RZUTZA3.PL PLKSZYMON-WOJCIK-NIE-CHCEMY-ZEBY-TAKI-SEZON-JAK-POPRZEDNI-STAL-SIE-WE-WLOCLAWKU-NORMA

Szymon Wójcik: Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się we Włocławku normą

01/09/2026 10:13
fot. Rafał Sobierański

- Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się normą we Włocławku - mówi Szymon Wójcik, nowy zawodnik Anwilu. W rozmowie opowiada o pierwszych tygodniach przygotowań, atmosferze w drużynie i współpracy z trenerem Vedranem Bosniciem, którego dobrze zna z gry na Węgrzech. Rozmawiamy również o jego roli w nowym zespole, doświadczeniach z ostatnich sezonów oraz ambicjach Anwilu na nadchodzące rozgrywki. Nie zabrakło też wątku rodzinnego - pytamy, jak to jest założyć koszulkę Anwilu, będąc synem jednej z największych legend Śląska Wrocław.

Wiktor Bartkiewicz: Pół żartem, pół serio - jakie to uczucie założyć koszulkę Anwilu, mając na plecach nazwisko Wójcik? Twój tata był przecież jedną z ważnych postaci Śląska w czasach wielkiej rywalizacji z Włocławkiem i trzykrotnie pokonywał Anwil w finale mistrzostw Polski. Czy jest to coś szczególnego dla ciebie?

Szymon Wójcik: I tak, i nie. Oczywiście kariera taty ma duży wpływ na mnie, na to, jaką osobą i jakim koszykarzem jestem. Natomiast koniec końców skupiam się na własnej karierze i swojej ścieżce. Uważam, że w tym momencie najrozsądniejszą decyzją było dla mnie założenie koszulki Anwilu Włocławek, dołączenie do tego zespołu i wspólna walka o najwyższe cele. Nie patrzę na swoją drogę przez pryzmat kariery taty. Ciekawe jest natomiast to, że nigdy nie byłem zawodnikiem Śląska Wrocław, a teraz dołączam do zespołu, z którym tata toczył jedną z największych rywalizacji w swojej karierze.

Masz 26 lat, a za sobą już dość ciekawą drogę - NCAA, kilka klubów w Polsce, reprezentację i pierwszy sezon zagraniczny. Jak sam patrzysz dziś na miejsce, w którym jesteś? Czujesz, że wchodzisz właśnie w taki etap kariery, w którym powinieneś zacząć grać swoją najlepszą koszykówkę?

Ogólnie patrzę na swoją karierę w ten sposób, że każdego roku staram się robić coraz większy progres, dołączać do lepszych zespołów, mieć w nich większą rolę i zyskiwać coraz większe zaufanie trenerów. Uważam, że teraz, dołączając do Anwilu, mogę być osobą, która zarówno na boisku, jak i poza nim będzie ciągnąć zespół i motywować go do walki o najwyższe cele.

Za Tobą pierwsze dwa tygodnie przygotowań w Anwilu. Jakie masz po nich pierwsze wnioski? Jest coś w tej drużynie, co już teraz szczególnie Ci się podoba albo daje Ci przekonanie, że możecie zbudować tutaj coś mocnego?

Przez te pierwsze dwa tygodnie wydarzyło się wiele rzeczy, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i z których jestem zadowolony. Przede wszystkim kilka dni temu kibice przyszli na halę, zrobili nam małe show i pokazali namiastkę tego, jak będą nas wspierać podczas meczów - zarówno u siebie, jak i na wyjazdach. To wielka przyjemność grać właśnie dla nich, bo bez kibiców nie byłoby tutaj koszykówki i nie byłoby takiej radości z tego, co robimy.

Druga sprawa to atmosfera w zespole. Już teraz mamy naprawdę fajną chemię i świetnie się ze sobą dogadujemy. Spędzamy razem czas, rozmawiamy zarówno o życiu prywatnym, jak i o koszykówce czy naszych karierach. Mam wrażenie, że już po tych pierwszych dwóch tygodniach jesteśmy naprawdę zżytym zespołem. Jestem podekscytowany tym, co może z tego powstać i jak będzie się to dalej rozwijało.

W Szolnoku dołączyłeś do zespołu trenera Bosnicia już w trakcie sezonu. Teraz po raz pierwszy przechodzisz z nim cały okres przygotowawczy. Poznałeś go przez te tygodnie trochę z innej strony? Na co najmocniej zwraca uwagę, kiedy może od początku budować drużynę po swojemu?

Wtedy dołączyłem do zespołu w połowie sezonu i musiałem od razu się do niego dopasować. Teraz widzę, jak wszystko jest budowane od podstaw i jak dużą uwagę trener zwraca na detale - zachowania w ataku i obronie, odpowiednie ustawienie czy cele, które mamy na dany trening lub mecz. Bardzo mi się podoba, że od początku mamy jasno określone zasady i wiemy, jak mamy funkcjonować jako zespół.

Trener przywiązuje też dużą wagę do tego, jacy jesteśmy zarówno na boisku, jak i poza nim. Chce, żeby zespół był mocno zżyty. Jest przy tym otwartą osobą - lubi z nami dyskutować i wspólnie zastanawiać się nad różnymi rozwiązaniami czy strategią na mecz. Bardzo podoba mi się to, że już na tym etapie dba o wszystkie te szczegóły.

Zostańmy jeszcze na moment przy Węgrzech. Co przede wszystkim wyniosłeś z tego sezonu? Co ma dzisiaj w swojej grze Szymon Wójcik, czego nie miał jeszcze zawodnik, który rok temu wyjeżdżał z Polski?

Wydaje mi się, że przede wszystkim nauczyłem się większej cierpliwości w grze. Wcześniej byłem dużo bardziej nerwowy, chciałem zrobić bardzo dużo w ograniczonym czasie, który miałem na boisku. Z czasem zdałem sobie sprawę, że mogę wpływać tylko na rzeczy, które są pod moją kontrolą. Nie mam wpływu na wszystko.

Przez lata spędzone zarówno w profesjonalnej koszykówce, jak i wcześniej w lidze uniwersyteckiej, nauczyłem się skupiać przede wszystkim na tym, na co rzeczywiście mam wpływ. Wydaje mi się, że z roku na rok coraz lepiej mi to wychodzi. Nie zamartwiam się rzeczami, których nie jestem w stanie kontrolować, i nie pozwalam, żeby miały na mnie zbyt duży wpływ.

A jaki Anwil właściwie buduje teraz trener Bosnić? Jesteście dopiero na początku przygotowań, ale czy widać już na treningach cechy, które mają być znakiem rozpoznawczym tej drużyny?

Myślę, że przede wszystkim ma to być duża agresja w obronie i szybka, zespołowa gra w ataku. Chcemy grać szybko i efektywnie, chcemy, żeby była to koszykówka fajna do oglądania. Zależy nam też na tym, żeby każdy w zespole czuł się doceniony i żeby możliwości każdego zawodnika były odpowiednio wykorzystywane.

Chciałbym wrócić do Twojego poprzedniego sezonu w Polsce, bo oglądaliśmy wtedy właściwie dwie różne wersje Szymona Wójcika. W Kingu Twoja rola była mocno ograniczona, a po przenosinach do Zastalu dostałeś więcej minut i odpowiedzialności i od razu zacząłeś pokazywać znacznie więcej. Jak dzisiaj tłumaczysz aż tak dużą różnicę?

To jest właśnie ta cierpliwość, o której mówiłem wcześniej. Dobrze wiedziałem, jakim zawodnikiem byłem w Kingu Szczecin i moim zdaniem byłem dokładnie tym samym zawodnikiem, którym później byłem w Zastalu Zielona Góra. W Szczecinie ograniczała mnie jednak rola i to, jak zbudowany był tamten zespół.

W połowie sezonu przeniosłem się do Zastalu i mogłem pokazać, co tak naprawdę potrafię, kiedy dostałem trochę więcej zaufania i minut na boisku. Pokazałem, że jestem w stanie pomagać zespołowi w wygrywaniu i osiąganiu coraz lepszych wyników. Na papierze rzeczywiście wyglądało to więc jak dwie różne wersje mnie, ale ja czułem, że cały czas jestem tym samym zawodnikiem.

Bardzo pomogło mi też to, że w Kingu mieliśmy naprawdę świetnych graczy - reprezentantów Polski czy zawodników z doświadczeniem w bardzo dobrych europejskich ligach. Mogłem porównać się z najlepszymi w Europie i widziałem, że muszę zachować pewność siebie, bo nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Ostatecznie przeniosłem się do Zastalu i rzeczywiście mogłem pokazać, jakim jestem zawodnikiem.

W ostatnich sezonach miałeś okazję funkcjonować w bardzo różnych rolach. Jaką pozycję w zespole chciałbyś wypracować sobie w Anwilu? Czego sam od siebie oczekujesz w tym sezonie?

Na pewno chciałbym być osobą, na której można polegać zarówno na boisku, jak i poza nim. Chcę być dobrym kolegą, któremu można zaufać i którego można poprosić o pomoc czy radę. Znam już system trenera, więc mogę też podpowiadać innym, jakich zachowań oczekuje, gdzie powinni znaleźć się na boisku i czego dokładnie od nich wymaga. Chciałbym, żeby koledzy z zespołu wiedzieli, że zawsze mogą śmiało zwrócić się do mnie z pytaniem.

Na boisku chcę przede wszystkim zachowywać zimną krew, grać zespołowo i być pewnym tego, co robię. Niezależnie od tego, czy spędzę na parkiecie 10, 20 czy 30 minut, chcę pozostać takim samym zawodnikiem i za każdym razem dawać z siebie wszystko. Po meczu chciałbym mieć pewność, że pokazałem najlepszą wersję siebie, na jaką było mnie tego dnia stać.

Anwil przystępuje do tego sezonu po bardzo rozczarowujących poprzednich rozgrywkach. Nie było udziału w Pucharze Polski, nie było nawet play-offów, a latem w klubie doszło do dużych zmian. Jako nowi zawodnicy czujecie, że ten sezon ma być dla Włocławka czymś więcej niż po prostu rozpoczęciem kolejnych rozgrywek - że jest tutaj potrzeba odbudowania pozycji klubu?

Na pewno jako Polacy zwracamy na to uwagę. Widzieliśmy dokładnie, jak Anwil wyglądał w poprzednim sezonie i że nie osiągnął wyników, do jakich ten klub przyzwyczaił w poprzednich latach. Wiemy też, jaką pozycję ma Anwil i jak dużym szacunkiem cieszy się w polskiej lidze. Mamy więc z tyłu głowy, że ten sezon nie powinien wyglądać tak jak poprzedni. Chcemy dążyć do jak najwyższych celów, zawsze dawać z siebie wszystko na parkiecie i osiągać jak najlepsze wyniki.

Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się normą we Włocławku. Chcemy wrócić na drogę, na której Anwil z roku na rok będzie coraz mocniejszy i ponownie będzie bił się o najwyższe cele - grał w play-offach, walczył o medale, a także występował w Pucharze Polski i rywalizował o to trofeum.

Gdybyśmy za kilka miesięcy, już po zakończeniu sezonu, usiedli ponownie do takiej rozmowy - co musiałoby się wydarzyć, żebyś mógł powiedzieć, że decyzja o przyjściu do Anwilu była jedną z najlepszych w Twojej karierze?

Myślę, że jeżeli zespół będzie wygrywał, rzeczywiście spełni się wizja trenera Bosnicia i wszystkich zawodników, którzy tutaj są, a do tego wszyscy pozostaną tak zmotywowani, jak jesteśmy w tym momencie podczas okresu przygotowawczego, to będziemy wygrywać mecze i będziemy jednym z czołowych klubów PLK. Wtedy będę mógł śmiało powiedzieć, że osiągnęliśmy to, co chcieliśmy, i że była to dobra decyzja, którą podjęliśmy. Jeżeli będę postacią szanowaną w środowisku koszykarskim i będę czuł wsparcie kolegów z zespołu, to na pewno będę cieszył się tym sezonem i będę uważał, że właśnie tego chciałem.