RZUTZA3.PL PLKWARSZAWSKI-KRYZYS-CZYLI-O-BILANSIE-07-LEGII-I-DZIKOW
Warszawski kryzys - czyli o bilansie 0-7 Legii i Dzików
15/01/2025 18:47
Jeszcze miesiąc temu sytuacja obu warszawskich drużyn w Orlen Basket Lidze była naprawdę bardzo dobra. Legia była wiceliderem z bilansem 7-3, a Dziki znajdowały się tuż za nimi ze stosunkiem 7 zwycięstw i 4 porażek. Wydawało się, że szerokopojęty personel klubów może w ciemno rezerwować pokoje hotelowe w Sosnowcu, gdzie w dniach 13-16 lutego odbędzie się Puchar Polski.
W połowie stycznia humory w niedaleko położonych od siebie halach Legii i Dzików są zupełnie odmienne. ,,Wataha” musiała łatać dziurę po odejściu Nicka McGlynna, a Legia pożegnała się z niespełniającymi oczekiwań Shawnem Jonesem i Jawunem Evansem. Zmiany kadrowe jednak nie są niczym niepokojącym, a szczególnie w europejskiej koszykówce. Chodzi o wyniki sportowe, które są po prostu słabe. Legia przegrała 4 mecze z rzędu, a Dziki 3. Przeanalizujmy zatem sytuację obu ekip.
Zieloni Kanonierzy 15 grudnia minionego roku w imponującym stylu pokonali Mistrza Polski – Trefla Sopot(75-109). Wiatr w żagle łapał kapitan zespołu Michał Kolenda, co raz lepiej w nowej roli odnajdywał się Mate Vucić, a na równym i bardzo solidnym poziomie grał Kameron McGusty. Wydawało się, że ta wiktoria wytyczy szlaki Legionistom na dalszą część sezonu. Kalendarz by pójść krok dalej był naprawdę sprzyjający, mecz domowy z beniaminkiem – Górnikiem Wałbrzych i z nierówną Arką Gdynia oraz spotkanie wyjazdowe ze znajdującym się w środku tabeli GTK Gliwice można było się spodziewać w tych 3 starciach kompletu zwycięstw. Był jednak komplet porażek i wiele kontuzji czy absencji. Z różnych przyczyn w meczu z GTK nie grał Mate Vucic i Dominik Grudziński, Shawn Jones opuścił spotkanie z Arką. To wszystko z pewnością nie było pomocne, lecz od takiej organizacji jak Legia wymaga się radzenia sobie z takimi kryzysami. W minionej kolejce koszykarze ze stolicy pojechali do serca Dolnego Śląska by w pięknej Hali Stulecia zmierzyć się ze Śląskiem, który również nie jest w najwyższej dyspozycji. Tam jedynie pierwsza kwarta była obiecująca i została wygrana przez przyjezdnych różnica 12 pkt. Czym dalej w mecz tym gra Czerwono-Biało-Zielonych była gorsza. Andrzej Pluta nadmiernie kozłował, niewykorzystywany w ataku był EJ Onu, a w wstrzelić się nie mógł Jawun Evans i Ojars Silins. Ta porażka była już 4 z rzędu warszawskiego zespołu i dyrektor sportowy Aaron Cel postanowił dokonać roszad w składzie. Rozwiązano kontakty ze wcześniej wspomnianymi Jawunem Evansem oraz Shawnem Jonesem, zatrudniono natomiast Sama Sessomsa, który przyszedł z Stade Rochellais - francuskiego klubu, który obecnie z bilansem 1-12 szoruje po dnie pierwszej ligi tego kraju. Sam zawodnik jednak notował niezłe statystyki(10.5 pkt/1.5 zbiórek/2.9 asyst). Sessoms to gracz dynamiczny, której potrafi zdobywać punkty na różne sposoby. W zeszłym sezonie notował świetnie statystyki w lidze rumuńskiej i w Kosowie, a zatem ma spory potencjał by pomóc Legii rozwiązać kłopoty(chociażby odciążenie Kamerona McGustyego) i wygrać wiele meczów.
W najbliższą niedzielę na Bemowie odbędzie się rewanż za 1/4 play-off w zeszłym sezonie, kiedy to King Szczecin pokonał Legię 3-1 w serii. Teraz obie drużyny pragną zwycięstwa by piąć się w górę ligowej tabeli, Legia walczy jeszcze o Puchar Polski(przy zwycięstwie na pewno pojedzie do Sosnowca, a jeśli przegra też są na to szanse). Jeśli Legioniści odpowiednio się zmotywują i wyegzekwują założenia taktyczne z pewnością mogą postawić się Kingowi.
Spójrzmy teraz na grające na Hali Koło Dziki Warszawa. Oni przystępowali do sezonu z trochę innymi perspektywami czy nadziejami. Ta organizacja gra dopiero 2 sezon w OBL(w zeszłym sezonie 10.miejsce) i uczy się jeszcze po części wszystkiego na tym szczeblu. Celem krajowym był awans do play-offów, by go zrealizować przedłużono umowę z Nickiem McGlynn, utrzymano solidną polską rotację i podpisano Szweda Denzela Anderssona z Bilbao Basket, Estończyka Jannariego Joesaara z Anwilu Włocławek oraz Amerykanina Rickeya McGilla z Newcastle Eagles. Początek sezonu był bardzo udany, Dziki wygrywały mecze w których były faworytem, a do tego każdy zawodnik był zadowolony ze swojej roli w zespole. W połowie grudnia kolejny krok w swojej karierze postanowił postawić Nick McGlynn, który zgodnie z zapisem w kontrakcie miał prawo opuścić klub po wpłacie przez inny zespół buy-outu i to zrobił(Kollosos Rodos). Do tego pojawiły się problemy zdrowotne takich graczy jak Michał Aleksandrowicz, Mateusz Bartosz czy Piotr Pamuła, Warszawianie byli zmuszeni grać w 2 meczach z MKS-em Dąbrowa Górnicza oraz Startem Lublin bardzo wąską, sześcioosobową rotacją, co ciekawe te spotkania wygrali, lecz później pojawiły się większe kłopoty. Wyniki przestały się zgadzać, a gra Dzików stała się niezwykle czytelna oraz jednowymiarowa innymi słowy mało trójek, dużo gry pod koszem czy szukania przewag. Takie zespoły jak Zastal Zielona Góra, Trefl Sopot czy Czarni Słupsk skrzętnie to wykorzystały i wygrały swoje starcia z Dzikami. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że trener Szablowski i jego sztab jest konkretny i zna swoją wartość, na pewno ma plan na to jak poprawić grę drużyny. Do tego coraz lepszą formę łapie nowy center John Fulkerson, a popełniającego w ostatnim czasie sporo strat i grającego jakby trochę obok drużyny Rickeya McGilla zastąpi Serb z przeszłością w najlepszych ligach świata(NBA, Liga ACB) Nikola Radicevic. Wydaje się że Dziki nie powinny zwieszać głów i to pozwoli im rywalizować o Puchar Polski w Stargardzie ze Spójnią