NA ŻYWO
20:15 ENvsEUV
Polska Liga Koszykówki09.10
18:00ZASvsLEG
PGE Basket Liga09.10
93 : 89LEGvsENE
Superpuchar Polski 26.09
77 : 81DZIvsZAS
Superpuchar Polski 26.09
110 : 96LEGvsZAS
Superpuchar Polski27.09
76 : 79ENEvsLEG
Polska Liga Koszykówki02.10
63 : 102ENEvsDZI
Polska Liga Koszykówki02.10
85 : 104ARRvsKIN
Polska Liga Koszykówki03.10
105 : 95 ENvsZAS
Polska Liga Koszykówki03.10
78 : 89EUVvsMKS
Polska Liga Koszykówki04.10
79 : 84PGEvsTAS
Polska Liga Koszykówki 04.10
95 : 70AMWvsWKS
Polska Liga Koszykówki04.10
0 : 0ANWvsGÓR
Polska Liga Koszykówki05.10
Zobacz wszystkie
ReklamaBetFan – odbierz do 600 zł na start. Kod: RZUTZA3. 18+ Hazard wiąże się z ryzykiem.
NBA

Podsumowanie tygodnia nr 1 w lidze NBA (23.10.24 - 27.10.24)

Podsumowanie tygodnia nr 1 w lidze NBA (23.10.24 - 27.10.24)
AP Photo/William Liang
Pierwszy tydzień zmagań najlepszej ligi świata otworzył mecz obecnych mistrzów NBA, Boston Celtics, przeciwko New York Knicks - drużynę przez większość uważaną za conajmniej drugą najlepszą obecnie drużynę w konferencji wschodniej. Mecz poprzedziła coroczna ceremonia przyznania pierścieni mistrzowskich oraz wciągania baneru pod sufit hali na arenie świeżo upieczonych mistrzów. Zaraz po ceremonii, w której swój pierwszy pierścień odebrali m.in. Jayson Tatum, Jaylen Brown czy Al Horford, rozpocząl się mecz pomiędzy dwoma największymi potęgami wschodu, i choć spodziewaliśmy się tu wyrównanego spotkania i pokazania nowej jakości w drużynie gości na TD Garden, to jednak New York Knicks zaprezentowali się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Gra była chaotyczna, oprócz Jalena Brunsona oraz Deuce McBride'a, ciężko wymienić jakiś pozytywny aspekt gry Knicks, która wyglądała dokładnie przeciwnie do gry drużynowej. Należy też wspomnieć o koszmarnym wizualnie sposobie rzutu, który przysposobił Mikal Bridges, co wielu z nas zaskoczyło, gdyż zawodnik ten do tej pory dysponował conajmniej poprawną techniką rzutu, co przekładało się na naprawdę dobre wyniki. Niemniej jednak to Boston Celtics skradli show tej nocy, trafiając aż 29(!!) trójek, wyrównując rekord wszechczasów ustanowiony przez Milwaukee Bucks dwa lata temu. Fenomalna gra Jaysona Tatuma, który ewidentnie próbował coś udowodnić po niezbyt udanych wizerunkowo Igrzyskach Olimpijskich, przełożyła się na 37 punktów, z czego 24 z nich zdobył skutkiem trafień zza łuku. Mecz ten zakończył się wynikiem 132-109 dla gospodarzy TD Garden.
 
 Brian Babineau/NBAE/Getty Images Brian Babineau/NBAE/Getty Images

 
Tej samej nocy odbył się także drugi mecz, tym razem w konferencji zachodniej, której rozgrywki zainaugurował sam LeBron James ze swoimi Los Angeles Lakers, wygrywając z Minnesota Timberwolves wynikiem 110-103, a mecz ten stanowił dla gospodarzy Crypto.com Arena dwie bardzo ważne okazje. Po pierwsze - Lakers wyglądali o niebo lepiej. Jeziorowcy wydawali się wykorzystywać potencjał swojej drużyny jak nigdy wcześniej od momentu zdobycia ostatniego pierścienia w 2020 roku. Efektywne ścięcia pod kosz, umiejętne pozycjonowanie się i wykorzystywanie spacingu do zdobywania punktów z każdej strony i kreowania mnogości opcji, obnażanie błędow defensywy z Minneapolis było na najwyższym poziomie. Należy tu przypomnieć, że Lakers przed sezonem wymienili trenera, z powszechnie nielubianego Darvina Hama, na JJ Redicka, bliskiego kolegę LeBrona Jamesa, których łączne basketball iq przebija wielokrotnie niejedną drużynę w najlepszej lidze świata - i było to widać. Lakers w tym tygodniu po trzech meczach na przecież nie słabe drużyny - Minnesota Timberwolves, Phoenix Suns oraz Sacramento Kings, mają rekord 3:0, i wyglądają na naprawdę solidną drużynę, która jeśli utrzyma taki styl gry, może liczyć bezproblemowo na wysoki seed w fazie playoff. Należy tu też wspomnieć o dalszej fantastycznej dyspozycji już prawie 40-letniego LeBrona Jamesa, który dzisiejszą noc (27.10.24) w ramach której rozgrywali mecz przeciwko Sacramento Kings, zwieńczył uzyskując triple double - 24pkt, 14zb, 10as, 1blk, prezentując się fenomenalnie zarówno pod koszem, jak i zza łuku. Anthony Davis również doczekał się możliwości pełnego wykorzystywania jego potencjału pod koszem, wszak przez te trzy mecze rzucał on średnio 34 punkty, dokładając 11 zbiórek. Lakers zdecydowanie przeskoczyli oczekiwania względem samego początku ich gry, i jeśli tylko pozostaną zdrowi, oraz jeśli założymy, że to dopiero początek a JJ Redick będzie jeszcze lepiej wpływać na ich grę, to liga może być w naprawdę niemałym strachu przed Jeziorowcami. Jeśli chodzi o to drugie, mniej istotne w kontekście tego sezonu wydarzenie, lecz być może bardziej historyczne, to LeBron James stał się pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał mecz w NBA ze swoim własnym synem, Bronnym Jamesem Jrem, który to wszedł na 3 minuty w meczu przeciwko Timberwolves, gdzie spudłował dwa rzuty oraz wywalczył jedną ofensywną zbiórkę.
 

 
Z kolejnych istotnych wydarzeń w trakcie pierwszego tygodnia, należy wspomnieć o niezwykle imponujących Golden State Warriors, gdzie gra nowego "Splash Duo" w postaci Stephena Curry'ego oraz Buddy'ego Hielda wygląda rewelacyjnie, a Buddy Hield trafił 12/16 rzutów za trzy punkty, prowadząc Warriors do zwycięstw przeciwko Utah Jazz oraz Portland Trail Blazers. Formacja ta mimo miniaturowej rewolucji, nie straciła swojego "trójkowego DNA", i będzie próbowała nam udowodnić, że dalej są playoffową drużyną, głodną walki o najwyższe cele. Czy im się uda? Jeśli tylko utrzymają swoją formę rzutową, to nie widzę żadnych przeciwskazań, choć dalej nie jest to poziom absolutnie najwyższy, jaki obecnie przejawiają m.in. Boston Celtics, czy w konferencji zachodniej - LA Lakers i Oklahoma City Thunder.
 

 
Niesposób również nie zawrzeć informacji o San Antonio Spurs, których gra wygląda naprawdę obiecująco, a współpraca Chrisa Paula z Victorem Wembanyamą wygląda dokładnie tak, jak spodziewano się przed sezonem - nie da się tego powstrzymać, wszak wizja, doświadczenie i podania CP3 wymiksowane z wzrostem, umiejętnościami i atletyzmem młodego centra przerasta możliwości większości obrońców ligi. Takie warunki do rozwoju umiejętności młodziutkiego Francuza z pewnością pomogą mu przyspieszyć rozwój i uwolnić jeszcze bardziej swój potencjał w wykańczaniu oraz kreowaniu zagrywek. Jeśli chodzi o nasz, polski akcent, Jeremy Sochan zaczął ten sezon naprawdę znakomicie - jest zabójczy pod koszem, niezwykle dobrze zbiera, i choć nie miał okazji tego przetestować - to grozi na obwodzie swoją nową "specyficzną" formą rzutową, która w trakcie gry w reprezentacji Polski skutkowała wysoką celnością, choć przy niewielu próbach. Do tej pory zagrał dwa mecze, w których znacząco punktowo pomógł swojej drużynie (17pkt vs Dallas Mavericks, 18pkt vs Houston Rockets), a także jak już wspomniałem króluje w zbiórkach, których ma do tej pory więcej, niż sam Wembanyama. To może być przełomowy sezon Jeremy'ego, który po tych wszystkich eksperymentach i próbach zaadaptowania się do pewnego stylu gry, odnalazł wreszcie swoje miejsce na parkiecie, i sukcesywnie wykorzystuje możliwości jakie serwuje mu gra w systemie legendarnego trenera Popovicha.
 

 
Z mniej pozytywnych informacji - forma Denver Nuggets jest szokująco zła. Nikola Jokić dwojący się i trojący aby wygrać mecz, finalnie przegrywając przeciwko Clippers bez Kawhia Leonarda, to jednocześnie świetne widowisko, ale przykry widok. Wspomniany mecz Serb skończył z liczbą 41 punktów, 9 zbiórek, 4 asyst, 2 przechwytów i bloku, pobijając swój życiowy rekord trójek w jednym meczu, których rzucił 7 na 12 prób. O ironio, taki fantastyczny występ wydarzył się dokładnie dzień po tym, jak Jokić skrytykował m.in. swoją formę rzutową. Mimo wszystko, Nuggets wyglądają koszmarnie. Ich obrona nieomal nie istnieje, James Harden z Normanem Powellem oraz Ivica Zubacem przechodzili ją bez absolutnie żadnych problemów, a do tragicznej obrony Nuggets dokładają fatalną formę rzutową, o której mówił właśnie sam lider tej drużyny, Nikola Jokić. Najsłabszym punktem tej drużyny niestety wydaje się... Russell Westbrook, który miał kierować ofensywą Nuggets gdy tylko na parkiecie nie jest Nikola Jokić. Niestety, MVP z 2017 roku nie podołał zadaniu, nie trafiając żadnego rzutu z gry mimo 8 prób, dokładając jedynie dwie asysty w 19 minut gry. Być może Westbrook potrzebuje czasu na wgryzienie się w filozofie gry Michaela Malone'a, być może to fatalna forma rzutowa i jego i reszty drużyny przełożyła się na te niefortunne liczby, jednakże jeśli gra Westbrooka w późniejszych tygodniach się znacznie nie poprawi, to jego dalsza kariera w NBA może stać pod znakiem zapytania.
 

 
Do gry wrócili też Memphis Grizzlies, których gra wygląda nadzwyczajnie dobrze, a Ja Morant ponownie zaskakuje nas swoimi atletycznymi popisami pod koszem przeciwników, oraz bardzo dobrą grą w obronie. W swoje pierwsze 3 mecze przegrali jedynie jeden, na niezwykle rozpędzone i świetnie grające Houston Rockets, ale tutaj kluczowym jest jednak brak Jarena Jacksona Jra, oraz słabość Zacha Edeya w obronie, którą skrzętnie wykorzystywali skrzydłowi oraz centrzy drużyny z południa Teksasu. Zamartwiająca jest jednak dyspozycja ich ławki, gdyż próźno doszukiwać się tam zawodników mogących zastępować godnie gwiazdy ligi w czasie ich odpoczynku, jednocześnie nie przegrywając meczów na względnie "średnie" drużyny. Niemniej jednak ta drużyna ma przyszłość, i jeśli tylko Zach Edey będzie rozwijać się w oczekiwanym tempie oraz kierunku, to ma szanse samoistnie sprawić, że Grizzlies będą playoffową drużyną.
 

 
Na wschodzie raczej bez większych zaskoczeń, chociaż w pewnym sensie wynik 0-2 76ers może zaskakiwać nawet pomimo faktu, że Paul George i Joel Embiid nie grają, gdyż grali oni międzyinnymi na tankujące Toronto Raptors, co tylko pokazuje jak ważnym czynnikiem jest szczególnie ten drugi "wielki nieobecny". Niestety, z wyjątkiem Kelly'ego Oubre, Tyrese Maxeya oraz Kyle'a Lowryego, za wiele zawodników nie zdobywa wymagającej ilości punktów, aby Sixers mogli wygrywać. Mimo tego, rozegrali dopiero dwa mecze, a obie ich gwiazdy mają w bardzo niedługim czasie wrócić, zatem warto jeszcze poczekać z odpowiednim osądem ich słabości, bowiem jest to drużyna całkowicie niekompletna bez swoich gwiazd, na których zdrowie mimo wszystko nie liczyłbym przez lwią część sezonu. Mimo tej trudności w ocenie prawdziwych mocnych i słabych stron 76ers, sezon się zaczął, a wynik 0-2 jest faktem, który może nawet zmienić im rywala w fazie play-in/playoffs, co całkowicie odmieni ich sezon, być może szybciej go kończąc, a pamiętajmy, że jest to drużyna nastawiona na wynik tu i teraz, i nic nie wskazuje na to aby mogli być jeszcze silniejsi w następnych sezonach, ani nawet że zachowają całą swoją drużynę.
 
Dan Hamilton-Imagn ImagesDan Hamilton-Imagn Images

 
Ostatnią drużyną którą opiszę w tym podsumowaniu, nie idzie z prądem oczekiwań, gdyż w jej przypadku ciężko było takie określić, bowiem jest to zbyt niestabilny twór, przynajmniej sądząc po ilości zmian która tam zaszła (prawie żadna), a także po duecie zasiadającym w sztabie trenerskim, który obecnie przez twitterowiczów jest prześmiewczo przezywany tytułem pewnej komedii ze Stanów Zjednoczonych, w której główne role grali Jim Carrey oraz Jeff Daniels. Milwaukee Bucks, bo o nich mowa, w naprawdę dobrym stylu zwyciężyli swój mecz inauguracyjny przeciwko wyżej wspomnianym Sixers, a szczególnie wyróżniał się w nim Damian Lillard, którego trzeba obserwować ze względu na dość słaby poprzedni sezon. Wspomniany rozgrywający zdobył w nim 30 punktów, 9 zbiórek oraz 6 asyst, trafiając 6/12 rzutów za trzy punkty, które jednak są ikoniczne w wykonaniu tego zawodnika. W tle świetnego meczu Lillarda rewelacyjny mecz rozegrała także twarz franczyzy z Wisconsin, Giannis Antetokounmpo, zdobywając 25 punktów, 14 zbiórek oraz 7 asyst, dorzucając dodatkowo jeden blok. Zadaniowcy też bardzo dobrze odegrali swoją rolę, i wydawało się że Bucks rozpoczną ten tydzień dominując, wszak na liście mieli tylko kontuzjowane Sixers, oraz słabe Bulls. No i to właśnie słabe Bulls obnażyło słabości Bucks, którymi przede wszystkim są o ironio, trzypunktowe rzuty. Cała gra na obwodzie tak naprawdę sprowadza się do postaci Damiana Lillarda - świetny zdobywaniu punktów, bardzo słaby w obronie. Niestety, gdy dodamy obecny, niestabilny stan formy Lillarda, otrzymujemy właśnie takie mecze jak ten na Bulls, przegrane wynikiem 122-133, gdy to przeciwnicy rzucają 21/47 (44%) rzutów za trzy, natomiast Bucks jedynie 13/40 (32%). Niestabilność formy rzutowej Lillarda niestety ukazała się nam w najgorszej postaci, bowiem na 12 prób przeciwko Chicago Bulls, trafił on jedynie... 3 trójki, co daje mu wynik 9/24 w dwóch spotkaniach. Jest to wynik 38%, kręcący się bardzo blisko średniej efektywności rzutów zza łuku w lidze, ale jednak mówimy tu o Damianie Lillardzie, jednym z najlepszych rzucających w historii. W oczy się rzuca także efekt tragicznie dobranego coaching staffu, bowiem mając świetnego, niskiego rozgrywającego zdolnego do zdobywania punktów zewsząd, oraz wielkiego, atletycznego Giannisa Antetokounmpo, mistrza NBA 2020/2021, Milwaukee Bucks zdają się unikać gdy na pick and rollu jak ognia, co wydaje się absurdalne.
 

 
 
Tabela ligi przed meczami odbywającymi się w nocy z niedzieli na poniedziałek 27-28.10.24 prezentuje się następująco:
 
NBA.comNBA.com

 
NBA.comNBA.com