Przegląd Arsenału: Zastal Zielona Góra

Piątkowy Przegląd Arsenału przenosi się do Zielonej Góry, gdzie rezyduje zespół obecnych wicemistrzów Polski. Trudno nie zacząć od tego, co wydarzyło się kilka miesięcy temu, bo sezon 2025/26 był dla zielonogórzan czymś znacznie więcej niż po prostu udaną kampanią. Zespół trenera Arkadiusza Miłoszewskiego dotarł aż do finału Orlen Basket Ligi, gdzie w walce o złoto postawił się Legii Warszawa i doprowadził serię do siedmiu spotkań. Ostatecznie mistrzostwo zostało w stolicy, ale srebrny medal dla Zastalu był ogromnym sukcesem. I właśnie dlatego nowy sezon będzie dla tej drużyny znacznie trudniejszy. Niekoniecznie ze względu na terminarz czy poziom ligi, ale ze względu na oczekiwania. Zastal nie jest już underdogiem, który może pozytywnie zaskoczyć. Teraz wszyscy będą chcieli sprawdzić, czy poprzedni sezon był początkiem czegoś większego, czy może jednorazowym wyskokiem.
O poprzednim sezonie słów kilka
Ostatni sezon był dla Zastalu historią o tym, jak daleko można zajść, kiedy drużyna zaczyna funkcjonować jako całość. Zielonogórzanie nie mieli może najbardziej efektownego składu w lidze, ale mieli coś, co w meczach o najwyższą stawkę często okazywało się najważniejsze - charakter. Wystarczy przypomnieć pierwszy mecz finału. Zastal przegrywał z Legią przez cały mecz, ale w czwartej kwarcie odrobił straty i wygrał w Warszawie po trójce Chavaughna Lewisa. Kilka dni później przegrał wysoko, by po powrocie do Zielonej Góry odpowiedzieć kolejnymi zwycięstwami. W szóstym meczu, przy stanie 2:3, Conley Garrison trafił niemal niemożliwy rzut na 1,7 sekundy przed końcem i doprowadził serię do decydującego spotkania. To właśnie takie momenty najlepiej opisują Zastal z poprzedniego sezonu. Nie zawsze grał pięknie. Nie zawsze był lepszy. Ale bardzo często znajdował sposób, żeby zostać w meczu. Przez cały poprzedni sezon Zastal miał jednak problemy, które z pewnością były dla trenera Miłoszewskiego ważnymi wskazówkami przy budowie składu na nadchodzące rozgrywki. Przede wszystkim - problemy na pozycji centra. Zielonogórzanie korzystali z czterech zawodników na tej pozycji: Phila Fayne'a, Krzysztofa Sulimy, Dwighta Wilsona oraz Sagaby Konate, którego wkład w miniony sezon był symboliczny po katastrofalnej kontuzji odniesionej w meczu z Kingiem Szczecin w Pucharze Polski. Dwight Wilson dołączył do zespołu dopiero w połowie marca, dlatego przez większość sezonu kibice z Zielonej Góry oglądali duet Fayne - Sulima, który momentami był ciężki do przetrawienia. Phil Fayne, mistrz Polski z 2023 roku, miał przynieść jakość, atletyzm i eksplozywność pod koszem, a przyniósł przede wszystkim ogromną liczbę niepotrzebnych fauli oraz rozczarowania zarówno na zbiórce, jak i w wykańczaniu spod obręczy. Do tego te rzuty wolne... Eh. Krzysztof Sulima nie był odpowiedzią na większość problemów Zastalu, przez co na pozycji centra istniała spora dziura. Do przyjścia Chavaughna Lewisa pod koniec listopada 2025 roku Zastal miał również ogromne problemy z punktowaniem. Zawodziła przede wszystkim niekonsekwencja zawodników, od których oczekiwano zdobyczy punktowych, choć samo rozegranie było jednym z niewielu elementów, na które trudno było narzekać. Niekonsekwencja w ataku i dziura na centrze zdefiniowały początek sezonu zielonogórzan. Z czasem oba problemy były jednak coraz lepiej załatane - zarówno dzięki zwyżkom formy takich zawodników jak Jakub Szumert i Conley Garrison, jak i transferom trenera Miłoszewskiego, takim jak Chavaughn Lewis.
Mniejsza rola polskiej rotacji
Trener Miłoszewski zachował sporą część polskiej rotacji, ale strata Jakuba Szumerta sprawia, że jej znaczenie w nadchodzącym sezonie będzie nieco inne. Jego wyjątkowy wkład - 13,2 punktu, 6,5 zbiórki i ponad 25 minut na mecz trudno będzie zastąpić jednym zawodnikiem. Szumert dawał Zastalowi nie tylko produkcję, ale też fizyczność, wszechstronność i możliwość grania na kilku pozycjach. Jego odejście (i niezastąpienie żadnym innym polskim zawodnikiem podobnego kalibru) siłą rzeczy zwiększa więc odpowiedzialność zagranicznej części składu. Nadal najważniejszym polskim fundamentem pozostanie jednak duet Andrzej Mazurczak - Arkadiusz Miłoszewski, i to od tego fundamentu zależeć będzie także gra zagranicznej rotacji, bowiem to właśnie zrozumienie z Mazurczakiem stanowi podstawę składu w myśli trenera Miłoszewskiego. Doświadczenie Filipa Matczaka i Krzysztofa Sulimy powinno być z kolei uzupełnieniem rotacji tam, gdzie będzie tego wymagała sytuacja. Powrót Jana Wójcika oraz młody Miłosz Majewski dają natomiast dodatkowe opcje, a Jakub Galewski będzie kolejnym młodym zawodnikiem, który przy trenerze Miłoszewskim może spokojnie rozwijać się i zbierać doświadczenie - tak jak wcześniej robił to Szumert. Polska rotacja nadal będzie więc fundamentem Zastalu, ale po odejściu Szumerta jej ciężar gatunkowy będzie mniejszy. Jeszcze więcej będzie musiało przyjść z zagranicy. Jedno pozostaje jednak niezmienne - jeśli Mazurczak i Miłoszewski będą dalej dobrze funkcjonować jako duet trener-rozgrywający, Zastal nadal będzie miał solidne podstawy do realizowania swojego planu na parkiecie w obecności świetnych obcokrajowców a także Polaków z bardziej zadaniowym trybem gry i ograniczonym czasem na parkiecie.
Conley Garrison zostaje!
Pozostanie Conleya Garrisona to jedna z najważniejszych decyzji przy budowie nowego Zastalu. Amerykanin z każdym miesiącem poprzedniego sezonu rósł w znaczenie, a w play-offach zrobił kolejny krok. Nie chodziło już tylko o prowadzenie gry i dostarczanie asyst - Garrison coraz częściej brał na siebie odpowiedzialność za wynik, czego najlepszym dowodem był finał z Legią. To właśnie wtedy jego znaczenie dla Zastalu stało się najbardziej widoczne, a trafienie za trzy na 1,7 sekundy przed końcem szóstego meczu jest momentem, który najlepiej podsumowuje jego rozwój. Jeśli Conley Garrison ustabilizuje formę w rozgrywkach sezonu regularnego, i będzie takim Conleyem Garrisonem jakim był w playoffach, to Zastal będzie miał do dyspozycji wybitnego combo guarda, który dostarczy im ponownie wielu eksplozji radości.
Nowy lider?
Największym znakiem zapytania, a zarazem największą nadzieją, jest Trazarien White. 25-letni Amerykanin ma 198 centymetrów wzrostu i może grać zarówno jako rzucający, jak i niski skrzydłowy. To zawodnik, którego charakterystyka zdecydowanie różni się od typowego zadaniowca, bowiem "nie czeka na piłkę w rogu", tylko aktywnie partycypuje w grze i jest w stanie samemu wykreować sobie okazję. White ma przede wszystkim budować przewagę. Zastal potrzebował kogoś, kto w sytuacji, gdy akcja się rozsypie, będzie potrafił wziąć piłkę do ręki i zrobić coś samemu. W poprzednim sezonie ekipa z Zielonej Góry miała z tym problem, który leczony był hero-ballem choćby Chavaughna Lewisa, a White właśnie do takiej roli wydaje się być przygotowywany. Nie będzie musiał być jedynym kreatorem, bo obok ma Mazurczaka i Garrisona. Ale jeśli jego transfer wypali, Zastal zyska zawodnika, którego w poprzednim sezonie momentami brakowało, co z pewnością doda jakości nawet w tych najbardziej chaotycznych momentach.
Spacing po francusku
Drugim bardzo ciekawym elementem jest Gauthier Denis. 29-letni Francuz przychodzi do Polski po latach spędzonych w swojej ojczyźnie i ma dać trenerowi Miłoszewskiemu coś niezwykle istotnego - rzut z dystansu i grę bez piłki. Denis ma doświadczenie z Paris Basketball, z którym wygrał EuroCup w 2024 roku, co pozytywnie rokuje pod względem gry Zastalu w europejskich rozgrywkach. Ma on być zawodnikiem grającym jako trójka, mogącym być w każdej chwili przesuniętym na pozycję nr 4 - przypomina to postać Patricka Cartiera, który tak samo był uzdolnionym shooterem grającym jako 3-4. To transfer, który może często bardzo niepozornie wyglądać w statystykach, ale okazać się niezwykle ważny dla całej ofensywy. Jeżeli obrona będzie musiała respektować jego rzut, więcej miejsca dostaną White, Garrison czy Mazurczak, przy czym ci dwaj ostatni panowie już udowodnili, co potrafią zrobić z przestrzenią przeciwko nawet najlepszym zespołom ligi.
Niewiadoma z dużym sufitem
Tay Solomon to z kolei jeden z największych eksperymentów tego składu. Amerykanin przychodzi do Europy jako zawodnik, którego trener Miłoszewski będzie musiał dopiero wprowadzić do europejskiej koszykówki. Z jednej strony mamy więc niewiadomą, z drugiej - bardzo ciekawy profil. Solomon ma dawać przede wszystkim energię i atletyzm. Jeżeli szybko odnajdzie się w realiach PLK, może być jednym z tych zawodników, którzy zmieniają tempo meczu po wejściu z ławki, i zaskakują przeciwników efektownymi, nieszablonowymi zagraniami. Jeżeli nie - będzie potrzebował czasu, żeby dostosować się do zdecydowanie bardziej taktycznej i fizycznej koszykówki. To chyba największy znak zapytania nowej rotacji.
Jest i powrót
W przypadku Veljko Brkicia sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Serb wraca do Zielonej Góry, więc nie musi poznawać ani klubu, ani miasta, ani oczekiwań trenera. To ruch trochę wbrew trendowi ciągłego poszukiwania nowych twarzy. Po mocno przebudowanej zagranicznej rotacji dobrze mieć kogoś, kto już wie, gdzie jest i po co tutaj przyjechał. Brkić ma dać Zastalowi fizyczność pod koszem, walkę na tablicach i możliwość bardziej klasycznej gry w pomalowanym. Jest to bowiem zawodnik przede wszystkim stabilny - zarówno w ataku jak i w obronie. Jest to ruch zabezpieczający pozycję numer 5 przed tym, z czym Zastal musiał się mierzyć rok temu, czyli dziurą na centrze. Jego współpraca z obwodowymi Zastalu może przynieść sporo wizualnie "prostych" punktów, czy to po pick and rollach, czy przez jego wybitną umiejętność do ustawiania się i znajdowania miejsca pod koszem, połączoną z nieprzeciętną wizją Andy'ego Mazurczaka i Conleya Garrisona.
Ostatni element układanki
Na sam koniec pojawił się Beau Beech. Zastal po pierwszych tygodniach przygotowań uznał, że potrzebuje jeszcze jednego zawodnika na pozycji numer cztery. 32-letni Amerykanin ma 203 cm wzrostu i bardzo dobrze zna już polskie realia - w sezonie 2021/22 grał w Czarnych Słupsk, gdzie notował 13,8 punktu i 6,9 zbiórki, trafiając blisko 39 procent rzutów za trzy. To może być jeden z najbardziej logicznych transferów całego lata. Beech nie jest wyłącznie wysokim zawodnikiem. Jeżeli będzie skuteczny z dystansu, jego obecność pozwoli Zastalowi rozciągnąć parkiet i zmusić przeciwnika do bronienia większej przestrzeni. Kolejny zawodnik z rzutem, kolejny zawodnik zdolny do rozszerzania parkietu, co otwiera przede wszystkim nowe możliwości do gry obwodowym. Co prawda, nie oznacza to że zarówno Garrison jak i Mazurczak wraz z White'm będą teraz rzucać trójki co drugą akcję w ataku, bo wcale nie to jest mocą tej drużyny. Mocą tej drużyny jest to, że geniusz Mazurczaka i pomysłowość trenera Miłoszewskiego w teorii ma dużo więcej możliwości na skuteczną i różnorodną grę niż rok temu - a to z miejsca powinno przynieść zarówno dobre rezultaty na krajowym podwórku, jak i zapewnić kompetetywność w europejskich rozgrywkach.
Czym różni się ten Zastal od ubiegłorocznego?
Jeżeli spróbować znaleźć jedną rzecz, która może odróżniać nowy Zastal od zeszłorocznego, będzie nią właśnie indywidualna kreacja. Poprzedni zespół był bardzo mocno oparty na współpracy. Piłka krążyła, kilku zawodników mogło wziąć odpowiedzialność, a całość często wyglądała lepiej niż suma poszczególnych elementów. Teraz trener Miłoszewski wydaje się dokładać do tego drugą warstwę. White może atakować z piłką. Garrison może prowadzić grę. Denis i Beech mogą rozciągać parkiet. Solomon może atakować przestrzeń dzięki fizyczności, a pod koszem Zastal ma mieć więcej możliwości dzięki Brkiciowi i Wójcikowi. Nie oznacza to, że nagle zobaczymy zespół pełen indywidualności, a wręcz przeciwnie. Tak jak już wspomniałem, geniusz obwodowych Zastalu w połączeniu z wizją i szybką analizą trenera Miłoszewskiego powinien być w stanie wyciskać z tych zawodników to, co w danym momencie będzie najbardziej potrzebne i najbardziej efektywne. Trener Miłoszewski przygotował sobie szufladę pełną narzędzi, którą będzie mógł w dowolnej chwili naprawić każdą usterkę, a także zaskoczyć wykorzystaniem każdego z tych narzędzi w najmniej oczekiwanych sytuacjach - także przez przeciwników.















