując swoje atuty w kluczowych momentach. GTK, mimo licznych strat, od początku grało intensywnie, zyskując przewagę dzięki dobrej formie Malika Toppina i Martinsa Laksy. Legia, osłabiona brakiem Mate Vucicia, walczyła, a Kameron McGusty był liderem drużyny, zdobywając punkty w trudnych sytuacjach. Po trzeciej kwarcie, w której Legia wyszła na prowadzenie, wydawało się, że goście kontrolują grę. Jednak w czwartej odsłonie GTK, prowadzone przez Ihringa i Laksę, odwróciło losy meczu, trafiając kluczowe rzuty zza łuku. Gliwiczanie wykazali się większą stabilnością i skutecznością, podczas gdy Legia popełniała błędy w decydujących momentach tego spotkania. GTK zwyciężyło dzięki przemyślanej grze i wykorzystaniu przewag w rzutach z dystansu, co pozwoliło im zdobyć cenne punkty w ligowej tabeli. Mecz zakończył się celnym rzutem na zwycięstwo Łotysza Martinsa Laksy. Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Chris Czerapowicz, który zdobył 16 punktów i dołożył 5 zbiórek. Po stronie Legii natomiast Kameron McGusty był najważniejszą postacią tego dnia w grze Legii Warszawa (23 punkty). Warto też docenić bardzo dobre spotkanie Michała Kolendy, który zdobył 17 punktów. Legia musi poprawić przede wszystkim skuteczność i organizację gry przed kolejnymi ważnymi meczami dla tego zespołu.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

Mecz rozpoczął się chaotycznie, z wieloma nieudanymi akcjami po obu stronach parkietu. W zespole Górnika wyróżniał się Alterique Gilbert, trafiając dwie kluczowe trójki, co pozwoliło gościom zbudować dziesięciopunktową przewagę. Sopocianie mieli problem ze skutecznością, i na prowadzeniu była drużyna gości 23-13 a ich skuteczność po pierwszej kwarice wynosiła zaledwie 23%. Jarosław Zyskowski próbował ratować Trefla dynamicznymi wejściami na kosz, ale przewaga wałbrzyszan była wyraźna. Druga kwarta przyniosła poprawę gry Trefla, głównie dzięki dwóm trójek Van Vlieta. Sopocianie zmniejszyli stratę do dziewięciu punktów dzięki agresywnej postawie Jakuba Schenka, który zdobył sześć punktów z rzędu. Mimo to Górnik nadal kontrolował grę, głównie dzięki Toddrickowi Gotcherowi, który zdobywał punkty w kluczowych momentach. Po pierwszej połowie wałbrzyszanie prowadzili 48:39, korzystając z licznych strat sopocian. Po przerwie Trefl przystąpił do gry z nową energią. Jakub Schenk poprowadził skuteczne akcje ofensywne, a dominacja Grosselle’a pod koszem pozwoliła sopocianom zbliżyć się na cztery punkty. Jarosław Zyskowski, zdobywając 13 punktów w trzeciej kwarcie, wyprowadził Trefla na prowadzenie. Górnik próbował odpowiedzieć m.in efektowną akcją Joshua Pattona, ale uraz tego zawodnika osłabił wałbrzyszan. Trzecia kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem Górnika 70:69. Ostatnia część meczu była pokazem siły Trefla. Sopocianie zaczęli od serii 7:0, wykorzystując problemy Górnika z faulami i stratami. Skuteczność Van Vlieta zza łuku oraz kolejne punkty Aarona Besta i Zyskowskiego zapewniły Treflowi 16-punktowe prowadzenie. Górnik nie był w stanie odpowiedzieć na dominację sopocian, którzy w drugiej połowie zdobyli aż 61 punktów i drużyna Trefla Sopot wygrała to spotkanie. Najlepszym graczem spotkania był Aaron Best (21 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst), ale na wyróżnienie zasłużyli również Jarosław Zyskowski (22 punkty) i Jakub Schenk (23 punkty, 6 asyst). W drużynie Górnika błyszczał Toddrick Gotcher, który zdobył 25 punktów przy stuprocentowej skuteczności z linii rzutów wolnych. Trefl Sopot awansował na drugie miejsce w tabeli PLK, a Górnik zajmuje piątą pozycję. W kolejnych meczach Trefl zmierzy się z Dzikami, a Górnik podejmie GTK Gliwice.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

W niedzielę, 29 grudnia, rozegrano aż cztery mecze Orlen Basket Ligi. Pierwszym z nich było starcie w Dąbrowie Górniczej, gdzie MKS podejmował Spójnię Stargard. Drużyna gospodarzy ostatni raz wygrała w ramach 5. kolejki — na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Od tamtego czasu (2 listopada) nie zdołała odnieść żadnego zwycięstwa. Kibice z dąbrowskiego zagłębia liczyli więc, że tym razem ich drużyna przełamie złą passę. Niestety, tak się nie stało. Lepsza okazała się Spójnia Stargard, która odniosła swoje drugie zwycięstwo z rzędu. Kibice zebrani w Hali Centrum mieli okazję podziwiać świetny występ Luthera Muhammada. Zawodnik zapisał na swoim koncie 29 punktów, a do tego dodał po 4 zbiórki i przechwyty. Oprócz niego znakomity mecz rozegrał Wesley Gordon, który popisał się double-double, zdobywając 14 punktów, 16 zbiórek oraz 2 bloki. W ekipie prowadzonej przez Borisa Balibrei najlepszym strzelcem był nowy nabytek klubu — Teyvon Myers, sprowadzony niedawno ze Szczecina. Zanotował on 18 punktów i 6 zbiórek.

Start Lublin pokonał Czarnych Słupsk 83:77 w emocjonującym meczu, w którym gospodarze odwrócili losy rywalizacji po trudnym początku. Goście rozpoczęli spotkanie lepiej, prowadząc po pierwszej kwarcie 23:13. Alex Stein i Justice Sueing wyróżniali się skutecznością w ataku, a drużyna Stelmahersa dominowała w zbiórkach i asystach. Start z kolei miał problemy ze skutecznością, trafiając tylko 17% rzutów za trzy. Druga kwarta przyniosła odmianę losów meczu. Gospodarze, napędzani skutecznością Mateusza Dziemby i Tevina Browna, zdobyli siedem punktów z rzędu i zmniejszyli stratę do trzech oczek. Intensywna obrona Lublina oraz błędy gości, zwłaszcza w postaci licznych strat, pozwoliły Startowi wyjść na prowadzenie 40:37 do przerwy. Courtney Ramey zdobył 11 punktów w tej części gry, natomiast w drużynie Czarnych punktowali głównie Stein, Sueing i Quincy Ford. W trzeciej kwarcie drużyna z Lublina zaczęła budować przewagę, m.in. dzięki celnym rzutom wolnym – aż 15 punktów w tej części meczu pochodziło z tego elementu. Mimo że Justice Sueing trafił kilka ważnych rzutów za trzy, to liczne straty i problemy z organizacją gry po stronie Czarnych utrudniały im pogoń za rywalem. Gospodarze, dzięki dobrej obronie pod koszem i skutecznej grze Browna, zakończyli trzecią kwartę z prowadzeniem 63:58. Czwarta kwarta była kluczowa dla ostatecznego wyniku. Start kontynuował dobrą grę, a Courtney Ramey i Jakub Karolak zapewnili drużynie 11-punktową przewagę. Czarni próbowali wrócić do gry dzięki akcjom Tyrana De Lattibeaudiere’a i trzem punktom Justice’a Sueinga, ale zabrakło im konsekwencji w ataku i czasu na odrobienie strat. Lublin skutecznie bronił swojej przewagi, a decyzja gości o braku faulowania w końcówce przesądziła o zwycięstwie gospodarzy. Najlepszymi zawodnikami meczu byli Courtney Ramey (20 punktów, 11 asyst) oraz Tevin Brown (20 punktów, 3/8 za trzy). W ekipie Czarnych wyróżnili się Sueing (14 punktów, 6 asyst) oraz Ford (11 punktów, 9 zbiórek). Po meczu Start awansował na 5. miejsce w tabeli, natomiast Czarni pozostali na 11. pozycji. W kolejnej kolejce Lublin zmierzy się na wyjeździe ze Spójnią Stargard, a Czarni podejmą Zastal w Hali Gryfia.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

King Szczecin dokonał niesamowitego powrotu i pokonał Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski 83:82, mimo że przegrywał już różnicą 24 punktów w pierwszej połowie. Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla gospodarzy, którzy skutecznie wykorzystywali swoją przewagę pod koszem dzięki Damianowi Kuligowi i Timowi Lambrechtowi. Adas Juskevicius zachwycał skutecznością za trzy, prowadząc Stal do przewagi 28:20 po pierwszej kwarcie. W drugiej odsłonie ostrowianie jeszcze bardziej zdominowali grę, zdobywając punkty po rzutach osobistych i kontrolując tempo. Na przerwę schodzili z prowadzeniem 56:36. Druga połowa to jednak metamorfoza gry szczecinian, którzy w trzeciej kwarcie postawili na agresywną obronę. Obrona obwodowa Przemysława Żołnierewicza, Isaiaha Whiteheada i Jamesa Woodarda zneutralizowała ofensywne atuty gospodarzy, którzy trafili zaledwie jeden rzut za trzy w całej drugiej połowie. Kluczowe było przełamanie w końcówce trzeciej kwarty, gdy szczecinianie zdobyli 14 punktów, tracąc tylko jeden, zmniejszając stratę do 11 punktów przed czwartą kwartą. W ostatniej odsłonie meczu King Szczecin kontynuował dominację, zdobywając 23 punkty przy zaledwie 11 punktach gospodarzy. Tony Meier, Kassim Nicholson, Aleksander Dziewa i Isaiah Whitehead poprowadzili ofensywę gości, zapewniając wygraną. Decydujące punkty padły w końcówce, gdy szczecinianie zdołali wytrzymać presję i utrzymać minimalną przewagę. King Szczecin udowodnił, że potrafi walczyć do końca, przełamując złą passę w wielkim stylu. To zwycięstwo może być punktem zwrotnym w sezonie drużyny aspirującej do najwyższych celów w lidze.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link

Arriva Polski Cukier Toruń z niesamowitym zwycięstwem w Polsat Plus Arenie Gdynia. Torunianie pokonali AMW Arkę Gdynia 108:97 po dogrywce, choć jeszcze w końcówce regulaminowego czasu gry znajdowali się w bardzo trudnej sytuacji. Bohaterem spotkania został Michael Ertel, który nie tylko poprowadził swój zespół do triumfu, ale także trafił fenomenalny rzut z połowy boiska na dogrywkę. Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando gospodarzy AMW Arka Gdynia, za sprawą Jakuba Garbacza i Nemanji Nenadicia, szybko zbudowała przewagę 12:3. Torunianie mieli trudności z organizacją gry, popełniając aż sześć strat w pierwszych minutach spotkania. Przerwa na żądanie trenera Srdana Suboticia przyniosła jednak poprawę w szeregach gości, którzy zmniejszyli straty dzięki dobrej grze Viktora Gaddeforsa W drugiej kwarcie widowisko nabrało tempa Obie drużyny postawiły na ofensywę, co skutkowało efektownymi akcjami Kluczową rolę dla torunian odegrała ławka rezerwowych, która wniosła aż 22 punkty w pierwszej połowie, pozwalając utrzymać kontakt z przeciwnikiem Do przerwy gospodarze prowadzili jednak 45:42 Po przerwie spotkanie było niezwykle wyrównane Łukasz Kolenda w barwach Arki i Divine Myles w ekipie gości pokazali swoje umiejętności, walcząc o każdy punkt Gdynianie na początku czwartej kwarty wypracowali siedmiopunktowe prowadzenie, które utrzymywali aż do ostatnich minut. Na 40 sekund przed końcem, gdy Arka prowadziła 87:80, Michael Ertel rozpoczął swój show, trafiając za trzy punkty Kolejna strata gospodarzy pozwoliła Divine Mylesowi zmniejszyć przewagę do jednego punktu Łukasz Kolenda ponownie powiększył prowadzenie Gdynian, ale w ostatniej sekundzie Ertel rzucił z połowy boiska, wyrównując wynik na 92:92 i doprowadzając do dogrywki. W dogrywce Arriva Polski Cukier Toruń dominował Ertel kontynuował swój popis, zdobywając punkty i kreując grę dla kolegów. Zawodnicy z Gdyni, wyraźnie przybici stratą zwycięstwa w końcówce czwartej kwarty, nie byli w stanie odnaleźć swojego rytmu. Torunianie zdobyli 16 punktów w dodatkowych pięciu minutach, pieczętując swoje zwycięstwo. Torunianie pokazali niesamowitą wolę walki i charakter, odwracając losy meczu w niesamowity sposób. Najlepsze spotkanie po stronie gości rozegrał Michel Ertel 33 punkty, 6 zbiórek oraz 6 asyst. W zespole gospodarzy tego dnia najskuteczniejszy był Łukasz Kolenda, który zdobył 23 punkty.

WIĘCEJ O MECZU: Link

WIĘCEJ O MECZU: Link

Link