Niespodzianka w ćwierćfinale! Zastal podejmie Śląsk w półfinale!

Ćwierćfinałowy pojedynek Pucharu Polski pomiędzy Kingiem Szczecin a Zastalem Zielona Góra miał mieć wyraźnego faworyta. Lider ORLEN Basket Ligi przystępował do spotkania po efektownym zwycięstwie nad Anwilem Włocławek i na papierze dysponował znacznie większym potencjałem, tym bardziej że rywale przyjechali osłabieni brakiem jednej ze swoich największych gwiazd - Jakuba Szumerta. Zastal był z kolei świeżo po porażce z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Boisko napisało jednak zupełnie inny scenariusz. Zespół z Zielonej Góry zagrał mecz kompletny i już w ćwierćfinale wyeliminował głównego kandydata do trofeum.
King Szczecin - niewykorzystane atuty i ofensywna bezradność
Szczecinianie od pierwszych minut sprawiali wrażenie drużyny, która nie potrafi narzucić własnych warunków. Największym problemem była organizacja gry w ataku - ponownie ogromny ciężar kreowania akcji spadł na nielicznych zawodników, a repertuar skutecznych zagrań ofensywnych okazał się bardzo ograniczony. Pick and rolle Jovana Novaka i Nemanji Popovicia były skutecznie odcinane, co całkowicie zaburzyło rytm ofensywy. Zespół nie wykorzystywał swoich atutów rzutowych, a przewaga fizyczna w strefie podkoszowej i na półdystansie pozostała jedynie teoretyczna. Brakowało koncentracji, co przekładało się na proste straty i kolejne łatwe punkty rywali. W praktyce trudno wskazać więcej pozytywów poza postawą Noaha Freidela, Jeremy’ego Roacha i momentami Nemanji Popovicia. Również w defensywie King nie potrafił wejść na poziom, który mógłby przełamać świetnie funkcjonującą ofensywę Zastalu. Była fizyczność i poprawne fragmenty gry, ale zbyt często po dobrych sekwencjach przychodził jeden błąd lub chwila nieuwagi, które kończyły się punktami przeciwnika. W końcówce, gdy trzeba było gonić wynik, problemy w ataku tylko się nawarstwiały.
Zastal Zielona Góra - taktyka i liderzy w wielkiej formie
Zastal zagrał mecz, w którym niemal wszystko funkcjonowało zgodnie z planem. Kluczowa okazała się praca sztabu szkoleniowego - skauting nie zawiódł, a Arkadiusz Miłoszewski doskonale przygotował zespół na najmocniejsze elementy ofensywy Kinga. Odcinanie pick and rolli Novaka i Popovicia przyniosło efekt identyczny jak w meczu Kinga z Czarnymi Słupsk sprzed dwóch tygodni - całkowite rozbicie ofensywnego rytmu szczecinian. W ataku zielonogórzanie byli niezwykle płynni i skuteczni. Andrzej Mazurczak imponował zarówno jako kreator gry, jak i egzekutor, biorąc odpowiedzialność w kluczowych momentach. Chauvaughn Lewis kreował akcje z niczego i sprawiał, że jego partnerzy wyglądali lepiej, a Patrick Cartier zanotował niemal bezbłędny występ. Ogromne znaczenie miała także grupa zadaniowców, którzy perfekcyjnie wypełniali swoje role. Zastal potrafił punktować na wiele sposobów - trafiał z dystansu, skutecznie atakował obręcz i konsekwentnie wykorzystywał każdą chwilę dekoncentracji rywali. Wszystko to bez Jakuba Szumerta, co jeszcze mocniej podkreśla skalę tego sukcesu.
Podsumowanie
Ćwierćfinał Pucharu Polski przyniósł jedną z największych niespodzianek obecnego sezonu. Faworyzowany King Szczecin nie potrafił znaleźć odpowiedzi na świetnie przygotowany taktycznie i znakomicie dysponowany Zastal Zielona Góra. Zielonogórzanie awansowali do półfinału, w którym w sobotę zmierzą się z WKS Śląskiem Wrocław, natomiast szczecinianom pozostaje skupić się na rozgrywkach ligowych - los chciał, że już 5 marca ponownie zagrają z Zastalem, tym razem w Zielonej Górze. Ten mecz będzie dla lidera ORLEN Basket Ligi nie tylko okazją do rewanżu, ale przede wszystkim do udzielenia odpowiedzi na pytania, które pojawiły się po sensacyjnej pucharowej porażce.















