RZUTZA3.PL PLKZ-CZYM-DO-PLAYOFFOW-KING-SZCZECIN

Z czym do playoffów? - King Szczecin

10/05/2025 14:41
Andrzej Romański/plk.pl

Za nami koniec sezonu regularnego który delikatnie mówiąc, nie do końca poszedł po myśli szczecińskiego Kinga. Sezon ten był pełen wrażeń, niestety głównie tych rozczarowujących, choć i pozytywów nie brakło. Z jakimi argumentami King Szczecin będzie chciał wejść do playoffów? Zapraszam na artykuł.

Za nami koniec sezonu regularnego który delikatnie mówiąc, nie do końca poszedł po myśli szczecińskiego Kinga. Sezon ten był pełen wrażeń, niestety głównie tych rozczarowujących, choć i pozytywów nie brakło. Z jakimi argumentami King Szczecin będzie chciał wejść do playoffów? Zapraszam na artykuł.

Problemy z centrem

Problemy z centrem

Problemy z centrem, tracenie masy punktów blisko kosza oraz trudność ich zdobywaniu to istna zmora szczecinian w obecnym sezonie. Szczecinianie przez większość sezonu borykali się z brakiem centra. Po dość specyficznym i rozczarowującym rozstaniu z Chadem Brownem szczecinianie nie byli w stanie znaleźć wysokiego gracza, który zapewniłby im jednocześnie odpowiednią obronę obręczy jak i zastosowanie w ataku. Dopiero w marcu szczecinianie znaleźli gracza na piątą pozycję, którym to został jeszcze tegoroczny finalista ligi australijskiej - Marcus Lee. Lee natomiast bez dwóch zdań nie jest rozwiązaniem długoterminowym na parkiecie w trakcie meczów - trener Miłoszewski wykorzystuje go średnio przez 17,6 minut na mecz, co stanowi zdecydowanie niewystarczającą liczbę do pozbycia się wyżej wspomnianych problemów na stałe. Bez wątpienia strefa pomalowana jest słabym punktem szczecinian po obu stronach parkietu, i widać było to przez cały sezon, gdy drużyny ten fakt egzekwowały niezwykle boleśnie dla wicemistrzów Polski.

Problemy z centrem, tracenie masy punktów blisko kosza oraz trudność ich zdobywaniu to istna zmora szczecinian w obecnym sezonie. Szczecinianie przez większość sezonu borykali się z brakiem centra. Po dość specyficznym i rozczarowującym rozstaniu z Chadem Brownem szczecinianie nie byli w stanie znaleźć wysokiego gracza, który zapewniłby im jednocześnie odpowiednią obronę obręczy jak i zastosowanie w ataku. Dopiero w marcu szczecinianie znaleźli gracza na piątą pozycję, którym to został jeszcze tegoroczny finalista ligi australijskiej - Marcus Lee. Lee natomiast bez dwóch zdań nie jest rozwiązaniem długoterminowym na parkiecie w trakcie meczów - trener Miłoszewski wykorzystuje go średnio przez 17,6 minut na mecz, co stanowi zdecydowanie niewystarczającą liczbę do pozbycia się wyżej wspomnianych problemów na stałe. Bez wątpienia strefa pomalowana jest słabym punktem szczecinian po obu stronach parkietu, i widać było to przez cały sezon, gdy drużyny ten fakt egzekwowały niezwykle boleśnie dla wicemistrzów Polski.

Wirtuoz na rozegraniu

Wirtuoz na rozegraniu

Nie dość, że szczecinianie stracili swojego jedynego prawdziwego centra z krwi i kości już na początku sezonu, to stracili jeszcze swojego generała - Andy'ego Mazurczaka, który odpowiadał za lwią część rozgrywania piłki w drużynie ze Szczecina. Na szczęście w połowie sezonu szczecinianie podpisali nowego rozgrywającego, który wszedł w buty Mazurczaka o wiele lepiej niż ktokolwiek by się spodziewał. Jovan Novak w drużynie ze Szczecina notuje średnio 10,6 punkta na mecz, 5,5 zbiórki a także 9,6 asysty, dorzucając 1 przechwyt. Bardzo specyficzna forma rzutowa sprawia też, że Novak tak jak Mazurczak jest ogromnym zagrożeniem zza łuku, co nie ułatwia zadań obronom mierzącym się z wicemistrzami Polski. Novak jest graczem bardzo niecodziennym - ciężko skupić się na jego ślicznym egzekwowaniu ruchu graczy bez piłki, podczas gdy to względna prostota jego zagrań jest tym co najskuteczniej szczecinianie wykorzystują. Niesamowita wizja jaką posiada sprawia, że obrońcy przeciwnej drużyny nie mogą sobie "na chwile przysnąć", bo każda sekunda nieuwagi może poskutkować podaniem za pośrednictwem którego szczecinianie zdobędą łatwe punkty. Rozegranie to zdecydowanie wiodąca umiejętność, jaką w swoim portfolio mają szczecinianie.

Nie dość, że szczecinianie stracili swojego jedynego prawdziwego centra z krwi i kości już na początku sezonu, to stracili jeszcze swojego generała - Andy'ego Mazurczaka, który odpowiadał za lwią część rozgrywania piłki w drużynie ze Szczecina. Na szczęście w połowie sezonu szczecinianie podpisali nowego rozgrywającego, który wszedł w buty Mazurczaka o wiele lepiej niż ktokolwiek by się spodziewał. Jovan Novak w drużynie ze Szczecina notuje średnio 10,6 punkta na mecz, 5,5 zbiórki a także 9,6 asysty, dorzucając 1 przechwyt. Bardzo specyficzna forma rzutowa sprawia też, że Novak tak jak Mazurczak jest ogromnym zagrożeniem zza łuku, co nie ułatwia zadań obronom mierzącym się z wicemistrzami Polski. Novak jest graczem bardzo niecodziennym - ciężko skupić się na jego ślicznym egzekwowaniu ruchu graczy bez piłki, podczas gdy to względna prostota jego zagrań jest tym co najskuteczniej szczecinianie wykorzystują. Niesamowita wizja jaką posiada sprawia, że obrońcy przeciwnej drużyny nie mogą sobie "na chwile przysnąć", bo każda sekunda nieuwagi może poskutkować podaniem za pośrednictwem którego szczecinianie zdobędą łatwe punkty. Rozegranie to zdecydowanie wiodąca umiejętność, jaką w swoim portfolio mają szczecinianie.

Spacing

Spacing

Spacing w ekipie ze Szczecina mimo nieraz problemów z odpowiednią skutecznością zza łuku jest naprawdę dobry - ciężko bowiem znaleźć gracza który "lepiej aby nie rzucał za 3" (może z wyjątkiem Marcusa Lee). Niemal każdy gracz w zespole Kinga to relatywnie dobry shooter, a nawet jak cyfry tego nie pokazują, to lepiej nie dawać mu wolnej przestrzeni na obwodzie. Sporadyczne wystrzały naprawdę dobrych występów zza łuku notuje chociażby Tony Meier, który już trzeci rok z rzędu zagraża obronom PLK swoim nieograniczonym zasięgiem. Za dużo przestrzeni nie wolno zostawiać także chociażby Jamesowi Woodardowi, Isaiah Whiteheadowi czy Aleksandrowi Dziewie. Spacing ten też jest w dużej mierze czymś co przez cały sezon jakkolwiek podtrzymywało punktowanie szczecinian bliżej kosza. Teraz, gdy dostępny jest center nie ma wątpliwości, że to umiejętność kreacji przestrzeni w szczecińskiej ekipie może być tą, która najbardziej napsuje krwi przeciwnikom czy to dzięki grą na pick and rollu, czy to poprzez zwykłe swing passy, które prędzej czy później w tej dość ruchliwej drużynie znajdą adresata który znajdzie się na otwartej pozycji lub zagra z przeciwnikiem na izolacji.

Spacing w ekipie ze Szczecina mimo nieraz problemów z odpowiednią skutecznością zza łuku jest naprawdę dobry - ciężko bowiem znaleźć gracza który "lepiej aby nie rzucał za 3" (może z wyjątkiem Marcusa Lee). Niemal każdy gracz w zespole Kinga to relatywnie dobry shooter, a nawet jak cyfry tego nie pokazują, to lepiej nie dawać mu wolnej przestrzeni na obwodzie. Sporadyczne wystrzały naprawdę dobrych występów zza łuku notuje chociażby Tony Meier, który już trzeci rok z rzędu zagraża obronom PLK swoim nieograniczonym zasięgiem. Za dużo przestrzeni nie wolno zostawiać także chociażby Jamesowi Woodardowi, Isaiah Whiteheadowi czy Aleksandrowi Dziewie. Spacing ten też jest w dużej mierze czymś co przez cały sezon jakkolwiek podtrzymywało punktowanie szczecinian bliżej kosza. Teraz, gdy dostępny jest center nie ma wątpliwości, że to umiejętność kreacji przestrzeni w szczecińskiej ekipie może być tą, która najbardziej napsuje krwi przeciwnikom czy to dzięki grą na pick and rollu, czy to poprzez zwykłe swing passy, które prędzej czy później w tej dość ruchliwej drużynie znajdą adresata który znajdzie się na otwartej pozycji lub zagra z przeciwnikiem na izolacji.

Niefortunna... wymiana

Niefortunna... wymiana

Szczecinianie podchodząc do sezonu zakontraktowali Szymona Wójcika. Relatywnie młodego, dosyć atletycznego gracza z naprawdę dobrą trójką i świetną prezencją w obronie. Trener Miłoszewski jednak niechętnie wykorzystywał Wójcika, któremu to dawał naprawdę niewiele minut mimo tego że czas spędzany przez niego na boisku był mocno produktywny. Szymon Wójcik pod koniec okienka transferowego poprosił o transfer, po czym został wymieniony do Zastalu Zielona Góra w zamian za zawodnika który ze Szczecina co dopiero odszedł - Macieja Żmudzkiego. Żmudzki choć gra na pozycji centra, szczecinianom nie przydaje się praktycznie wcale. Wynik 5,6 minut na mecz jest niespecjalnie pocieszający, szczególnie że kosztował tak utalentowanego gracza jak wyżej wspomniany Wójcik. Decyzje minutowe w Kingu Szczecin są naprawdę ciekawe, szczególnie że wicemistrz Polski posiada nadmiar obcokrajowców, przez co zawsze jeden z nich nie może przebywać w kadrze meczowej. Przed trenerem Miłoszewskim zatem niezwykle ciężkie zadanie, aby poukładać te minuty w taki sposób, aby móc "wycisnąć" 100% ze swojej drużyny w każdym nadchodzącym meczu.A jeśli mowa o nadchodzących meczach, to pod koniec sezonu King Szczecin w ramach swojej bardzo niefortunnej passy porażek spadł do fazy play-in, w której już dzisiaj o godzinie 20:00 zmierzy się w obiekcie przy ul. Twardowskiego z WKS Śląskiem Wrocław o miejsce w playoffach w serii przeciwko Treflowi. Przegrany natomiast zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Twardych Pierników z Dzikami Warszawa o miejsce w serii przeciwko liderowi tabeli na koniec sezonu regularnego - Anwilowi Włocławek.

Szczecinianie podchodząc do sezonu zakontraktowali Szymona Wójcika. Relatywnie młodego, dosyć atletycznego gracza z naprawdę dobrą trójką i świetną prezencją w obronie. Trener Miłoszewski jednak niechętnie wykorzystywał Wójcika, któremu to dawał naprawdę niewiele minut mimo tego że czas spędzany przez niego na boisku był mocno produktywny. Szymon Wójcik pod koniec okienka transferowego poprosił o transfer, po czym został wymieniony do Zastalu Zielona Góra w zamian za zawodnika który ze Szczecina co dopiero odszedł - Macieja Żmudzkiego. Żmudzki choć gra na pozycji centra, szczecinianom nie przydaje się praktycznie wcale. Wynik 5,6 minut na mecz jest niespecjalnie pocieszający, szczególnie że kosztował tak utalentowanego gracza jak wyżej wspomniany Wójcik. Decyzje minutowe w Kingu Szczecin są naprawdę ciekawe, szczególnie że wicemistrz Polski posiada nadmiar obcokrajowców, przez co zawsze jeden z nich nie może przebywać w kadrze meczowej. Przed trenerem Miłoszewskim zatem niezwykle ciężkie zadanie, aby poukładać te minuty w taki sposób, aby móc "wycisnąć" 100% ze swojej drużyny w każdym nadchodzącym meczu.

A jeśli mowa o nadchodzących meczach, to pod koniec sezonu King Szczecin w ramach swojej bardzo niefortunnej passy porażek spadł do fazy play-in, w której już dzisiaj o godzinie 20:00 zmierzy się w obiekcie przy ul. Twardowskiego z WKS Śląskiem Wrocław o miejsce w playoffach w serii przeciwko Treflowi. Przegrany natomiast zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Twardych Pierników z Dzikami Warszawa o miejsce w serii przeciwko liderowi tabeli na koniec sezonu regularnego - Anwilowi Włocławek.