RZUTZA3.PL PLKSTART-LUBLIN-PONOWNIE-LEPSZY-OD-GORNIKA-CZARNE-CHMURY-NAD-WALBRZYCHEM
Start Lublin ponownie lepszy od Górnika - czarne chmury nad Wałbrzychem
4 dni temu
To nie tak miało wyglądać - przynajmniej w oczach Andrzeja Adamka i wszystkich wałbrzyskich kibiców. Wyżej notowany Górnik Zamek Książ Wałbrzych miał zdobyć łatwe punkt i umocnić się w walce o play-off. PGE Start Lublin nie ma na nie już szans, zresztą na spadek do 1 ligi też nie, więc praktycznie grają o pietruszkę... Tyle teorii - życie okazało się zgoła inne!
To nie tak miało wyglądać - przynajmniej w oczach Andrzeja Adamka i wszystkich wałbrzyskich kibiców. Wyżej notowany Górnik Zamek Książ Wałbrzych miał zdobyć łatwe punkt i umocnić się w walce o play-off. PGE Start Lublin nie ma na nie już szans, zresztą na spadek do 1 ligi też nie, więc praktycznie grają o pietruszkę... Tyle teorii - życie okazało się zgoła inne!
Do czterech razy sztuka
PGE Start Lublin do meczu w Wałbrzychu przystąpiło z bilansem 8-18 i serią czterech porażek. Na pierwszy rzut oka nie wróżyło to niczego dobrego, jednak gdyby bardziej zgłębić temat, zwycięstwo Lublinian już od dawna wisiało w powietrzu. Z przegranych spotkań jedynie mecz z Dzikami zakończył się zdecydowaną porażką 103:72. W pozostałych trzech potyczkach o wyniku dwóch zadecydowały dogrywki, a mecz z Zastalem zakończył się różnicą 3 oczek - 76:73 na korzyść gospodarzy. Zawodnicy Startu do Wałbrzycha przyjechali bardzo zmotywowani, by mimo słabego sezonu udowodnić swoim kibicom, że nie zwieszają głowy i grają do końca. Dodatkowym impulsem do podjęcia walki był powrót do gry, kapitana Lublinian - Filipa Puta.
PGE Start Lublin do meczu w Wałbrzychu przystąpiło z bilansem 8-18 i serią czterech porażek. Na pierwszy rzut oka nie wróżyło to niczego dobrego, jednak gdyby bardziej zgłębić temat, zwycięstwo Lublinian już od dawna wisiało w powietrzu. Z przegranych spotkań jedynie mecz z Dzikami zakończył się zdecydowaną porażką 103:72. W pozostałych trzech potyczkach o wyniku dwóch zadecydowały dogrywki, a mecz z Zastalem zakończył się różnicą 3 oczek - 76:73 na korzyść gospodarzy. Zawodnicy Startu do Wałbrzycha przyjechali bardzo zmotywowani, by mimo słabego sezonu udowodnić swoim kibicom, że nie zwieszają głowy i grają do końca. Dodatkowym impulsem do podjęcia walki był powrót do gry, kapitana Lublinian - Filipa Puta.
Rozstania i powroty
"Kontuzje" to słowo, z którym będzie się kojarzył tegoroczny sezon Górnika Zamek Książ Wałbrzych. Na palcach jednej ręki można zliczyć tygodnie, w których trener Andrzej Adamek miał do dyspozycji wszystkich zakontraktowanych zawodników. Przed meczem z Lublinem do składu powrócił Anderson III, Taylor i Garcia, ale kolejne absencje zaliczyli Marchewka, Benson i Smith. Hala Aqua Zdrój wypełniła się biało-niebieskimi kibicami i mecz mógł się rozpocząć.
"Kontuzje" to słowo, z którym będzie się kojarzył tegoroczny sezon Górnika Zamek Książ Wałbrzych. Na palcach jednej ręki można zliczyć tygodnie, w których trener Andrzej Adamek miał do dyspozycji wszystkich zakontraktowanych zawodników. Przed meczem z Lublinem do składu powrócił Anderson III, Taylor i Garcia, ale kolejne absencje zaliczyli Marchewka, Benson i Smith. Hala Aqua Zdrój wypełniła się biało-niebieskimi kibicami i mecz mógł się rozpocząć.
Zwycięzca może być tylko jeden
Tak wyrównanej gry dawno w Wałbrzychu nie oglądaliśmy, mimo że w całym meczu Górnik na prowadzeniu był przez niecałe 3 minuty. Przyjezdni lepiej weszli w mecz i to oni dyktowali tempo, jednak gospodarze - cały czas siedzieli im na ogonie. Po zaciekłej walce, pierwsza kwarta zakończyła się różnicą jednego punktu na korzyść Startu.Kolejna kwarta, mimo że również wyrównana, pozwoliła przyjezdnym na zbudowanie przewagi 6 punktów - głównie za sprawą lepszej skuteczności, w tym skuteczności zza łuku. W szeregach Górnika zabrakło iskry i wyraźnego lidera. Dodatkowo w jednym z podkoszowych starć ucierpiał Marc Garcia, który dograł mecz do końca, ale - jak poinformował na pomeczowej konferencji prasowej trener Adamek - to był jego ostatni występ w tym sezonie.Druga połowa to dalszy ciąg starcia bardzo wyrównanych drużyn. Wymiana ciosów niczym w pojedynku bokserskim. Mocny wsad, za mocny wsad, trójka za trójkę, lay-up za lay-up. Gospodarze kilkukrotnie zbliżali się do Startu na odległość 2 i 3 punktów, jednak przyjezdni zachowali spokój i nie dali sobie wyrwać prowadzenia z rąk. Mecz zakończył się wynikiem 81:86. Start do zwycięstwa poprowadził Jordan Wright - zdobywca 25 punktów, 6 zbiórek i 3 asyst. Jak wyrównane to było spotkanie świadczy fakt, że kolejnymi najlepiej punktującymi zawodnikami byli: Cabbil (18 pkt), Wyka (17 pkt), Jogėla (17 pkt), O'Reilly (17 pkt). W szeregach gospodarzy zawiodła przede wszystkim skuteczność na linii rzutów wolnych oraz błędy w obronie. Przyjezdni zagrali cierpliwie i konsekwentnie, wykorzystując swoje szanse i grając dobrze w defensywie, co zaowocowało zwycięstwem.
Tak wyrównanej gry dawno w Wałbrzychu nie oglądaliśmy, mimo że w całym meczu Górnik na prowadzeniu był przez niecałe 3 minuty. Przyjezdni lepiej weszli w mecz i to oni dyktowali tempo, jednak gospodarze - cały czas siedzieli im na ogonie. Po zaciekłej walce, pierwsza kwarta zakończyła się różnicą jednego punktu na korzyść Startu.
Kolejna kwarta, mimo że również wyrównana, pozwoliła przyjezdnym na zbudowanie przewagi 6 punktów - głównie za sprawą lepszej skuteczności, w tym skuteczności zza łuku. W szeregach Górnika zabrakło iskry i wyraźnego lidera. Dodatkowo w jednym z podkoszowych starć ucierpiał Marc Garcia, który dograł mecz do końca, ale - jak poinformował na pomeczowej konferencji prasowej trener Adamek - to był jego ostatni występ w tym sezonie.
Druga połowa to dalszy ciąg starcia bardzo wyrównanych drużyn. Wymiana ciosów niczym w pojedynku bokserskim. Mocny wsad, za mocny wsad, trójka za trójkę, lay-up za lay-up. Gospodarze kilkukrotnie zbliżali się do Startu na odległość 2 i 3 punktów, jednak przyjezdni zachowali spokój i nie dali sobie wyrwać prowadzenia z rąk. Mecz zakończył się wynikiem 81:86. Start do zwycięstwa poprowadził Jordan Wright - zdobywca 25 punktów, 6 zbiórek i 3 asyst. Jak wyrównane to było spotkanie świadczy fakt, że kolejnymi najlepiej punktującymi zawodnikami byli: Cabbil (18 pkt), Wyka (17 pkt), Jogėla (17 pkt), O'Reilly (17 pkt). W szeregach gospodarzy zawiodła przede wszystkim skuteczność na linii rzutów wolnych oraz błędy w obronie. Przyjezdni zagrali cierpliwie i konsekwentnie, wykorzystując swoje szanse i grając dobrze w defensywie, co zaowocowało zwycięstwem.
Czarne chmury przesłaniają play-offyPorażka z niżej notowaną drużyną PGE Start Lublin oddala Wałbrzyszan od play-offów, a nawet play-inów. Po 27 kolejce OBL drużyna Górnika zajmuje 11 miejsce w tabeli z 41 punktami i bilansem 14-13. Panujący w klasyfikacji ścisk daje nadzieję, ale jeśli biało-niebiescy chcą powtórzyć zeszłoroczny sukces muszą wzbić się na wyżyny swoich możliwości w ostatnich trzech meczach sezonu zasadniczego, a będą to spotkania kolejno: wyjazdowe z drużyną Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń, domowe z Czarnymi Słupsk oraz ostatni wyjazd do Ostrowa Wielkopolskiego i spotkanie ze "Stalówką".Powrót zza Wielkiej WodyPozytywnym akcentem sobotniego spotkania były odwiedziny byłego gracza biało-niebieskich - Toddricka Gotchera. Amerykanin po bardzo dobrym sezonie w barwach Górnika, przeszedł na sportową emeryturę. Jego ogromne, międzynarodowe koszykarskie doświadczenie postanowiła wykorzystać jego macierzysta uczelnia - Texas Tech University, oferując mu stanowisko asystenta trenera. Propozycja, wręcz nie do odrzucenia. Gotcher wrócił do USA, jednak wielokrotnie dawał znać w swoich social mediach, że wciąż pamięta o wałbrzyskim klubie, z którym wywalczył Puchar Polski - zdobywając punkty na zwycięstwo w ostatnich sekundach finału, oraz tytuł MVP Pucharu Polski, czym na stałe zapisał się na kartach historii Górnika. Swoją bardzo dobrą grą, zaangażowaniem, energią i wielkim uśmiechem zdobył ogromną sympatię wałbrzyskich kibiców, co dało się odczuć również dzisiaj. A sam Górnik? Myślę, że w sezonie takim jak obecny przyjąłby Gotchera z otwartymi ramionami.
Czarne chmury przesłaniają play-offy
Porażka z niżej notowaną drużyną PGE Start Lublin oddala Wałbrzyszan od play-offów, a nawet play-inów. Po 27 kolejce OBL drużyna Górnika zajmuje 11 miejsce w tabeli z 41 punktami i bilansem 14-13. Panujący w klasyfikacji ścisk daje nadzieję, ale jeśli biało-niebiescy chcą powtórzyć zeszłoroczny sukces muszą wzbić się na wyżyny swoich możliwości w ostatnich trzech meczach sezonu zasadniczego, a będą to spotkania kolejno: wyjazdowe z drużyną Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń, domowe z Czarnymi Słupsk oraz ostatni wyjazd do Ostrowa Wielkopolskiego i spotkanie ze "Stalówką".
Porażka z niżej notowaną drużyną PGE Start Lublin oddala Wałbrzyszan od play-offów, a nawet play-inów. Po 27 kolejce OBL drużyna Górnika zajmuje 11 miejsce w tabeli z 41 punktami i bilansem 14-13. Panujący w klasyfikacji ścisk daje nadzieję, ale jeśli biało-niebiescy chcą powtórzyć zeszłoroczny sukces muszą wzbić się na wyżyny swoich możliwości w ostatnich trzech meczach sezonu zasadniczego, a będą to spotkania kolejno: wyjazdowe z drużyną Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń, domowe z Czarnymi Słupsk oraz ostatni wyjazd do Ostrowa Wielkopolskiego i spotkanie ze "Stalówką".
Powrót zza Wielkiej Wody
Pozytywnym akcentem sobotniego spotkania były odwiedziny byłego gracza biało-niebieskich - Toddricka Gotchera. Amerykanin po bardzo dobrym sezonie w barwach Górnika, przeszedł na sportową emeryturę. Jego ogromne, międzynarodowe koszykarskie doświadczenie postanowiła wykorzystać jego macierzysta uczelnia - Texas Tech University, oferując mu stanowisko asystenta trenera. Propozycja, wręcz nie do odrzucenia. Gotcher wrócił do USA, jednak wielokrotnie dawał znać w swoich social mediach, że wciąż pamięta o wałbrzyskim klubie, z którym wywalczył Puchar Polski - zdobywając punkty na zwycięstwo w ostatnich sekundach finału, oraz tytuł MVP Pucharu Polski, czym na stałe zapisał się na kartach historii Górnika. Swoją bardzo dobrą grą, zaangażowaniem, energią i wielkim uśmiechem zdobył ogromną sympatię wałbrzyskich kibiców, co dało się odczuć również dzisiaj. A sam Górnik? Myślę, że w sezonie takim jak obecny przyjąłby Gotchera z otwartymi ramionami.
