RZUTZA3.PL PLKZAWODNICY-POD-PRESJA-KTO-MA-COS-DO-UDOWODNIENIA-W-NAJBLIZSZYCH-SPOTKANIACH
Zawodnicy pod presją - kto ma coś do udowodnienia w najbliższych spotkaniach?
23/04/2026 13:15
Orlen Basket Liga po raz kolejny udowadnia jak bardzo jest wyrównana. Ścisk w tabeli jest ogromny, a my na 3 kolejki przed końcem rundy zasadniczej - jeszcze niczego nie możemy być pewni. Wiemy natomiast kto powinien wbić wyższy bieg, by pomóc swojej drużynie wejść w play-offy z przytupem i walczyć o tytuł.
Orlen Basket Liga po raz kolejny udowadnia jak bardzo jest wyrównana. Ścisk w tabeli jest ogromny, a my na 3 kolejki przed końcem rundy zasadniczej - jeszcze niczego nie możemy być pewni. Wiemy natomiast kto powinien wbić wyższy bieg, by pomóc swojej drużynie wejść w play-offy z przytupem i walczyć o tytuł.
Czy lider osiągnie swoje wyżyny?
Zaczniemy trochę przewrotnie, bo od lidera tabeli – drużyny Kinga Szczecin. Obecnie 46 punktów i bilans 19-8 – drużyna wydawać by się mogło kompletna i z papierami na mistrza… i tu pojawia się „ale…”, a nawet kilka „al”.Skoro lider to zacznijmy od liderów – Jovan Novak. Wiem, że został wybrany MVP 27. kolejki OBL i że jest świetnym organizatorem gry Wilków Morskich. Wiem również, że zaczynał sezon z kontuzją, której tak naprawdę nie miał kiedy w pełni wyleczyć. Jednak w obecnym sezonie jego średnia zdobywanych punktów spadła o połowę z 10,8 na 5,7, a występów z dwucyfrowym wynikiem zaliczył tylko trzy. Skąd taki spadek? Przede wszystkim Novak przestał rzucać. Jego średnie statystyki to 2,1 oddanych prób za 2 punkty i 2,5 próby zza łuku. W zeszłym sezonie było to kolejno 4,0 i 3,7. Do samej gry Serba nie można mieć większych zastrzeżeń, jednak dla Kinga byłoby na pewno lepiej gdyby Jovan wszedł w tryb „play-off” i zaangażował się w zdobywanie punktów.Tym bardziej, że kolejny zagraniczny zawodnik drużyny ze Szczecina, Noah Freidel, mimo pokładanych w nim nadziei zalicza bardzo nierówny sezon. Ma mecze, w których udowadnia, że jest wart każdej wydanej na niego złotówki, ale przeplata jest występami, w których nie może przebić bariery 5 punktów… Wiadomo, każdy może mieć słabszy dzień, ale w tym przypadku „słabszy dzień” pojawia się zdecydowanie zbyt często. Jeśli King poważnie myśli o grze o najwyższe laury, diagnoza jest jedna - musi aktywować swoich zagranicznych zawodników.
Zaczniemy trochę przewrotnie, bo od lidera tabeli – drużyny Kinga Szczecin. Obecnie 46 punktów i bilans 19-8 – drużyna wydawać by się mogło kompletna i z papierami na mistrza… i tu pojawia się „ale…”, a nawet kilka „al”.
Skoro lider to zacznijmy od liderów – Jovan Novak. Wiem, że został wybrany MVP 27. kolejki OBL i że jest świetnym organizatorem gry Wilków Morskich. Wiem również, że zaczynał sezon z kontuzją, której tak naprawdę nie miał kiedy w pełni wyleczyć. Jednak w obecnym sezonie jego średnia zdobywanych punktów spadła o połowę z 10,8 na 5,7, a występów z dwucyfrowym wynikiem zaliczył tylko trzy. Skąd taki spadek? Przede wszystkim Novak przestał rzucać. Jego średnie statystyki to 2,1 oddanych prób za 2 punkty i 2,5 próby zza łuku. W zeszłym sezonie było to kolejno 4,0 i 3,7. Do samej gry Serba nie można mieć większych zastrzeżeń, jednak dla Kinga byłoby na pewno lepiej gdyby Jovan wszedł w tryb „play-off” i zaangażował się w zdobywanie punktów.
Tym bardziej, że kolejny zagraniczny zawodnik drużyny ze Szczecina, Noah Freidel, mimo pokładanych w nim nadziei zalicza bardzo nierówny sezon. Ma mecze, w których udowadnia, że jest wart każdej wydanej na niego złotówki, ale przeplata jest występami, w których nie może przebić bariery 5 punktów… Wiadomo, każdy może mieć słabszy dzień, ale w tym przypadku „słabszy dzień” pojawia się zdecydowanie zbyt często. Jeśli King poważnie myśli o grze o najwyższe laury, diagnoza jest jedna - musi aktywować swoich zagranicznych zawodników.
Tykająca bomba we Wrocławiu
Kolejną drużyną przymierzaną do tytułu Mistrza Polski jest bez wątpienia WKS Śląsk Wrocław. Co prawda nieobecność Noah Kirkwooda to poważne osłabienie, ale głębia składu drużyny ze stolicy Dolnego Śląska jest naprawdę duża i jedna kontuzja nie skreśla ich z wyścigu o pierwsze miejsce. Największą przeszkodą do osiągnięcia końcowego sukcesu, mogą być oni sami, a konkretnie ich rozgrywający Issuf Sanon. Ten 27-letni ukraiński zawodnik swoją grą potrafi elektryzować – podejmuje odważne decyzje, dobrze widzi boisko i nie boi się wziąć na siebie ciężaru zdobywania punktów nawet w clutch time. To jest właśnie jego zaleta, ale również największa wada. Potrafi oddać rzut na zwycięstwo, ale również zanotować linijkę 2/12 z gry trafiając tylko 1 na 8 rzutów zza łuku – jak miało to miejsce w przegranym pojedynku ze Stalą Ostrów. Na parkiecie jest niczym tykająca bomb, nigdy nie wiadomo kiedy i po której stronie parkietu wybuchnie. Równie dobrze może rozbić defensywę rywali, co zadziałać destrukcyjnie na swoją drużynę. Z pewnością trener Ainārs Bagatskis nie ma z nim łatwego życia i w niejednym meczu osiwiałby przez Sanona, gdyby nie to że już jest siwy. Na końcówkę sezonu zasadniczego i nadchodzące play-off musi on znaleźć sposób na rozbrojenie swojego tykającego rozgrywającego, który ewidentnie potrafi mieć za krótki lont. Sanon w swojej najlepszej odsłonie, bez problemu może wystrzelić Śląsk prosto do finałów.
Kolejną drużyną przymierzaną do tytułu Mistrza Polski jest bez wątpienia WKS Śląsk Wrocław. Co prawda nieobecność Noah Kirkwooda to poważne osłabienie, ale głębia składu drużyny ze stolicy Dolnego Śląska jest naprawdę duża i jedna kontuzja nie skreśla ich z wyścigu o pierwsze miejsce. Największą przeszkodą do osiągnięcia końcowego sukcesu, mogą być oni sami, a konkretnie ich rozgrywający Issuf Sanon. Ten 27-letni ukraiński zawodnik swoją grą potrafi elektryzować – podejmuje odważne decyzje, dobrze widzi boisko i nie boi się wziąć na siebie ciężaru zdobywania punktów nawet w clutch time. To jest właśnie jego zaleta, ale również największa wada. Potrafi oddać rzut na zwycięstwo, ale również zanotować linijkę 2/12 z gry trafiając tylko 1 na 8 rzutów zza łuku – jak miało to miejsce w przegranym pojedynku ze Stalą Ostrów. Na parkiecie jest niczym tykająca bomb, nigdy nie wiadomo kiedy i po której stronie parkietu wybuchnie. Równie dobrze może rozbić defensywę rywali, co zadziałać destrukcyjnie na swoją drużynę. Z pewnością trener Ainārs Bagatskis nie ma z nim łatwego życia i w niejednym meczu osiwiałby przez Sanona, gdyby nie to że już jest siwy. Na końcówkę sezonu zasadniczego i nadchodzące play-off musi on znaleźć sposób na rozbrojenie swojego tykającego rozgrywającego, który ewidentnie potrafi mieć za krótki lont. Sanon w swojej najlepszej odsłonie, bez problemu może wystrzelić Śląsk prosto do finałów.

Tylne drzwi do finału
Anwil Włocławek jest drużyną, która co roku wymieniania jest jako potencjalny kandydat na Mistrza Polski. Wieloletnia koszykarska tradycja, duży budżet i bogaty skład mają być gwarancją sukcesu na krajowej arenie, który ostatni raz we Włocławku wydarzył się ładnych kilka lat temu – Mistrz Polski w 2019r. i Puchar Polski rok później. Poprzedni sezon miał być przełomowy. Pewne zwycięstwo w sezonie zasadniczym z 54 punktami i bilansem 24-6, było świetnym prognostykiem przed play-offami, w których Anwil w pierwszej rundzie gładko poradził sobie z rywalami zza miedzy - Twardymi Piernikami Toruń. Półfinał z przyszłym Mistrzem Polski – Legią Warszawa – był niczym zimny prysznic wylany na rozpalone marzeniami głowy. Anwil zakończył sezon ostatecznie na 4 miejscu – zdecydowanie poniżej oczekiwań.Sezon 2025/26 nie rozpoczął się po ich myśli. Problemy z osiągnięciem właściwego rytmu meczowego na starcie rozgrywek oraz problemy kadrowe z Grzegorzem Kożanem, który został odwołany z funkcji pierwszego trenera, lecz pozostał w drużynie jako asystent Ginzburga. Przeplatanka porażek i zwycięstw, oraz słaba forma i za małe zaangażowanie zawodników doprowadziły nawet to konfliktu i rozmów z kibicami drużyny z Kujaw. Anwil jeszcze pod koniec marca zajmował miejsce w dole tabeli z bilansem 11-12. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była dyspozycja kapitana drużyny - Michała Michalaka, która pozostawiała wiele do życzenia. Michalak po nienajlepszym turnieju EuroBasketu, w którym trener reprezentacji Polski - Igor Milicić - w znacznym stopniu ograniczył jego rolę i mówiąc wprost „przybił go” do ławki, sezon Orlen Basket Ligi rozpoczął bardzo niemrawo. W jego grze brakowało pewności siebie i iskry, co mogło być konsekwencją braku minut w kadrze. Spadła również ilość oddawanych rzutów w stosunku do poprzednich lat. Jednak ostatnie 4 mecze to seria 4 zwycięstw – najdłuższa w tym sezonie. Obecnie Anwil zajmuje 7 miejsce, co pozwala myśleć o bezpośrednim awansie do play-offów. Najbliższe mecze ze Śląskiem, Dzikami i Treflem będą z pewnością ciężkie, dlatego tym bardziej zawodnicy z Włocławka potrzebują wsparcia swojego lidera i kapitana. Jeśli Anwil chciałby się dostać do finału przez tylne drzwi, wchodząc do play-offów z niższych pozycji lub play-inów, Michalak musi znów przejąć batutę i zagrać koncertowo. Tylko gra jak z nut może doprowadzić do tego, aby na Hali Mistrzów po raz kolejny usłyszeć „We Are the Champions”.
Anwil Włocławek jest drużyną, która co roku wymieniania jest jako potencjalny kandydat na Mistrza Polski. Wieloletnia koszykarska tradycja, duży budżet i bogaty skład mają być gwarancją sukcesu na krajowej arenie, który ostatni raz we Włocławku wydarzył się ładnych kilka lat temu – Mistrz Polski w 2019r. i Puchar Polski rok później. Poprzedni sezon miał być przełomowy. Pewne zwycięstwo w sezonie zasadniczym z 54 punktami i bilansem 24-6, było świetnym prognostykiem przed play-offami, w których Anwil w pierwszej rundzie gładko poradził sobie z rywalami zza miedzy - Twardymi Piernikami Toruń. Półfinał z przyszłym Mistrzem Polski – Legią Warszawa – był niczym zimny prysznic wylany na rozpalone marzeniami głowy. Anwil zakończył sezon ostatecznie na 4 miejscu – zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Sezon 2025/26 nie rozpoczął się po ich myśli. Problemy z osiągnięciem właściwego rytmu meczowego na starcie rozgrywek oraz problemy kadrowe z Grzegorzem Kożanem, który został odwołany z funkcji pierwszego trenera, lecz pozostał w drużynie jako asystent Ginzburga. Przeplatanka porażek i zwycięstw, oraz słaba forma i za małe zaangażowanie zawodników doprowadziły nawet to konfliktu i rozmów z kibicami drużyny z Kujaw. Anwil jeszcze pod koniec marca zajmował miejsce w dole tabeli z bilansem 11-12. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była dyspozycja kapitana drużyny - Michała Michalaka, która pozostawiała wiele do życzenia. Michalak po nienajlepszym turnieju EuroBasketu, w którym trener reprezentacji Polski - Igor Milicić - w znacznym stopniu ograniczył jego rolę i mówiąc wprost „przybił go” do ławki, sezon Orlen Basket Ligi rozpoczął bardzo niemrawo. W jego grze brakowało pewności siebie i iskry, co mogło być konsekwencją braku minut w kadrze. Spadła również ilość oddawanych rzutów w stosunku do poprzednich lat. Jednak ostatnie 4 mecze to seria 4 zwycięstw – najdłuższa w tym sezonie. Obecnie Anwil zajmuje 7 miejsce, co pozwala myśleć o bezpośrednim awansie do play-offów. Najbliższe mecze ze Śląskiem, Dzikami i Treflem będą z pewnością ciężkie, dlatego tym bardziej zawodnicy z Włocławka potrzebują wsparcia swojego lidera i kapitana. Jeśli Anwil chciałby się dostać do finału przez tylne drzwi, wchodząc do play-offów z niższych pozycji lub play-inów, Michalak musi znów przejąć batutę i zagrać koncertowo. Tylko gra jak z nut może doprowadzić do tego, aby na Hali Mistrzów po raz kolejny usłyszeć „We Are the Champions”.
