Maciej Bojanowski: Chciałem grać w koszykówkę! Nie chciałem już siedzieć z boku

Maciej Bojanowski zadomowił się w Wałbrzychu na dobre. Spędził tu już trzy lata i zostanie na dwa kolejne. Czy zamierza grać w biało-niebieskich barwach do sportowej emerytury? Jakiego "Bojana" zobaczymy na boisku w nadchodzącym sezonie i czy trener Arnau Moreno to faktycznie hiszpański Kiler? - o to i wiele więcej zapytaliśmy Maćka w przedsezonowym wywiadzie.
Paweł Mataczyński: Maciej to już Twój trzeci, a w zasadzie czwarty sezon, licząc rozgrywki 2020/21 w 1 lidze, w barwach Górnika. Czy Wałbrzych w czymś przypomina Ci rodzinny Białystok?
Maciej Bojanowski: Nie, nie… Zupełnie inny klimat, inne krajobrazy, ale bardzo dobrze czuję się w Wałbrzychu. Będąc tutaj już w pierwszej lidze, nie zaznałem co prawda tego smaku gry na hali Aqua Zdrój wypełnionej kibicami, bo z uwagi na pandemię trybuny musiały być puste, dlatego jak tylko dowiedziałem się, że jest propozycja gry w ekstraklasie dla Górnika, długo nie zwlekałem z podjęciem decyzji – chciałem wrócić. Poza tym nawiązałem tu mnóstwo fajnych relacji z ludźmi. Zarówno ja, jak i moja rodzina bardzo dobrze czujemy się w Wałbrzychu.
Jak Ci się mieszka wśród otaczających Wałbrzych pasm górskich? Korzystasz z możliwości pieszych wycieczek lub sportów zimowych?
Nie – kompletnie tego nie robię, jeżeli chodzi o sporty zimowe. Czasami jakiś spacer z synem, ale jakiś większych gór nie wybieramy, bo przy małych dzieciach ten wózek trzeba pchać, a to zaraz „nóżki bolą” i tak dalej… Dlatego wybieramy bardziej tereny płaskie i eksplorujemy województwo dolnośląskie.
Już na początku czerwca, jako jeden z pierwszych podpisałeś nową, dwuletnią umowę. Sam niejednokrotnie podkreślałeś, że bardzo cenisz trenera Adamka i wałbrzyski klub jako organizację. Czy zakładasz scenariusz w którym reprezentujesz biało-niebieskie barwy aż do sportowej emerytury?
Oj aż tak daleko nie wybiegam w przyszłość. Chcę najlepiej wypełnić te dwa lata i jak najwięcej osiągnąć tutaj – drużynowo. Poza tym rozwinąć się indywidualnie i walczyć dla tego miasta przez dwa sezony, a co będzie dalej? – to zobaczymy.
W pierwszym ekstraklasowym sezonie razem z drużyną zdobyliście Puchar Polski, lecz Ty cały turniej byłeś zmuszony oglądać z ławki. Jak dla Ciebie smakowało to zwycięstwo? Czy to była słodycz wygranej czy jednak gorycz, że nie mogłeś wspomóc kolegów w walce na boisku?
Bardzo cieszyłem się z tego zwycięstwa w Pucharze Polski, ale tak jak powiedziałeś, nie mogłem pomóc kolegom w tym, de facto najważniejszym momencie, czyli w tych trzech decydujących meczach, w których faktycznie zdobyli Puchar. Na pewno było to ciężkie mentalnie, aczkolwiek cieszyłem się zwycięstwem drużyny i tym, że dołożyłem wcześniej swoją „cegiełkę” do tego, aby dostać się do Pucharu Polski. Można powiedzieć, że po prostu koledzy dopełnili dzieła.
Zarówno Twój pierwszy jak i drugi sezon w Górniku były naznaczone dla Ciebie piętnem kontuzji i próbą odbudowania formy po powrocie. Czy jesteś gotowy do gry i trudów pełnego, trzeciego sezonu? Jakiego "Bojana" będziemy mogli oglądać na boisku?
Jestem dobrze przygotowany, przepracowałem bardzo dobrze off-season, wzmocniłem swoje ciało, popracowałem nad moimi mankamentami i przede wszystkim pracowałem z myślą, żeby ten sezon był dla mnie przede wszystkim zdrowy. Żebym przegrał cały sezon, wszystkie mecze, bez żadnej kontuzji – bo to na pewno wybija z rytmu i już nie chciałbym tego po raz kolejny przechodzić. Aczkolwiek należy pamiętać, że sport jest nieprzewidywalny i z tyłu głowy zawsze zostaje ta myśl o kontuzji, ale jak najdalej ją odpycham i chcę się cieszyć kolejnymi treningami - tym, że jestem zdrowy i że mogę grać kolejne mecze.
Po powrocie do składu w drugiej połowie zeszłego sezonu widać było w Tobie głód gry i choć może nie wszystko wychodziło tak jak miało, na parkiecie dawałeś z siebie bardzo dużo. Co Cię motywowało do gry z takim poświęceniem? Miałeś coś do udowodnienia?
Nie – po prostu chciałem grać w koszykówkę! Nie chciałem już siedzieć z boku, nie chciałem już dopingować kolegów z ławki. Chciałem pomóc drużynie na parkiecie i być częścią drużyny w walce z kolejnymi rywalami. To właśnie z tego wynikał ten „głód”, bo gra w koszykówkę to nasze życie i robimy to codziennie. Jeżeli to jest zabrane na jakiś okres czasu, to ten tzw. „głód” narasta i narasta i później jest taka eksplozja, jak już w końcu można wyjść na boisko i znów poczuć się dobrze.
Na trzeci sezon w Wałbrzychu z pierwszorocznego składu zostało Was tylko trzech. Dariusz Wyka, Ike Smith i Ty. Kogo z byłych klubowych kolegów najbardziej Ci brakuje? Z kim miałeś najlepsze relacje, a kto był najbardziej przydatny na boisku?
Hmm dobre pytanie… Myślę, że każdy sezon jest inny. W pierwszym mieliśmy bardzo fajną ekipę. W drugim również, ale był naznaczony bardzo mocnymi kontuzjami, więc nie mogliśmy pokazać swojego pełnego potencjału – tak mi się wydaje.
Każdy sezon przynosi nowe znajomości, nowe związywane przyjaźnie, więc skupiam się na tym by z tymi ludźmi, którzy są tu i teraz nawiązać takie relacje, jakie nawiązałem z ludźmi w tamtych poprzednich sezonach. Mam nadzieję, że z byłymi klubowymi kolegami jeszcze gdzieś się spotkamy na koszykarskich parkietach, ale obecnie skupiamy się na budowaniu ducha drużyny – „team spirit” – żeby ten sezon był dla nas bardzo dobry i każdy przychodził z uśmiechem na twarzy na kolejny trening lub mecz.
Przed sezonem 2026/27 trener Adamek zrobił rewolucję w składzie. Przebudowano rotację zagranicznych graczy ale również Polski trzon drużyny. Jak, z Twojej perspektywy zawodnika, wygląda nowy skład Górnika? Jakie macie cele na ten sezon?
Na razie uczymy się siebie nawzajem, spędzamy mnóstwo czasu razem na treningach, mamy wspólne obiady, organizujemy wspólne wyjścia, więc wykorzystujemy ten okres przygotowawczy żeby poznać siebie nawzajem, zobaczyć kto jakie ma nawyki, jak funkcjonuje w zespole. Zgrupowanie zaczęliśmy siedem tygodni przed pierwszym oficjalnym meczem i myślę, że z każdym kolejnym dniem coraz lepiej się poznajemy. W sezonie spędzamy razem około 10 miesięcy, więc drużyna to musi być kolektyw – tak, żebyśmy siebie doskonale poznali i żeby każdy miał świadomość, że jeden za drugiego pójdzie w ogień.
Macie zdecydowanie najwyższy skład w całej lidze – a waszą średnią zaniża tylko Mike Scott. Przewaga wzrostu będzie waszym największym atutem?
Czas pokaże. Myślę, że taki był zamysł trenera. Koszykówka poszła w kierunku fizyczności i atletyczności. My na pewno będziemy mieli różne rozwiązania na naszą grę, ale pytanie o to czym trener kierował się budując tegoroczną drużynę, należałoby by zadać właśnie jemu. My, tak jak powiedziałeś, mamy ten „size” i będziemy starali się go wykorzystać najlepiej jak potrafimy.
Nowym elementem wałbrzyskiej układanki jest również trener przygotowanie motorycznego, Arnau Moreno. Jak współpracuje Ci się z hiszpańskim szkoleniowcem?
Jak do tej pory – naprawdę świetnie! To jest człowiek z ogromną wiedzą i przy okazji niezłym poczuciem humoru, więc momentami jest śmiesznie, ale jak trzeba zrobić robotę – robimy robotę. W treningu jest trochę nowości dla nas i takiej nazwałbym to świeżości – czego potrzebowaliśmy i mam nadzieję, że będziemy bardzo dobrze przygotowanie do nowego sezonu.
Przed przyjazdem do Wałbrzycha trzy lata spędziłeś we Włocławku. Anwil to polska topka, praktycznie co sezon celującą w najwyższe cele. To również jedni z najbardziej zagorzałych koszykarskich kibiców. Czy "Wałbrzyski kocioł" jest równie wymagający? Czy czujesz presję gry przed pełną halą?
Ja bardzo dobrze się czuję w takich warunkach i pod taką presją. Grałem, tak jak wspomniałeś, trzy lata we Włocławku, gdzie co mecz był naprawdę gorący doping i tutaj jest to samo – kibicowsko TOP! Jak się wychodzi na parkiet jest takie uczucie, jakbyśmy wypili jakiś „Potion many” dodatkowy i jest tej energii naprawdę dużo. Czasami nie ma już siły, ale doping nas niesie. Ktoś z pierwszy rzędów, krzyknie coś motywującego, więc na pewno interakcja i kibice są w Wałbrzychu na duży plus. A jeżeli mówimy o presji to tylko takiej, żeby tym wszystkim wiernym kibicom dać na boisku jak najlepszy spektakl na jaki zasługują.
Gdy jesteśmy przy kibicach to może na zakończenie chciałbyś przekazać im jakąś wiadomość przed nadchodzącym sezonem?
Bądźcie z nami! Wspierajcie nas przez cały sezon! Wiem, że to robicie przez wszystkie sezony, ale w tym również będziemy potrzebowali Waszego wsparcia. Jeździjcie z nami przez całą Polskę – my to czujemy, my to bardzo mocno doceniamy. Jest mało ośrodków, które tak licznie jeżdżą na wyjazdy i które tak licznie dopingują przez cały mecz na najwyższych obrotach, dlatego wieki ukłon dla Was, bo robicie fantastyczną robotę zarówno dla naszego klubu, jak i na całą PLK.

















