Szymon Wójcik: Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się we Włocławku normą

- Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się we Włocławku normą - mówi Szymon Wójcik, zawodnik Anwilu. 26-latek wraca do Polski po sezonie spędzonym na Węgrzech i we Włocławku rozpoczyna kolejny etap swojej kariery.
W rozmowie z nami opowiada o pierwszych tygodniach przygotowań, ponownej współpracy z trenerem Vedranem Bosniciem i roli, jaką chce wypracować sobie w Anwilu. Pytamy również o doświadczenia z Węgier, dużą zmianę po przenosinach z Kinga Szczecin do Zastalu Zielona Góra oraz o ambicje włocławskiego zespołu na nadchodzący sezon. Wracamy też do historii jego ojca i czasów wielkiej rywalizacji Śląska z Anwilem.
Wiktor Bartkiewicz: Pół żartem, pół serio - jakie to uczucie założyć koszulkę Anwilu Włocławek, mając na plecach nazwisko Wójcik? Twój tata był przecież jedną z ważnych postaci Śląska w czasach wielkiej rywalizacji z Włocławkiem i trzykrotnie pokonywał Anwil w finale mistrzostw Polski.
Szymon Wójcik: A tak to bardzo ciekawa historia, bo, mój tata z Anwilem grał w finale 5 razy - 3 razy ze Śląskiem i 2 razy z Prokomem - i zawsze wygrywał. Nigdy nie byłem częścią zespołu z Sopotu lub Śląska Wrocław, a dołączam do klubu z Włocławka. Oczywiście postać taty ma duży wpływ na mnie, na to, jaką osobą i jakim koszykarzem jestem. Natomiast fantastyczna kariera taty i związane z nią klubowe animozje to odległa przeszłość, a ja skupiam się na własnej drodze. Uważam, że w tym momencie najlepszą decyzją dla mnie było założenie koszulki Anwilu Włocławek.
Masz 26 lat, a za sobą już dość ciekawą drogę - NCAA, kilka klubów w Polsce, reprezentację i pierwszy sezon zagraniczny. Jak sam patrzysz dziś na miejsce, w którym jesteś? Czujesz, że wchodzisz właśnie w taki etap kariery, w którym powinieneś zacząć grać swoją najlepszą koszykówkę?
Każdy sezon traktuję jako krok naprzód - dążę do tego, by grać na wyższym poziomie, brać na siebie większą odpowiedzialność i udowadniać swoją wartość w lidze. Przyjście do Anwilu to dla mnie naturalny etap tego rozwoju. Jestem gotowy, by zostać jedną z kluczowych postaci tej drużyny - zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym, tak na parkiecie jak i w szatni, realnie pomóc zespołowi.
Za Tobą pierwsze dwa tygodnie przygotowań w Anwilu. Jakie masz po nich pierwsze wnioski? Jest coś w tej drużynie, co już teraz szczególnie Ci się podoba albo daje Ci przekonanie, że możecie zbudować tutaj coś mocnego?
Pierwsze dwa tygodnie potwierdziły to, że trafiłem we właściwe miejsce. Bardzo pozytywnie oceniam poziom organizacji w klubie, wszyscy są bardzo skoncentrowani na swoich zadaniach, wszystko czego potrzebujemy jest na czas, ponadto kwestie sportowe także oceniam bardzo wysoko. Wiemy co chcemy osiągnąć w tym sezonie i od pierwszego treningu jesteśmy mocno zmotywowani do pracy.
Cieszy mnie także to, że w szatni jest dobra atmosfera, od pierwszych dni złapaliśmy świetne porozumienie. Ogromne wrażenie zrobili na mnie kibice, którzy pojawili się na hali parę dni temu, na jednym z treningów. Pokazali nam namiastkę tego, jak wielkim wsparciem będą dla nas w trakcie sezonu. Gra dla takiej społeczności daje ogromną satysfakcję.
W Szolnoku dołączyłeś do zespołu trenera Bosnicia już w trakcie sezonu. Teraz po raz pierwszy przechodzisz z nim cały okres przygotowawczy. Poznałeś go przez te tygodnie trochę z innej strony? Na co najmocniej zwraca uwagę, kiedy może od początku budować drużynę po swojemu?
Do zespołu w Szolnok dołączyłem w połowie sezonu i musiałem się do niego dopasować, szybko poznać kulturę gry i znaleźć tam swoje miejsce. Zespół był już „rozpędzony” i mniej czasu poświęcano na treningu na podstawy założeń taktycznych. Teraz widzę, jak wszystko jest budowane od podstaw i jak dużą uwagę trener zwraca na detale - zachowania w ataku i obronie, odpowiednie ustawienie czy cele, które mamy wyznaczone na dany trening lub mecz. Jest przy tym osobą niezwykle empatyczną i skoncentrowaną na zadaniu, wie czego chce i potrafi zmotywować nas do ciężkiej pracy, koncentracji na wygrywaniu. Od początku mamy jasno określone zasady i z dnia na dzień coraz lepiej funkcjonujemy jako zespół.
Zostańmy jeszcze na moment przy Węgrzech. Co przede wszystkim wyniosłeś z tego sezonu? Co ma dzisiaj w swojej grze Szymon Wójcik, czego nie miał jeszcze zawodnik, który rok temu wyjeżdżał z Polski?
Wydaje mi się, że przede wszystkim nauczyłem się większej cierpliwości w grze. Wcześniej byłem dużo bardziej nerwowy, chciałem zrobić bardzo dużo w ograniczonym czasie, który miałem na boisku. Po ostatnim sezonie zdałem sobie sprawę, że mogę wpływać tylko na rzeczy, które są pod moją kontrolą oraz, że nie da się grać bez popełniania błędów.
A jaki Anwil właściwie buduje teraz trener Bosnić? Jesteście dopiero na początku przygotowań, ale czy widać już na treningach cechy, które mają być znakiem rozpoznawczym tej drużyny?
Myślę, że przede wszystkim ma to być duża agresja w obronie i szybka, zespołowa gra w ataku. Zależy nam też na tym, żeby każdy w drużynie czuł się doceniony i żeby możliwości każdego zawodnika były odpowiednio wykorzystywane. Chcemy być drużyną przeciwko której nie gra się łatwo.
Chciałbym wrócić do Twojego poprzedniego sezonu w Polsce, bo oglądaliśmy wtedy właściwie dwie różne wersje Szymona Wójcika. W Kingu Twoja rola była mocno ograniczona, a po przenosinach do Zastalu dostałeś więcej minut i odpowiedzialności i od razu zacząłeś pokazywać znacznie więcej. Jak dzisiaj tłumaczysz aż tak dużą różnicę?
Dobrze wiedziałem, że będąc w Kingu Szczecin jestem tym samym Szymonem co w Zastalu Zielona Góra. Tak jak mówisz, w Szczecinie ograniczała mnie jednak rola.
W połowie sezonu przeniosłem się do Zastalu i mogłem pokazać, co tak naprawdę potrafię, kiedy dostałem więcej zaufania od trenera i tym samym minut na boisku. Pokazałem, że jestem w stanie pomagać zespołowi w wygrywaniu i osiąganiu lepszych wyników. Na papierze rzeczywiście wyglądało to więc jak dwie różne wersje mnie, ale ja czułem, że cały czas jestem tym samym zawodnikiem. Zresztą, moje zaawansowane statystyki w Szczecinie też były dobre, biorąc pod uwagę ilość minut, które dostawałem.
To, że w Szczecinie mieliśmy naprawdę świetnych graczy, reprezentantów Polski czy zawodników z doświadczeniem w bardzo dobrych europejskich ligach, bardzo mi pomogło w rozwoju. Ostatecznie przeniosłem się do Zastalu, gdzie mogłem pokazać zbierane miesiącami w Kingu doświadczenie.
W ostatnich sezonach miałeś okazję funkcjonować w bardzo różnych rolach. Jaką pozycję w zespole chciałbyś wypracować sobie w Anwilu Włocławek? Czego sam od siebie oczekujesz w tym sezonie?
Jestem gotowy na wzięcie dużej odpowiedzialności za wyniki, za wygrywanie. Moim celem jest zostanie osobą, na której można polegać w każdym momencie, zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Wierzę, że moje doświadczenie pozwoli mi także na wsparcie młodszych zawodników w ich rozwoju.
Koszykarsko oczekuję od siebie stabilizacji, opanowania i maksymalnego nastawienia na sukces zespołu. Po każdym spotkaniu chcę mieć pewność, że wykonałem swoją pracę na sto procent.
Anwil Włocławek przystępuje do tego sezonu po bardzo rozczarowujących poprzednich rozgrywkach. Nie było udziału w Pucharze Polski, nie było nawet play offów, a latem w klubie doszło do dużych zmian. Jako nowi zawodnicy czujecie, że ten sezon ma być dla Włocławka czymś więcej niż po prostu rozpoczęciem kolejnych rozgrywek - że jest tutaj potrzeba odbudowania pozycji klubu?
Na pewno wszyscy w zespole zdajemy sobie sprawę z tego, że ten sezon nie powinien wyglądać tak jak poprzedni. Widzieliśmy dokładnie, jak Anwil wyglądał w poprzednim sezonie i że nie osiągnął wyników, do jakich ten klub przyzwyczaił kibiców w przeszłości. Wiemy też, jaką renomę ma Anwil i jak dużym szacunkiem cieszy się w polskiej lidze. Chcemy dać kibicom mnóstwo radości i powodów do zadowolenia. Bardzo zależy nam na sukcesie.
Nie chcemy, żeby taki sezon jak poprzedni stał się we Włocławku normą. Chcemy wrócić na drogę, na której Anwil z roku na rok będzie coraz mocniejszy i ponownie będzie bił się o najwyższe cele - grał w play-offach, walczył o medale, a także z sukcesami rywalizował w europejskich pucharach. Czuję tę odpowiedzialność i jestem gotowy na wyzwania z tym związane.
Gdybyśmy za kilka miesięcy, już po zakończeniu sezonu, usiedli ponownie do takiej rozmowy - co musiałoby się wydarzyć, żebyś mógł powiedzieć, że decyzja o przyjściu do Anwilu była jedną z najlepszych w Twojej karierze?
Myślę, że po sezonie chcę, przede wszystkim, mieć poczucie, że jako zespół zrobiliśmy coś naprawdę wyjątkowego. Jeśli sezon zakończymy z medalami, klub i kibice będą z nas dumni, to będzie dla mnie najistotniejsze.
Jeśli za kilka miesięcy usiądziemy do tej rozmowy i będę mógł powiedzieć: „podjąłem właściwą decyzję, przyjechałem tutaj, dałem z siebie wszystko, a razem osiągnęliśmy coś, co długo będziemy wspominać” - wtedy rzeczywiście potwierdzę, że przyjście do Anwilu było jedną z najlepszych decyzji w mojej karierze.
















