Znakomity występ Tarika Philipa! Trefl Sopot triumfuje w Szczecinie!

Dnia 02.11.24 o godzinie 20:00 na szczecińskiej Netto Arenie rozpoczął się mecz między obecnym mistrzem Polski, Treflem Sopot, oraz obecnym wicemistrzem Polski, Kingiem Szczecin w ramach rozgrywek ligowych Orlen Basket Ligi. Obydwie drużyny przystąpiły do spotkania znajdując się w "czubie" ligi, Trefl Sopot z wynikiem 4-0, a King Szczecin z wynikiem 3-1. W spotkaniu po stronie Kinga Szczecin nie wystąpił Andy Mazurczak.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla drużyny ze Szczecina, bowiem Aleksander Dziewa (14pkt, 2zb, 3as) wraz z Jamesem Woodardem (23pkt, 3zb, 8as) otworzyli mecz trafiając po jednym rzucie trzypunktowym i jednym dwupunktowym trafieniu, co poskutkowało wynikiem 10-2 dla szczecinian po pierwszych 3 minutach meczu. Sopocianie sporadycznie powoli odpowiadali na rozpędzonych szczecinian, choć przede wszystkim brakowało im trzypunktowych trafień, których gospodarze trafili aż 5 w pierwszej kwarcie spotkania, przy czym sopocianie jedynie dwa, rękoma Aarona Besta (22pkt, 2zb, 1as) oraz Treya McGowensa (5pkt, 2as). Kwarta ta zakończyła się wynikiem 34-22 dla gospodarzy, a sopocianie zostali zmuszeni do gonienia wyniku. Gre szczecinian w pierwszej połowie definiowała bardzo ważna cecha - skuteczność. Grali oni bowiem nadwyraz efektywnie, trafiając aż 9/15 rzutów za trzy punkty, oraz posiadając 66% ogólnej celności. Sopocianie natomiast trafili jedynie 5/13 rzutów za trzy, przy 50% skuteczności. Widocznie brakowało tutaj skuteczności pod koszem ze strony gości, co było głównie skutkiem krótkiej gry Geoffreya Groselle'a (14pkt, 4zb, 3as), oraz dobrej obrony szczecinian która dość skutecznie blokowała zawodników podkoszowych od podań, chociaż m.in. Andy Van Vliet (11pkt, 5zb, 3as) zdobył aż 8 punktów spod kosza w pierwszej połowie. Warto także docenić łatwość, z jaką Teyvonowi Myersowi (13pkt, 3zb, 6as) przyszło rozgrywanie piłki w drużynie gospodarzy pod nieobecność Andy'ego Mazurczaka, ponieważ w trakcie samej pierwszej połowy wraz z Jamesem Woodardem obsłużyli kolege z drużyny po 5 razy podaniem, które skończyło się zdobytymi punktami. Druga kwarta zakończyła się wynikiem 52-40 i postawiła sopocian przed zadaniem powrotu z dwunastopunktowego deficytu. I to zadanie zaczęli konsekwentnie wykonywać, bowiem w trzeciej kwarcie sopocianie wyglądali o niebo lepiej i w obronie, i w ataku, gdzie szczególnie dała się we znaki dobra gra Geoffreya Groselle'a pod koszem oraz dobra forma rzutowa wszystkich innych gwiazd mistrza Polski, a szczególnie Aarona Besta, który trafił aż 5/6 (83%) rzutów za trzy. Fizyczna gra w obronie przez obie drużyny przysporzyła także wiele rzutów osobistych, szczególnie właśnie w trzeciej kwarcie, zatem obie drużyny zyskały wiele punktów za samo zostawanie sfaulowanym. Aktywacja gwiazd sopocian w rzutach zza łuku spowodowała, że trzecia kwarta należała do nich, i prowadzenie szczecinian spadło do jedynie sześciu punktów (76-70). W czwartej kwarcie natomiast sopocianie poczuli krew, i rzucili się do walki o zwycięstwo w czym po raz kolejny - kluczowe były ich rzuty za trzy punkty. Rewelacyjna gra Marcusa Weathersa (9pkt, 4zb, 1as), Aarona Besta oraz Tarika Philipa (23pkt, 4zb, 3as) spowodowała, że to sopocianie zaczęli w tym meczu wygrywać. I choć w pewnym momencie przewaga ta była aż ośmiopunktowa dla drużyny z Sopotu, to tym razem szczecinianie poczuli krew, i zaczęli trafiać za trzy w kolejnych posiadaniach, lub stawać na linii rzutów osobistych. Na minutę przed końcem, James Woodard oraz Tony Meier (9pkt, 3azb) trafili po trzypunktowym rzucie powodując jednopunktową przewagę nad goścmi z Sopotu wynikiem 94-93, jednak nie na długo bowiem ponownie Aaron Best trafił trójkę, i wynik na 52 sekundy do końca spotkania wynosił 94-96, a zaraz po szybkiej wymianie 96-98 dla sopocian na 10 minut do końca spotkania. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gości z Sopotu wynikiem 96-99.

















