Przegląd Szatni - Phoenix Suns

Pora na przeniesienie się do piaszczystej Arizony, w której to stolicy - Phoenix - rezydują lokalni Suns. O Suns ciężko wiele mówić, bo są drużyną wyjątkowo prostą, a ich projekt sportowy jest ciężki do zrozumienia. Są bowiem drużyną idealną do umieszczenia w ligowym czyśćcu zarówno dziś, jak i rok temu, jak i w czasach Kevina Duranta, aż do ostatniego sezonu Chrisa Paula w tej ekipie - i nie za bardzo starają się się z tym coś zrobić.
Roster:
PG: Devin Booker, Collin Gillespie, Jordan Goodwin, Kennedy Chandler
SG: Jalen Green, Luke Kennard, Koby Brea, Jamaree Bouyea
SF: Dillon Brooks, Miles Bridges, Ryan Dunn, Haywood Highsmith, Koa Peat
PF: Rasheer Fleming, Oso Ighodaro, Phillip Wheeler
C: Mark Williams, Khaman Maluach, Duop Reath, CJ Huntley
Coach: Jordan Ott
Ten roster nie zachwyca, i jest to myśl która przychodzi na myśl po pierwszym rzuceniu okiem na te nazwiska. Jest tu wiele talentu, i jest czym na spokojnie wywalczyć play-iny, ale no właśnie - play-iny? Nauczeni doświadczeniem, w lidze NBA albo robisz kompletny reset, puszczasz swoich zawodników w zamian za kapitał "na później", albo wprowadzasz mniej lub bardziej subtelne zmiany w już istniejącym składzie, aby uzupełnić obecny roster w elementy których brakuje do walki o najwyższe cele. Phoenix Suns od dłuższego czasu z nie wiadomo jakiego powodu zdają się robić to drugie, tylko że gdy spojrzymy na ten roster to nasuwa się jeden ironiczny wniosek - jeśli po tylu latach zmian kończysz z taką drużyną, to coś mocno nie poszło, a nadchodzący sezon nie będzie rewolucyjny.
Jeśli chodzi o to, czego możemy po Suns się spodziewać - to nie ma co ukrywać, że szczytem możliwości tu będzie pierwsza runda playoffów. Jest to dalej drużyna oparta na arcygenialnym Devinie Bookerze, który wokół siebie ma porządnych zadaniowców, i atletycznych wirtuozów takich jak Jalen Green czy Miles Bridges. Do tego świetna, fizyczna obrona Dillona Brooksa którego gra w ataku w ostatnich latach się mocno polepszyła, i całkiem porządna rotacja na centrze, gdzie doświadczony i skoczny Mark Williams będzie wymieniać się minutami z drugorocznym Khamanem Maluachem. Powinna być to zatem ekipa, która po "słabeuszach" będzie w stanie się nieźle przejechać, a może nawet czasem zaleźć nieco za skóre tym najlepszym zespołom, natomiast w tym drugim wypadku finalnie nie oczekiwałbym pozytywnego rezultatu. Talentu jest tu nadal za mało, a drużynę tą definiuje po prostu bardzo delikatna ponadprzeciętność.
Sytuacja w drafcie też nie daje Phoenix wielkiego komfortu. Suns nie mają luksusu spokojnego budowania przez kilka lat i dokładania kolejnych wysokich wyborów do młodego rdzenia. Dlatego każdy sezon, w którym Booker jest zdrowy, a zespół stoi w miejscu, jest dla nich coraz bardziej problematyczny. Nie można wiecznie kręcić się w okolicach 40-45 zwycięstw, odpadać w pierwszej rundzie i udawać, że za rok wszystko samo się zmieni. Phoenix nie potrzebuje kolejnego sezonu, w którym po prostu „będzie okej”. Potrzebuje dowodu, że ten projekt naprawdę zmierza w jakimś kierunku.
















