Przegląd Szatni - Sacramento Kings

Zaczynamy przedsezonowe omówienie drużyn NBA, a posortowałem je w mojej subiektywnej ocenie od najsłabszej do najlepszej. Na pierwszy strzał idą Kings, czyli jedna z najgorzej zarządzanych organizacji w ostatnich latach w całej lidze. Czy w tym sezonie się to odmieni? Jest wielce prawdopodobne, że tak się nie stanie, lecz wokół tej drużyny jest też kilka bardzo ciekawych wątków.
Sacremnto Kings od wielu lat zmagają się z łatką najgorzej zarządzanej ekipy w NBA. Czy jest ona słuszna? W mojej opinii tak, choć nie można im odmówić, że czasami podejmują mądre decyzje. Jednak za największy problem tej organizacji uważam brak jasno określonego celu, kierunku w którym ma ta drużyna zmierzać. W poprzednim sezonie w tej drużynie było wszystko. Przepłaceni weterani, mnóstwo kontuzji, ciekawy nowy narybek. W żadnym stopniu nie zgadzał się jednak wynik, a Królowie zakończyli sezon z bilansem 22-60. Czy przyszedł więc czas na radykalne zmiany? Cytując klasyka: "No tak średnio bym powiedział". Do sezonu został miesiąc, więc uprzedzam, że jeszcze mogą wydarzyć się jakieś ruchy transferowe. Ale przejdźmy do składu personalnego Sacramento Kings.
Roster:
PG: Darius Acuff Jr. | Ben Simmons | Elfrid Payton | Emanuel Sharp
SG: Zach LaVine | Malik Monk | Daeqwon Plowden
SF: DeAndre Hunter | Nique Clifford | Alex Karaban
PF: Keegan Murray | Precious Achiuwa | Jonathan Mogbo (TW)
C: Domantas Sabonis | Maxime Raynaud | Dylan Cardwell
Coach: Doug Christie
Co się zmieniło? Odejście duetu weteranów - Westbrook i DeRozan, a w ich miejsce Kings podpisali dwójkę Simmons i Payton. Czy to zmiana na plus? Śmiem wątpić. Szczególnie iż forma obu tych koszykarzy to tylko nasze domysły, gdyż nie widzieliśmy ich w NBA w poprzednich rozgrywkach. Natomiast najważniejszym dodanym elementem do drużyny jest 7 wybór w tegorocznym drafcie - Darius Acuff Jr. Sacramento ma właśnie na swoim nowym rozgrywającym oprzeć przebudowę, być ich zabezpieczeniem na przyszłość. Acuff to energiczny, szybki, chcący grać jeden na jeden guard. Podczas Summer League pokazał się jako dobry "scorer", lecz z elementami typowej jedynki było trochę gorzej. Często tracił piłkę, co nie za dobrze wyglądało w stosunku do małej liczby asyst.
Na ten moment w składzie Kings prym powinien wieść duet LaVine - Sabonis. Zach to najlepiej punktujący koszykarz drużyny w poprzednich rozgrywkach (19.2 PPG), a Domantas to maszynka do double-double, notując 12 takich występów w 19 meczach, a jego średnie to 15.8 PPG i 11.4 RPG. Jednak ich obecność przez cały sezon stoi pod znakiem zapytania, a już teraz sporo mówi się o potencjalnej wymianie z udziałem litewskiego środkowego, który jest łakomym kąskiem. Dla LaVine'a to ostatni rok umowy wartej blisko 49 mln $, a kontrakt Sabonisa obowiązuje jeszcze przez dwa lata (94 mln $). W drugim szeregu stoi natomiast banda młodych zawodników na czele z Keeganem Murrayem. Skrzydłowy miał być jednym z najważniejszych elementów odradzających się Kings, jednak po świetnym rookie sezonie jego rozwój wyhamował. Rok temu podpisał lukratywny, wart 140 milionów dolarów kontrakt, ale poprzednie rozgrywki były dla niego krótko mówiąc nieudane. Przez kontuzję kostki rozegrał tylko 23 spotkania, notował solidne 14 punktów na mecz, lecz jego skuteczność była słaba. Przez całą swoją karierę w NBA, Murray przyzwyczaił nas, że jest przyzwoitym strzelcem zza łuku. Sezon temu trafił jednak tylko niecałe 28% za trzy! Nadchodząca kampania będzie więc zatem bardzo ważna i pokaże, czy jego talent ma w dalszym ciągu szansę się rozwinąć, czy raczej już widzieliśmy najlepszą wersję Keegana.
Poza Murray'em wypada wspomnieć o trójce drugoroczniaków - skrzydłowym Cliffordzie oraz podkoszowych: Raynaud i Cardwellu. Gdy dostali więcej okazji do gry w poprzednim sezonie, to wykorzystali ją w dobry sposób. Ten rok powinien być zatem kontynuacją rozwoju tych koszykarzy. Każdy z nich jest młody, utalentowany, a przede wszystkim różnią się od siebie w swoich mocnych stronach. Clifford to inteligenty zawodnik, który solidnie radzi sobie po obu stronach parkietu. Raynaud to zdecydowanie center z "miękkim nadgarstkiem" nie bojący się rzucić z prawie każdego miejsca na parkiecie. Natomiast Cardwell to fizyczny podkoszowy, który może w przyszłości stać się bardzo dobrym zbierającym. Nie straszna mu też walka pod obręczą.
Oczywiście warto wspomnieć kilka słów o powrocie Bena Simmonsa. Po roku absencji w lidze, wraca ze statusem zawodnika po swoim prime. Od zawsze miał problemy rzutowe, ale po wymianie do Nets poziom jego gry spadł na łeb, na szyję, a głowa po prostu nie pozwalała sprostać oczekiwaniom. Brak odwagi w dążeniu do zdobywania punktów odbił się szerokim echem w środowisku NBA. Jeśli jednak Simmons jest mentalnie gotowy do powrotu, to może być cennym zawodnikiem w rotacji Kings. Przecież nie bez powodu jest trzykrotynym all-starem czy jednokrotnie był wybierany do All-NBA.
Największą bolączką Sacramento w ostatnich latach jest gra w obronie. I w tej kwestii również można spodziewać się, że Simmons może być istotnym elementem. Kiedyś elitarny defensor, jeśli choćby zbliży się do tego poziomu, to z miejsca powinien stać się najważniejszym obrońcą. Problem jednak może być złożony bardziej niż nam się wydaje. Nie uważam że coach Christie to odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku, i czy w ogóle potrafi stworzyć system, w którym nie defensywa nie będzie przeciekać; (w poprzednim sezonie Kings byli 27 atakiem i 28 obroną). Choć na pewno wpływ na to ma również skład koszykarzy jakim dysponuje organizacja.
Wydaje się więc, że kibice Sacramento muszą uzbroić się w cierpliwość i przetrwać kolejny sezon walki o nic. Nawet przy grze ponad stan, w mojej opinii, trudno będzie tej drużynie powalczyć o play-inny. Podejrzewam również, że jeszcze przed trade deadline z zespołem pożegna się Sabonis, w którego miejsce Kings mają dwóch obiecujących koszykarzy, a być może również i LaVine. Warto celebrować każde odpalenie " The Beam" bo takich okazji w tym sezonie może nie być wcale tak dużo.

















