Górnik Zamek Książ Wałbrzych zrobił swoje - AMW Arka Gdynia w opałach

AMW Arka Gdynia walczy o życie w Orlen Basket Lidze, ale w Wałbrzychu napotkała rozpędzony Górnik Zamek Książ Wałbrzych, który po słabszym początku rozkręcił się na dobre i nie pozostawił złudzeń. Gospodarze, napędzani dopingiem hali Aqua-Zdrój, kontrolowali mecz od drugiej kwarty, a w ostatniej części spotkania mogli już myśleć o kolejnym starciu ze Śląskiem Wrocław. Arka natomiast musi liczyć na ostatnią kolejkę, by przedłużyć swój ligowy byt.
Arka rozpoczęła mecz dosyć optymisytcznie — w końcu przypomnijmy, że wciąż walczy o być albo nie być w Orlen Basket Lidze. Już na początku zespół gości wypracował sobie przewagę 9-2, co było sygnałem, że Górnik Wałbrzych może nie mieć dzisiaj łatwej przeprawy. Goście zaczęli spotkanie od trzech celnych rzutów za trzy punkty, z czego dwie trafił Daniel Szymkiewicz. Z każdą kolejną minutą pierwszej kwarty gospodarze jednak coraz bardziej się rozkręcali. Największym problemem Gdynian była defensywa — Górnik czuł się w ataku bardzo swobodnie, momentami wręcz bawiąc się ofensywnymi akcjami. W ataku imponował Patton, a Górnik wyglądał na drużynę, która po słabszym początku wreszcie się obudziła. Goście nie odpuszczali i walczyli, a tempo meczu było dość wysokie. Ostatecznie jednak pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 23-17. Obrony w tej części gry praktycznie nie było. Przypomnijmy, że zespół gości grał także w osłabieniu: brak Łukasza Kolendy i Nemanji Nenadicia. W spotkaniu nie wystąpił również Stefan Djordjević.
W drugiej kwarcie zespół Górnika Wałbrzych kontynuował dobrą grę w ataku. Zawodnicy gospodarzy byli pewni siebie, a hala tylko dodatkowo ich napędzała głośnym dopingiem. Arka kompletnie nie radziła sobie w obronie — mimo że poziom spotkania był wysoki, to defensywy po stronie gdynian po prostu nie było. Po punktach Grzegorza Kulki trener zespołu z Gdyni musiał poprosić o przerwę, próbując zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. Jednak po przerwie obraz gry nie uległ większej zmianie. Górnik nadal świetnie radził sobie w ofensywie, a obrona Arki wciąż nie była na odpowiednim poziomie. A przecież jeśli chcesz utrzymać się w lidze, a nie potrafisz postraszyć rywala agresywną defensywą, to daleko nie zajedziesz. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Górnika Wałbrzych 42-34. Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Ikeon Smith, który do przerwy zdobył 10 punktów. Po stronie Arki najwięcej, bo 9 punktów, miał na koncie Jakub Garbacz. Warto również po stronie gospodarzy docenić Dariusza Wykę, który imponował pod koszem — zanotował 7 punktów i aż 7 zbiórek.
A co wydarzyło się po przerwie? Górnik wrzucił wyższy bieg. Swoje show w hali Aqua-Zdrój rozpoczął Toddrick Gotcher, który dwa razy z rzędu trafił zza łuku, a przewaga gospodarzy wzrosła do czternastu punktów. Trener Bartosz Sarzało nie zwlekał — natychmiast poprosił o przerwę na żądanie. Ale czy gospodarze się tym przejęli? Absolutnie nie. Drużyna z Wałbrzycha po prostu robiła swoje. Piłka świetnie krążyła po obwodzie, a Gotcher kontynuował swoje popisy. Arki w tej kwarcie praktycznie nie było — wyglądało to tak, jakby zespół gości po prostu pogodził się z losem. Przed ostatnią kwartą gospodarze prowadzili już 60-45.
Ostatnia kwarta tego spotkania to było już klasyczne „kopanie leżącego”. Arka miała dość. Dosłownie. Drużyna Andrzeja Adamka po prostu bawiła się koszykówką, a po efektownym wsadzie Janisa Berzinsa na 70-49 stało się jasne, że Arka tego meczu już nie wygra. Brakowało energii, brakowało wiary. To jak klasyczne stwierdzenie: kiedy przyjeżdżasz do takiej hali jak w Wałbrzychu, gdzie doping jest prawdziwym motorem napędowym drużyny, nie możesz tak grać. Od pierwszych minut musisz być na maksymalnych obrotach. A Arka wyglądała, jakby coś oszczędzała. Tylko… kiedy? Kiedy, jeśli nie teraz? Wygląda jednak na to, że Arka postanowiła przedłużyć emocje związane z walką o utrzymanie i zaatakować w ostatniej kolejce. Czy ten plan się powiedzie? Przekonamy się za kilka dni. Górnik z kolei po prostu zrobił swoje — wyszedł, zagrał dobrze zarówno w ofensywie jak i w defensywie, dopracował formę przed play-offami. Kibicom Górnika w ostatniej kwarcie momentami zaczęło się… nudzić. Przewaga była bezpieczna, mecz rozstrzygnięty, więc trybuny już myślami wybiegały do najbliższego spotkania ze Śląskiem Wrocław. Śpiewali przyśpiewki o odwiecznym rywalu — i trudno im się dziwić. Emocje związane z kolejnym pojedynkiem już zaczynały buzować w Aqua-Zdroju, choć na parkiecie wszystko było jasne. Górnik Zamek Książ Wałbrzych wygrał ostatecznie z AMW Arką Gdynia 84-63. Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Ikeon Smith, zdobywca 16 punktów i autor 5 asyst. Po stronie Arki najwięcej punktów rzucił Jakub Garbacz — zakończył mecz z dorobkiem 12 punktów.
Punktowali:
Górnik Zamek Książ Wałbrzych: Ikeon Smith 16, Aleksander Wiśniewski 12, Toddrick Gotcher 11, Maciej Bojanowski 11, Grzegorz Kulka 10, Dariusz Wyka 7, Janis Berzins 6, Piotr Niedźwiedzki 5, Joshua Patton 4, Kacper Marchewka 2
AMW Arka Gdynia: Jakub Garbacz 12, Daniel Szymkiewicz 11, Adam Hrycaniuk 11, Jordan Watson 8, Sage Tolbert Iii 7, Ivan Gavrilović 6, Adrian Bogucki 4, Wiktor Sewioł 2, Filip Kowalczyk 2















