Przegląd Szatni - Chicago Bulls

Dzisiejszy przegląd szatni weźmie na tapet temat jednej z najbardziej znanych organizacji w historii ligi NBA - Chicago Bulls. Bulls mają za sobą ciekawy offseason, bowiem po latach dreptania w miejscu wreszcie zdecydowali się na faktyczną przebudowę, a nie jedynie udawanie że coś robią, kopiąc pod sobą dołek. Bulls wymienili niemalże wszystko - mają bowiem nowy front office, nowego trenera, sporo młodych zawodników i przystępują do rebuildu w sposób wreszcie przez fanów tej organizacji pożądany.
Ubiegły sezon dla Bulls nawet nie był rozczarowaniem, to znaczy - był, natomiast w relacji do poprzednich sezonów, nadziei i wydarzeń, w drużynie z Illinois nie można było się spodziewać niczego innego, bowiem w najlepszym wypadku Bulls mogli skończyć jako średniak bez większej szansy na fazę play-in. W trakcie sezonu doszło jednak do wielu zawirowań, co z pewnością ucieszyło fanów tej legendarnej organizacji choć nie tak od razu - pozbyto się bowiem m.in. Nikoli Vucevicia, Coby’ego White’a oraz Ayo Dosunmu, a także dwóch nazwisk odpowiadających za cały projekt sportowy Bulls - Marca Eversleya oraz Arturasa Karnisovasa. Funkcję głównego GM’a drużyny piastuje teraz Bryson Graham, a funkcję głównego trenera drużyny pełni teraz bardzo mocno lubiany przez społeczność wokół ligi Tiago Splitter, bowiem z funkcją tą pożegnał się Billy Donovan. To nareszcie nie są zmiany kosmetyczne, a Bulls faktycznie próbują zacząć wszystko od nowa.
Roster:
PG: Josh Giddey, Tre Jones, Rob Dillingham
SG: Norman Powell, Isaac Okoro
SF: Matas Buzelis, Dailyn Swain, Leonard Miller
PF: Caleb Wilson, Patrick Williams, Noa Essengue
C: Nicolas Claxton, Zach Collins, Jalen Smith
Coach: Tiago Splitter
Powiedzmy sobie szczerze - nie jest to skład który imponuje nazwiskami, przebojowością czy stylem gry. Niemniej jednak jest to skład mocno mówiący o kierunku, w którym idą Bulls. Mamy bowiem do czynienia ze składem pełnym ligowych weteranów, oraz młodych zawodników pełnych werwy i talentu. Nie ma co ukrywać, że największe nadzieje są pokładane w rozwoju Caleba Wilsona, ale i rozwój choćby Matasa Buzelisa czy Roba Dillinghama stoją wysoko na liście priorytetów. Mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem rebuildującej się drużyny - mamy weteranów/ligowych średniaków, mamy młodych, rozwijających się graczy, i mamy tank commanderów - tych graczy, na których fajnie rzucić okiem nawet wtedy, gdy ich drużyna przegrywa jak leci i nie za bardzo chce się dla niej specjalnie włączać transmisji. Takimi graczami są tu oczywiście Norman Powell i Josh Giddey. Powell jako 33-letni obwodowy przyszedł do Bulls po sezonie w którym pierwszy raz został All-Starem, notując średnio 21,7 punktu na mecz. To on ma sprawiać wrażenie, że Bulls chcą mecze wygrywać, to on ma piłką rzucać, to on ma piłką grać, jest bez wątpienia największą gwiazdą tej drużyny i tank commanderem nr 1. Drugim z nich jest Josh Giddey - zawodnik którego każdy w pewien sposób miłuje, zawodnik o którym każdy zapomina aż nie mignie mu na instagramie grafika z jego kolejnym triple-double (co się zdarza całkiem często), zawodnik który jest świetnym narzędziem w pomocy do rozwoju reszty graczy - jest świetnym podającym, coraz lepszym rozgrywającym, ma świetną wizję, i jest w stanie zawsze uraczyć dobrze ustawionego zawodnika doskonałym podaniem. Należy jednak pamiętać, że Giddey również jest graczem rozwijającym się, bowiem ma dopiero 23 lata i może stanowić w przyszłości ważny element Bulls, czego raczej nie oczekujemy od Powella.
Młodzieżą Bulls imponują i przykładem tego jest wcześniej wspomniany Caleb Wilson. Wilson to bardzo atletyczny zawodnik, wpisujący się idealnie w amerykański zwrot „all-around”. Rzuca, podaje, skacze, broni, blokuje - robi wszystko czego można od niego oczekiwać. Musi się jedynie stawać w tym konsekwentnie coraz lepszy, a zawodnikiem stanie się naprawdę wielkim. Podczas Summer League pokazywał, że choć często rotowano nim po pozycjach, to jako czwórka czuje się najlepiej, co miło współgra z ideą grającego koło niego Matasa Buzelisa. Buzelisa, który również jest graczem na którego trzeba patrzeć w kontekście rozwoju tego składu po rebuildzie. Jest to bowiem sezon w którym oczekuje się, że Buzelis nieco wystrzeli, i stanie się całkiem solidnym starterem w drużynie która może chcieć za kilka lat przestać myśleć jedynie o pickach w drafcie. Do tego dochodzą jeszcze Noa Essengue (ten niestety głównie kojarzony z bestialskim wsadem, którego dokonał nad nim Johnny Furphy rok temu), oraz 15 pick tegorocznego draftu - Dailyn Swain. Jest co rozwijać w Chicago, a Tiago Splitter z pewnością będzie wiedział jak ugryźć ten temat, tak, żeby każdy w organizacji Bulls wreszcie miał stabilne miejsce do rozwoju, a sama organizacja - stabilny program i projekt sportowy (za co już odpowiada przede wszystkim Bryson Graham.
Niestety, zaczynamy w tym cyklu artykułów od samego dołu naszego power rankingu, zatem trzeba to powiedzieć jasno - Bulls tankują. Nie robią tego tak bezpośrednio jak inne zespoły ligi, ale w tak silnej konferencji wschodniej nie mają nawet szans na poczucie zapachu fazy play-in - stąd jedna i rozsądna opcja - trzeba przegrywać. Bulls zachowało wszystkie swoje pierwszorundowe picki w latach 2027-2033, i ich egzekucja w jak najlepszy sposób powinna być dla ekipy Grahama nadrzędnym celem w długoterminowej wizji rozwoju projektu sportowego. Fani Bulls powinni zatem liczyć w nadchodzącym sezonie na dużo dobrej energii i rozwoju w młodych koszykarzach, na wiele eksperymentów i ciekawych rozwiązań ze strony Tiago Splittera, na etyczne tankowanie, i absolutnie nie liczyć na wygrywanie, a wręcz przeciwnie.
















