RZUTZA3.PL PLKWIELKIE-EMOCJE-I-NIESPODZIANKI-W-19-KOLEJCE-ORLEN-BASKET-LIGI-PODSUMOWANIE-I-OMOWIENIE-KOLEJKI

Wielkie emocje i niespodzianki w 19 kolejce Orlen Basket Ligi! Podsumowanie i omówienie kolejki.

08/02/2026 20:40
fot. Andrzej Romański/PLK.pl

19 kolejka Orlen Basket Ligi to ponownie wielkie niespodzianki i emocje, które trwały już od czwartku. Trzeba powiedzieć, że raczej nie była to udana kolejka dla faworytów. Mistrzowie Polski wyjechali ze Słupska z opuszczonymi głowami, Arka została zaskoczona przez osłabiony Zastal, Śląsk kompromituje się przed własną publicznością, ale niektóre zespoły wciąż nie mogą sprawić niespodzianki i wejść na zwycięską ścieżkę. Co ważne, powoli kształtuje się nam obraz tego, jak pewne drużyny będą prezentować się na Pucharze Polski, który odbędzie się już za niecałe dwa tygodnie.

Stal znowu niepokonana u siebie

Nie od dziś wiadomo, że w Ostrowie Wlkp. zwycięstwo dla drużyny przyjezdnej często bywa nie lada wyzwaniem. W przypadku Kinga Szczecin wcale inaczej nie było, gdyż tej wygranej zwyczajnie nie udało się wyszarpać, a spotkanie zakończyło się wynikiem 81:76 właśnie dla gospodarzy. Obie drużyny prezentowały ofensywny styl gry w pierwszej kwarcie, remisując na jej koniec 24:24. Później tych punktów padało trochę mniej, a Stal była lepsza tylko w trzeciej kwarcie, rzucając 5 punktów więcej od Kinga. Głównie w tym zwycięstwie pomogli kibice – Stal świetnie przecież wykorzystuje przewagę własnego parkietu i potrafi pokonać u siebie każdego. Drużyna ze Szczecina jednak też sobie nie pomagała w tym meczu, gdyż zanotowała aż 25 strat, które często prowadziły do punktów rywali.

Świetnie w tym meczu odnalazł się Quan Jackson, który zapisał 4 przechwyty, czyli tyle samo, ile cały zespół Kinga. Był najskuteczniejszym zawodnikiem po stronie gospodarzy z dorobkiem 23 punktów i 8 zbiórek. Co prawda Jackson miał problem z rzutami za trzy, jak zawsze z resztą, ale raczej można mu to wybaczyć, ponieważ jego grę ogląda się po prostu z przyjemnością. Jeśli chodzi o resztę zespołu - Luka Sakota zdobył 15 punktów, a przypomnę, że wchodził z ławki, więc raczej powinniśmy oceniać ten występ na plus. Czego mi zabrakło? Punktów Mareksa Mejerisa - Łotysz zdobył ich “tylko” 11. Miał wysoką skuteczność (5/6) i znowu świetnie radził sobie w obronie, ale chciałem więcej zobaczyć jego gry 1 na 1 z Popovicem. Drużyna z nim na parkiecie przegrywała też 4 punktami, więc nie był to jego idealny występ. Zawiódł jednak Trenton Gibson – po świetnym meczu z Arką, rozgrywający już gorzej się zaprezentował w Dąbrowie Górniczej, a teraz przeciwko Wilkom Morskim nie dojechał i zdobył tylko 11 punktów i nie popisał się skutecznością, szczególnie zza łuku.

Po stronie gości najlepszy był Anthony Roberts (21 PKT), ale trochę jego występ pozostawił niedosyt. Amerykanin miał świetną pierwszą połowę, rzucił aż 5 trójek, ale w kluczowych momentach spotkania nieco zwolnił. Mimo wszystko 5/11 za obwodu w tym meczu jest dużo lepszym wynikiem niż jego średnia sezonowa (23%). Nemanja Popovic zanotował double double – 14 punktów i 10 zbiórek, a porównując jego występ do Mejeriksa, Serb był zdecydowanie lepszy. Niestety i tutaj musze się przyczepić do jednego zawodnika. Mowa o Jeremym Roach'u – zawodnik z takimi umiejętnościami nie powinien mieć tak dużych problemów w polskiej lidze. Można to tłumaczyć tym, że jest to dopiero jego pierwszy sezon w seniorskiej koszykówce, ale on przecież rywalizował z najlepszymi uczelniami i najlepszymi graczami w USA przez 5 lat. Według mnie, jeśli złapie pewną regularność, może być jednym z najlepszych rozgrywających PLK.

Zastal Express nie zatrzymuje się!

Po wygranych dwóch meczach z Górnikiem i GTK, Zielonogórzanie wybrali się do Gdyni, gdzie w osłabieniu (bez Mazurczaka) udało im się wygrać pewnie 82:71. Przełomowa była trzecia kwarta, w której zawodnicy Arkadiusza Miłoszewskiego odrobili 7-punktową stratę, a sami odskoczyli na 11 punktów. Gospodarzom już w czwartej kwarcie nie udało się zaskoczyć rywali i tym samym przegrali drugi mecz z rzędu, co oznacza, że powoli pierwsze miejsce zaczyna im odjeżdżać.

Wybitny mecz zagrał Jakub Szumert, dla którego był to powrót do Gdyni, gdzie rozpoczynał swoją seniorską karierę. 20-latek rzucił aż 27 punktów, a do tego zebrał 12 piłek. Po ostatnich gorszych meczach, dobrze widzieć Szumerta w takiej formie, ponieważ, jak wiadomo, skauci bacznie go obserwują. Myślę, że mimo wszystko z taką grą długo nie będzie czekać na oferty z lepszych klubów. Oczywiście on sam meczu nie wygrał i miał świetnie wsparcie w postaci Chavaughna Lewisa oraz Jayvona Maughmera, którzy zdobyli po 17 punktów. Z drugiej strony na rozegraniu nie najlepiej sprawdził się Conley Garrison, ale to jak widać nie przeszkodziło Zastalowi z wygranej.

Kibice gospodarzy mają na kogo narzekać - Marcus Weathers, który miał być dużym wzmocnieniem, w czwartek wyglądał, jakby był kompletnie nieprzygotowany do gry w PLK. Poza nim nie popisał się Ljubicić, który zebrał tylko 3 piłki. Od Jakuba Garbacza też raczej oczekuje się więcej niż 6 punktów. Najwięcej punktów (18) rzucił Mike Okauru, a solidnie zagrał Jarosław Zyskowski, ale to zdecydowanie za mało, aby wygrać mecz.

Start znowu przegrywa!

Podopieczni Wojciecha Kamińskiego znowu się nie popisali. Ostatnie dwa mecze Lublinian były raczej z tych do wygrania, patrząc na to, że mierzyli się z Krosnem, a w piątek z Twardymi Pienikami. W tym ostatnim meczu ponownie zawiedli liderzy, a gospodarze grali zespołowy i ofensywny basket, na który Startowcy nie znaleźli sposobu. Pokazuje to fakt, że goście ani przez chwilę w tym spotkaniu nie prowadzili. Twarde Pierniki od początku kontrolowały wynik i nie pozostawiły złudzeń, wygrywając 7 mecz w sezonie wynikiem 97:88. Dla Startu zaś była to już 13 porażka, która nieubłaganie zbliża ich do miejsca spadkowego.

Gospodarze jako cały kolektyw wyglądali nieźle - można spokojnie wyróżnić kilku zawodników, którzy wiedli prym. Najskuteczniejszy był Aljaz Kunc - zdobył 19 punktów i 11 zbiórek. Tyle samo punktów uzbierał Aleksandar Langović, a Damian Kulig zapisał 18 oczek, co jest swoją drogą kolejnym świetnym spotkaniem z rzędu w wykonaniu 39-latka. Kibice Torunian z pewnością nie mogą tym razem narzekać na Taylera Personsa, który zanotował “tylko” 4 straty. Poza tym rzucił 17 punktów i rozdał 8 asyst.

Liam O’Reilly miał być liderem, który weźmie na siebie odpowiedzialność i ciężar gry, kiedy drużyna nie do końca sobie radzi. Tymczasem rozgrywający zawodzi tak samo jak pozostali, czego dowodem jest właśnie ten piątkowy mecz. JP Tokoto to też gracz o dużym potencjale ofensywynym, zwłascza pod koszem, ale tak się składa, że ostatnio tego nie pokazuje – w Toruniu zdobył zaledwie 8 punktów. Na plus spisał się Jordan Wright, który zapisał 21 punktów, 5 zbiórek oraz 6 asyst. Conner Frankamp po ostatnich dwóch fatalnych meczach przełamał się i rzucił 16 oczek, z czego mógł się pochwalić skutecznością 4/6 za trzy. Bezbłędny z gry był za to Bryan Griffin (5/5), ale raczej uznałbym jego występ za neutralny, gdyż kiedy przebywał na parkiecie, jego współczynnik +/- wynosił okrągłe 0.

Kompromitacja lidera!

Nie mówiłbym tutaj o wielkiej kompromitacji, gdyby nie to, że Śląsk prowadził po pierwszej kwarcie z GTK Gliwice aż 29:11. Zawodnicy gości jednak nic sobie z tego nie robili i odrabiając straty w drugiej oraz trzeciej kwarcie, odnieśli istotny triumf 85:84. Warto wspomnieć o szalonej końcówce - GTK prowadziło pięcioma punktami, a mimo to, Śląsk mógł ten mecz wygrać, lecz zabrakło zawodnika, który odda ostatni rzut i właśnie tak wyglądał ten mecz w wykonaniu gospodarzy. Niektórzy graczy zagrali zwyczajnie bez “jaj”.

Noah Kirkwood, którym mogą już teraz być zainteresowane spore europejskie marki, był kompletnie wyłączony w tym meczu i mam wrażenie, że było to jego jedno z najgorszym spotkań w barwach WKSu. Słabo zagrali też Sanon i Nunez. Sytuację próbował ratować Kadre Gray, który zagrał akurat fenomenalny mecz i rzucił 26 punktów. Pod koszem, przynajmniej w ataku, swoje zrobił Stefan Djordjević - zanotował 17 punktów. Jakub Nizioł zdobył 15 oczek.

Bohaterem gości był Kacper Gordon, czyli były zawodnik Śląska Wrocław. Rozgrywający zdobył 7 punktów w końcówce, mimo, że w całym meczu miał ich łącznie zaledwie 11. Najskuteczniejszy był Ivan Almeida, dla którego było to drugie spotkania po wielkim powrocie do polskiej ligi. Kabowerdeńczyk zanotował 18 punktów, 9 zbiórek oraz rozdał 4 asysty. Swoje cegiełki dorzucili też Delaire i KJ Jackson, którzy zdobyli kolejno 16 i 13 punktów. Reszty raczej nie oceniłym na jakiś spory plus, ale w przypadku takiego zwycięstwa nie będę się rozpisywać, co GTK zrobiło źle, ponieważ trzeba taki wynik docenić, podobnie jak ostatnio z Anwilem Włocławek.

Trefl wraca na zwycięskie tory

Po ostatnich dwóch wysokich porażkach Trefla Sopot, przyszedł mecz z Krosnem, który już podopieczni Larkasa musieli wygrać. Ta sztuka oczywiście im się udała, ale mogli odetchnąć dopiero w drugiej połowie, gdyż w pierwszej goście nie odpuszczali, co do przerwy dało wynik 43:40. Bardzo dobra 3 kwarta w wykonaniu Sopocian (33:17) dała już jednak dosyć spokojne zwycięstwo 94:81, które było już ich 12 triumfem w tym sezonie.

Jeśli chodzi o występy indywidualne, zacznę tym razem od Krośnian, u których trzeba zauważyć, że rozkręca się Ben Shungu. Jest to nieporównywalnie większa rola od tej w Legii w ostatnich tygodniach, ale trzeba chyba zgodzić się, że 17 punktów i 8 asyst to jest świetny występ, a co ważne - to kolejny taki występ. Szczególnie w jego grze podobało mi się po prostu robienie tego, w czym jest dobry – nie pchał się do rzutów za trzy, atakował kosz na kontakcie i rozrzucał piłkę do swoich kolegów, zapisując na swoje konto kolejne asysty. Uważam, że niedocenianym zawodnikiem ostatnio jest Jairus Hamilton, którym w meczu z Treflem zdobył 24 punkty oraz 8 zbiórek. Skrzydłowy regularnie dużo punktuje i przy tym nieźle broni. Co prawda zagrał narazie 6 meczów w polskiej lidze, ale warto mu się przyglądać, ponieważ prezentuje obecnie taki poziom, który dałby mu zatrudnienie w innym klubie PLK, gdy Krosno spadnie. Niestety pozytywy po stronie gości już się kończą, jeszcze tylko Leemet Bockler cokolwiek pokazał, rzucając 16 punktów, ale reszta nie była chyba przygotowana na mecz w Sopocie. Charles Jackson wyglądał, jakby był co najwyżej zawodnikiem 1. ligi, a z Ivicą Radiciem na parkiecie Miasto Szkła przegrywało 19 punktami.

Ostatnio fatalny z Murcią, a w sobotę jeden z najlepszych na parkiecie, Kasper Suurorg bardzo przyczynił się do zwycięstwa gospodarzy. Estończyk zdobył 21 punktów, a w zasadzie do pełni szczęścia brakowało mu może więcej zbiórek czy asyst, ale i tak mało kto w zespole Trefla zdobył ich więcej. Taką samą linijkę (21/5/3) zapisał Mindaugas Kacinas, który do tego może pochwalić się statystyką (+/-) 19. A najwięcej zbiórek i asyst miał Paul Scruggs (10/6/10) - statystyki całkiem imponują, ale trochę martwi fakt, że żaden z wysokich nie zbliżył się do tego wyniku. Zapała zebrał piłkę tylko raz, a Witliński dwukrotnie. Warto pochwalić jeszcze Dylana Addae Wusu, który zdobył 15 punktów. Rzucający może nie zawsze jest regularny i zdarzają mu się gorsze występy, ale kiedy ma mecz taki jak ten, wnosi dużo energii do zespołu, z racji, iż jest typem walczaka na parkiecie.

MKS nie taki mocny!

Choć Anwil Włocławek ostatnio boryka się z formą “w kratkę”, to w Dąbrowie Górniczej jednak nie znaleźli sposobu na grę podopiecznych Ginzburga. Gospodarze prowadzili w pierwszej połowie, wyglądali, jakby mogli sprawić niespodziankę i wywalczyć 10 zwycięstwo w sezonie, ale druga połowa, jak to często bywa, odwróciła losy spotkania. Anwil wygrał 94:85 i zrównał się w tabeli z Dzikami i Zastalem.

Nie sposób docenić Trevona Allena, dla którego było to drugie spotkanie w barwach Anwilu – po ostatnich 12 punktach przeciwko Arce Gdynia, tym razem rzucił ich 16, co było najlepszym wynikiem zespołu. Poza tym Elvar Fridrikson popisał się 14 punktami i 9 asystami, a Tyler Wahl był bliski triple double, ponieważ zapisał 10 oczek, 12 zbiórek i rozdał 7 asyst. Bezbłędny z obwodu był z kolei AJ Slaughter, który wszystkie 4 rzuty zamienił na punkty.

Po stronie gospodarzy ponownie najlepszy był Luther Muhammad, który zdobył 21 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst. Martin Peterka też radził sobie świetnie, kończąc ostatecznie mecz z 16 punktami. Mam wrażenie, że jednak gorzej zagrał E.J Montgomery, który zdobył tylko 4 punkty, a drużyna z nim na parkiecie przegrywała 12 punktami. To już, swoją drogą, piąte spotkanie z rzędu, kiedy center nie zdobywa przynajmniej 10 punktów, a warto zaznaczyć, że w tych meczach brakuje niektórych rzucających, którzy są kontuzjowani. Myślę więc, że Montgomery mógłby więcej dawać w ataku, ale z drugiej strony nie dostaje wielu rzutów, a taktyka ewidentnie nie jest ustawiona pod niego, co też jest zrozumiałe.

Górnik zaskakuje!

Po raz kolejny osłabiony zespół wygrywa. Górnik musiał radzić sobie w meczu z Dzikami bez Cabbila, a mimo to udało się wygrać 84:78. Goście przede wszystkim świetnie weszli w ten mecz wygrywając pierwszą kwartę 24:11, ale druga i trzecia część spotkania już nie poszły po ich myśli i przegrywali w pewnym momencie aż 47:62. Podopieczni Marco Legovicha jednak nie utrzymali prowadzenia i za chwilę Górnik wrócił do meczu i odwrócił jego losy. Warto też zauważyć, jak dobrze poradzili sobie Wałbrzyszanie w obronie, nie pozwalając Dzikom nawet na 80 punktów, co jest przecież nie lada wyczynem.

Zawodnikiem, który wyróżniał się chyba najbardziej, był Avery Anderson, który zdobył 18 punktów oraz 5 asyst. Ponownie w roli strzelca odnalazł się Marc Garcia – ten zapisał 21 oczek, czyli najwięcej w zespole Górnika. Nieźle zaprezentowali się Jogela i Ike Smith, ale u tego pierwszego przyczepiłbym się do skuteczności - 4/14, czyli prawie nic nie trafiał, ale nie przestawał rzucać.

Po stronie gospodarzy najlepszy był nie kto inny, jak Landrius Horton. Rzucający zdobył 24 punkty. Zabójczy duet tworzył z nim Darnell Edge, który miał 15 punktów, ale gdyby nie skuteczność, spokojnie rzuciłby 20+. Muszę przyznać, że pod względem ofensywnym, to może być najlepszy duet graczy obwodowych w lidze. Problemy mogą pojawiać się już w defensywie, ale trener Legovich raczej jest w stanie temu zaradzić. Tym razem niespecjalnie pomógł drużynie Rivalo Soares, bo zapisał zaledwie 7 punktów, a tylko punkt więcej miał Ody Oguama. Generalnie wysocy Dzików się nie popisali i przeciwko Wyce oraz Jogeli wyglądali miernie.

Sensacja w Słupsku!

W ostatnim meczu kolejki faworyt znowu przegrał! Legia pojechała do Słupska raczej po łatwe zwycięstwo, a wyjechała z podkulonym ogonem i co najważniejsze zaprzepaściła szansę na wskoczenie na fotel lidera. Ivica Skelin, nowy trener Czarnych, zdaje się sprawdzać w roli szkoleniowca tej ekipy i jest szansa, że wyprowadzi ją z kryzysu. Ten mecz dla podopiecznych Rannuli nieco przypominał poprzedni - są faworytami, grają wyrównane spotkanie, lecz w pewnym momencie tracą około 10 punktów i muszą odrabiać straty w końcówce. Jak tydzień temu udała im się ta sztuka, tak teraz w Słupsku musieli obejść się smakiem i ulegli 82:87.

Fantastyczny był Andrzej Pluta. Co prawda potrafił momentami coś przekombinować, jak to ma w zwyczaju, ale poza tym jest to występ, którego raczej nikt by się nie powstydził. Rozgrywający zapisał 20 punktów i rozdał 7 asyst. Równie skuteczny był Jayvon Graves – 19 punktów i 6 zbiórek. Z ławki rezerwowych dobre impulsy dawał DJ Brewton, a w całym meczu zapisał 17 punktów, chociaż osobiście nie wiem, co zadziało się w jego grze w końcówce. Mógł dać Legii zwycięstwo, ale podjął kilka złych decyzji w kluczowych momentach. Można powiedzieć, że poza tą trójką długo, długo nic... Wysocy raczej nie zachwycili, najlepiej z nich chyba spisał się Shane Hunter, ale zdobył tylko 4 punkty.

Po stronie gospodarzy wyróżniał się przede wszystkim Chico Carter, który zanotował 17 punktów. Trudno opisać za to występ Jordena Duffy’ego - zespół z nim na parkiecie prowadził aż 15 punktami, ale bał się rzucać do kosza i oddawał często piłkę, co też udowadnia tylko 5 oddanych rzutów z gry. Rozdał 5 asyst, ale też zaliczył 5 strat, więc na pewno jego występ pomógł drużynie, ale myślę, że pozostaje pewien niedosyt. Z tych mniej ważnych rzeczy, Eral Penn rzucił 12 punktów, Dominik Wilczek – 12, więc lepiej niż brat po przeciwnej stronie, a Michał Nowakowski, kapitan zespołu skończył spotkanie z dorobkiem 10 oczek.