Przegląd szatni - Atlanta Hawks

Obecni mistrzowie NBA, New York Knicks, przegrali w całych playoffach zaledwie trzy mecze, a dwa z nich zabrali im właśnie Hawks. Ta seria skończyła się 2-4 i bardzo brutalnie (140:89 w szóstym meczu), ale nie zmienia to faktu, że drużyna z Georgii wiosną była jedną z najbardziej niewygodnych w całej lidze.
Atlanta zakończyła ubiegły sezon w świetnym stylu. Do przerwy na All-Star Game miała bilans 26-30, po czym wygrała 20 z ostatnich 26 spotkań i zameldowała się na szóstym miejscu, ostatnim dającym awans do playoffów bez play-inów. Teraz pytanie brzmi, czy defensywa, na której zbudowano ten zespół, uniesie go także bez dodatkowego kreatora z piłką.
Krajobraz po Trae Youngu
Paradoksalnie, ten świetny okres zaczął się po wymianie Younga, wieloletniego lidera i fundamentu zespołu. Hawks oddali do Waszyngtonu młodego rozgrywającego najwyższej klasy, szczególnie w ataku, a w zamian dostali CJ McColluma i Coreya Kisperta. Na papierze nie wszyscy byli przekonani. W praktyce McCollum wniósł do drużyny spokój i doświadczenie oraz bardzo dobrze odnalazł się w roli drugiej opcji.
Prawdziwym liderem został jednak Jalen Johnson, który rozegrał przełomowy sezon.
Nowa gwiazda
Johnson już wcześniej pokazywał ogromny potencjał, ale w ubiegłym sezonie dosłownie wystrzelił. Zagrał w pierwszym w karierze Meczu Gwiazd, trafił do trzeciej piątki All-NBA i skończył sezon ze średnimi 22,5 punktu, 10,3 zbiórki i 7,9 asysty. To wciąż zawodnik, który ma 24 lata, więc miejsca na rozwój jest dużo, a do tego komfortowa sytuacja: Atlanta stała się jego drużyną. Cały pomysł na przyszłość Hawks opiera się właśnie na tym, że zrobi jeszcze jeden krok do przodu.
Zmiany w składzie
Do Atlanty trafiło sporo nowych zawodników, ale to ruchy, które bardziej poszerzyły kadrę, niż dodały jej gwiazdę. Największą wymianą było odesłanie Zaccharie'a Risachera, w zamian za co Hawks dostali Luguentza Dorta i Ryana Nembharda. Z Oklahomy trafił też Aaron Wiggins, za drugorundowe picki. Nembhard później wrócił na rynek: Atlanta wymieniła go razem z Buddym Hieldem do Charlotte za Doriana Finneya-Smitha.
W drafcie Hawks postawili na Kingstona Flemingsa (#8) i Zubyego Ejiofora (#23), a w ocenach oba wybory wypadają całkiem dobrze. Na plus można też zapisać zatrzymanie McColluma (roczny kontrakt na ok. 21 mln dolarów) i Jocka Landale'a. Z ważniejszych odejść trzeba wymienić Risachera, Hielda i Jonathana Kumingę, który jako wolny agent wybrał Minnesotę.
Co z tego wynika? Atlanta jest dziś bardzo głęboka na obwodzie i ma kilku defensorów, którzy mogą zagrać w każdym składzie. Jednocześnie trudno powiedzieć, by do Atlanty trafił ktoś, kto na pewno zmieni układ wyjściowej piątki. Nowi zawodnicy dają Snyderowi więcej opcji i głębi, ale to, jak wysoko zajdą Hawks, w dużej mierze zależy od dalszego rozwoju Johnsona.
Co z tego powstało?
Na pewno silnie zorientowana defensywnie drużyna. Atlanta buduje tę tożsamość od dwóch sezonów, a po ASG miała drugą defensywę w całej lidze. Dyson Daniels, Nickeil Alexander-Walker, Dort i Onyeka Okongwu, do tego Finney-Smith i sam Johnson - to nazwiska z wysokiej półki, a Snyder ma z czego wybierać.
Pytania są w ataku. Johnson prawdopodobnie zrobi kolejny krok, ale po odejściu Nembharda brakuje klasycznego rozgrywającego, a 35-letni McCollum i Alexander-Walker mogą nie udźwignąć ofensywy na tak długim dystansie. Dochodzi jeszcze jedno: część serii zwycięstw z końcówki ubiegłego sezonu przyszła w meczach z drużynami, które już odpuszczały rozgrywki, a nowe zasady loterii mają to utrudnić. Dlatego liczni eksperci, a także nasza redakcja, widzą Atlantę gdzieś w środku stawki. Bukmacherzy wyznaczyli linię na 43,5 wygranej. W Konferencji Wschodniej Hawks powinni powalczyć o miejsce w pierwszej szóstce, żeby ponownie uniknąć baraży.
Czy jest nadzieja na więcej?
Tak, jeśli Snyderowi uda się zgrać tak mocno przebudowaną drużynę. Defensywa to najlepszy fundament, jaki może mieć zespół, któremu brakuje pewnej ofensywy, i może dać więcej niż 40-42 zwycięstwa. W tej środkowej grupie każdy ma swój optymistyczny scenariusz, więc w sezonie regularnym, gdzie długi dystans trudno oszukać, nie spodziewałbym się niczego nadzwyczajnego.
W playoffach to już inna historia. Nie zdziwię się, jeśli Atlanta wygra serię z na papierze mocniejszym rywalem i dojdzie do półfinału konferencji. Finał konferencji byłby już bardzo śmiałym scenariuszem, ale po tym, co ta drużyna pokazała wiosną, nikt nie powinien jej lekceważyć. Na pewno jest to projekt, który warto śledzić.















