POWER RANKING 1. LIGI 2026/27 [CZ. 1]: Zaczynamy od miejsc 16-13. Kto może nas zaskoczyć?
![POWER RANKING 1. LIGI 2026/27 [CZ. 1]: Zaczynamy od miejsc 16-13. Kto może nas zaskoczyć?](https://api.rzutza3.pl/api/public/images/background-958ef895-123e-4b1e-a88c-392213ce2db5/f0fdbf97-ae85-4b67-b22e-cd597414509f.webp)
Sezon 2026/27 w PZKosz 1. Lidze Mężczyzn jeszcze się nie rozpoczął, a już można odnieść wrażenie, że odpowiedź na pytanie o faworyta będzie znacznie trudniejsza niż odpowiedź na pytanie, kto chce awansować. Chętnych do gry o najwyższe cele jest bowiem więcej niż miejsc, które rzeczywiście pozwolą zrealizować marzenia o PLK. Jedni budują zespoły z myślą o powrocie do ekstraklasy po spadku, inni próbują wykorzystać doświadczenie z poprzednich sezonów, a jeszcze inni stawiają na młodość i rozwój, licząc, że kilku zawodników wykona właśnie teraz ten najważniejszy krok. Są też kluby, które po prostu muszą udowodnić, że obrany przez nie kierunek ma sens. I właśnie dlatego przedsezonowy power ranking nie może być zwykłą listą nazwisk. W pierwszej lidze nazwisko potrafi znaczyć bardzo dużo, ale jeszcze więcej znaczy jego dopasowanie do systemu, rola, jaką zawodnik otrzyma, oraz to, czy obok niego znajdą się gracze pozwalający wykorzystać jego największe atuty.
Nasza kolejność jest więc próbą odpowiedzi nie na pytanie: „kto ma najlepsze nazwiska?”, ale: „kto na dziś ma największe szanse stworzyć najlepszą drużynę?”. Bierzemy pod uwagę jakość pierwszej piątki, głębię rotacji, doświadczenie, potencjał liderów, ruchy transferowe, ciągłość projektu i przede wszystkim to, jak bardzo można zaufać temu, co widzimy na papierze.
Nie jest to prognoza końcowej tabeli zapisana w kamieniu. To fotografia sytuacji przed rozpoczęciem sezonu, a w lidze tak wyrównanej jak PZKosz 1. Liga jeden udany transfer, kontuzja lidera, seria kilku zwycięstw lub porażek może w krótkim czasie całkowicie zmienić hierarchię.
Power Ranking PZKosz 1. Ligi Mężczyzn 2026/27 podzieliliśmy na cztery części. W każdej przedstawimy cztery kolejne zespoły, stopniowo zbliżając się do drużyn, którym przed startem rozgrywek dajemy największe szanse na walkę o najwyższe cele.
Zaczynamy od miejsc 16-13. Na pierwszy ogień idą Weegree AZS Politechnika Opolska, BS Polonia Bytom, WKK Active Hotel Wrocław oraz Enea Basket Poznań. Dlaczego właśnie te zespoły rozpoczynają nasz ranking i który z nich ma największe szanse, by szybko udowodnić nam, że przed sezonem ustawiliśmy go zdecydowanie za nisko?
16. WEEGREE AZS POLITECHNIKA OPOLSKA
Opole rozpoczyna mój ranking od szesnastego miejsca, ale po ostatnich ruchach transferowych trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, że jest to najbardziej dyskusyjne szesnaste miejsce w całym zestawieniu. Przede wszystkim dlatego, że do zespołu dołączył DJ Campbell, a którego profil całkowicie zmienia sposób patrzenia na ofensywny potencjał AZS-u .Campbell trafił do Opola z KB Apolonia Fier. Amerykanin ma 190 centymetrów wzrostu i w sezonie 2025/26 na parkietach albańskiej Superligi był jednym z najważniejszych zawodników swojej drużyny. W 26 spotkaniach notował średnio 21,3 punktu, 4,1 zbiórki i 3,4 asysty, trafiając 40,3 procent rzutów za trzy oraz 85,8 procent wolnych. Do tego dokładał aż 3,7 przechwytu na mecz, a jego średnia ocena efektywności wyniosła 22,1. To nie są liczby, obok których można przejść obojętnie. Oczywiście pierwsza liga polska jest innym środowiskiem niż liga albańska i nie można po prostu przeliczyć 21,3 punktu na przewidywane 21 punktów w Polsce, ale można powiedzieć coś znacznie ważniejszego: Opole pozyskało zawodnika, który przychodzi z realną historią bycia pierwszą opcją ofensywną. To ogromna różnica w porównaniu z zespołem, który przed sezonem nie ma żadnego naturalnego kreatora.
Campbell będzie prawdopodobnie jednym z najważniejszych elementów całej układanki Pawła Turkiewicza. Trener, który wcześniej pełnił w klubie funkcję asystenta, przejmuje teraz zespół po przebudowie i będzie musiał znaleźć równowagę pomiędzy ofensywną swobodą Amerykanina a potrzebą uporządkowania gry. To może być najważniejsza kwestia w całym sezonie Opola. Campbell ma umiejętność tworzenia przewagi z piłką, potrafi rzucić z dystansu i ma liczby pokazujące, że nie jest zawodnikiem jednowymiarowym, ale jeżeli cała ofensywa zostanie oparta wyłącznie na jego indywidualnych akcjach, rywale bardzo szybko znajdą sposób, żeby go ograniczyć. Opole potrzebuje więc drugiego i trzeciego źródła punktów.
I tutaj zaczyna się ciekawa część tego składu. Zostają Michał Szarbatke, Borys Baran, Łukasz Kupczyński, Jakub Wójcicki, Edwin Krzemiński i Konrad Zychowicz, a do zespołu oprócz Campbella trafili Tomasz Krzymiński z Miners Katowice, Daniel Soroka z Polonii Leszno, Mikołaj Kowalczyk z Pogoni Prudnik, Filip Maciejewski z KKS Tarnowskie Góry, Jakub Bereszyński z Turowa Zgorzelec oraz Adrian Nowak z Lakehead Thunderwolves. W praktyce oznacza to zespół, który ma sporo młodości i kilka zawodników stojących przed szansą na większą rolę, ale jednocześnie stracił ludzi bardzo istotnych dla poprzedniej konstrukcji, przede wszystkim Jakuba Kobla, Piotra Niedźwiedzkiego i Dominika Rutkowskiego. Kobel przeniósł się do Noteci, Niedźwiedzki do Spójni, a Rutkowski do Kotwicy.
I właśnie odejście Kobla jest tutaj najbardziej odczuwalne. Opole straciło zawodnika, który znał pierwszoligową rzeczywistość i potrafił organizować grę. Campbell może tę stratę częściowo przykryć, ale zrobi to w zupełnie inny sposób. Amerykanin jest bardziej nastawiony na kreowanie przewagi poprzez własną ofensywę, podczas gdy Kobel był dla zespołu ważnym elementem organizacyjnym. Ciekawie wygląda też sytuacja pod koszem, gdzie Tomasz Krzymiński i Jakub Bereszyński będą musieli przejąć sporą część obowiązków po Niedźwiedzkim. Jeżeli Bereszyński i Wójcicki dadzą fizyczność, a Krzymiński okaże się zawodnikiem gotowym na regularne minuty, Opole może być znacznie trudniejsze do pokonania, niż sugeruje szesnaste miejsce.
Mimo wszystko nadal pozostaje kilka znaków zapytania. Nie wiemy, czy Campbell będzie w stanie przenieść swoją dominację z ligi albańskiej na polskie parkiety, nie wiemy, jak szybko młodzi zawodnicy odnajdą się w większych rolach i nie wiemy, czy Opole będzie miało wystarczająco dużo jakości, kiedy rywale zamkną Campbella. Dlatego pozostawiamy tę drużynę na końcu, ale z dużym zastrzeżeniem. To może być jeden z największych kandydatów do awansu o kilka miejsc względem przedsezonowego rankingu.
15. BS POLONIA BYTOM
Polonia Bytom jest beniaminkiem i właśnie w tym słowie znajduje się zarówno jej największa zaleta, jak i największa niewiadoma. Z jednej strony klub wchodzi na poziom pierwszej ligi z energią, która może być bardzo trudna do zatrzymania, z drugiej – trzeba dopiero odpowiedzieć na pytanie, jak zespół poradzi sobie z fizycznością, długością sezonu i przede wszystkim jakością przeciwników. Mariusz Bacik pozostaje trenerem, a klub zachował Krzysztofa Wąsowicza, Jarosława Giżyńskiego, Michała Medesa, Wojciecha Zuba, Wojciecha Leszczyńskiego, Rafała Serwańskiego, Jakuba Cisowskiego i Bartosza Ufniaka. Do tego doszli Konrad Dawdo z GKS-u Tychy, Piotr Karpacz z KKS Tarnowskie Góry, Sean Biernacki z Ammerud Basket Oslo, Devin Hutchinson z BC Silute oraz Kacper Indyk z Resovii.
Najbardziej interesujący jest oczywiście Hutchinson, bo to właśnie on może stać się ofensywną twarzą beniaminka. Bytom nie może liczyć wyłącznie na zespołową organizację i entuzjazm. W pierwszej lidze w pewnym momencie każdy zespół potrzebuje zawodnika, który w końcówce meczu bierze piłkę, patrzy obrońcy w oczy i mówi: „dajcie mi tę akcję”. Polonia musi takiego człowieka znaleźć, a Hutchinson ma profil, żeby spróbować wejść w tę rolę. Ważny będzie również Konrad Dawdo, który przechodzi z GKS-u Tychy i zna poziom, na którym Bytom będzie rywalizował. To może być szczególnie ważne w pierwszych miesiącach, kiedy zespół będzie dopiero poznawał ligę.
Polonia nie ma jednak takiej głębi jak faworyci. Jeżeli pierwszy skład będzie zdrowy, zespół może sprawiać niespodzianki, ale w długim sezonie znaczenie zacznie mieć ławka. I właśnie tutaj pojawia się największa różnica pomiędzy Bytomiem a drużynami ze środka tabeli. Polonia będzie potrzebowała bardzo dobrych minut od zawodników drugiego planu, ponieważ nie można zakładać, że liderzy będą w stanie przez trzydzieści kolejek grać na maksymalnych obrotach. Z drugiej strony Mariusz Bacik zna środowisko, a pozostawienie kilku zawodników z poprzedniego zespołu daje mu podstawę, na której można budować.
Dlatego piętnaste miejsce nie jest dla nas prognozą katastrofy. To raczej ostrożna ocena zespołu, który ma potencjał, ale musi dopiero udowodnić, że jakość z niższego poziomu można przenieść na pierwszą ligę. Polonia będzie miała mecze, w których zaskoczy faworytów. Pytanie brzmi, czy będzie miała ich wystarczająco dużo, żeby spokojnie się utrzymać.
14. WKK ACTIVE HOTEL WROCŁAW
WKK jest jednym z tych klubów, których nie powinno się mierzyć wyłącznie liczbą znanych nazwisk. To projekt, w którym rozwój zawodnika jest częścią filozofii, a nie dodatkiem do budżetu. Zespół przechodzi jednak ważną zmianę. Łukasza Dziergowskiego zastępuje Ronald Derks, dotychczas związany z młodzieżowymi strukturami WKK, a w składzie zostają między innymi Bradley Waldow, Jakub Koelner, Maksymilian Zagórski, August Chałupa, Daniel Grzejszczyk, Bruno Chalicki i Jakub Patoka. Nowymi twarzami są Mateusz Orłowski z Arki Gdynia, Jakub Osiński z Polonii Warszawa, Michał Jędrzejewski z Turowa Zgorzelec ,który wraca po latach do Wrocławia, Mikołaj Adamczak z GKS-u Tychy i Filip Dereszyński z Astorii Bydgoszcz.
Największą wartością tego zespołu pozostaje Bradley Waldow. W pierwszej lidze środkowy z doświadczeniem i umiejętnością gry tyłem do kosza, zbierania piłki oraz organizowania defensywy może być fundamentem całej drużyny. Problem WKK polega jednak na tym, że samo posiadanie solidnego centra nie wystarczy, jeżeli obwód nie dostarczy regularnej produkcji. Dlatego tak ważne będą minuty Jakuba Koelnera, Maksymiliana Zagórskiego, Mateusza Orłowskiego czy Michała Jędrzejewskiego. WKK potrzebuje zawodników, którzy nie tylko będą biegać i bronić, ale także w trudnych momentach przejmą odpowiedzialność za ofensywę.
Odejście Michała Kroczaka do Noteci ,czy Kuby Galewskiego do Zastalu czy Prochorowicza do Trefla jest tutaj odczuwalne, podobnie jak rozstanie z Tomaszem Ochońką ,który jednak zostaje w drużynie lecz w innej roli - asystenta trenera. Klub stracił również Łukasza Dziergowskiego, który teraz będzie prowadził Polonię Warszawa. To oznacza zmianę charakteru drużyny. Derks zna jednak WKK od środka, co może okazać się jego ogromną przewagą. Jeżeli młodzi zawodnicy będą rozwijać się szybciej, niż zakładamy, Wrocław może bardzo szybko wyrwać się z dolnej części tabeli.
Na papierze nie widzimy jednak wystarczającej liczby indywidualnych argumentów, by postawić WKK wyżej. To zespół, który może być lepszy od swojej pozycji, ale żeby to udowodnić, potrzebuje rozwoju kilku zawodników jednocześnie.
13. ENEA BASKET POZNAŃ
Poznań to drużyna, która może być dla przedsezonowych analityków prawdziwą pułapką. Jeżeli spojrzymy wyłącznie na nazwiska, można dojść do wniosku, że jest to młody, niedoświadczony zespół. Jeżeli jednak przyjrzymy się profilom poszczególnych zawodników, zobaczymy projekt z naprawdę ciekawym sufitem. Edmunds Valeiko pozostaje trenerem, a w składzie zostają Patryk Stankowski, Jan Nowicki, Michał Samsonowicz, Jonasz Kluj, Remigiusz Pawlicki, Igor Krajewski i Mateusz Roszczka. Klub pozyskał Devontae Blantona z Kouvot Kouvola, Jana Malesę z Polonii Warszawa, Sebastiana Rompę z Noteci, Arkadiusza Adamczyka ze Starogardu, Filipa Siewruka z Decki oraz Somto Dimanochie z AS Papagou Ateny.
Największą zagadką, ale również potencjalnie największym atutem, jest Blanton. Nie jest to transfer zawodnika mającego jedynie uzupełnić rotację. Poznań potrzebuje od niego produkcji, fizyczności i doświadczenia. Jeszcze ważniejszy może okazać się Jan Malesa, który zna pierwszą ligę i po sezonie w Polonii Warszawa przychodzi do Poznania. To bardzo logiczny ruch: zamiast sprowadzać kolejnego zawodnika, który dopiero będzie poznawał ligę, klub bierze człowieka, który już wie, jak wygląda gra na tym poziomie.
Bardzo ciekawy jest również Filip Siewruk. Poznań zna jego możliwości, on zna środowisko pierwszoligowe, a po sezonach w SKS-sie ,Astorii i Pelplinie przychodzi jako zawodnik dojrzalszy i gotowy na dużą odpowiedzialność. Pod koszem ogromną zagadką będzie natomiast Somto Dimanochie. To zawodnik o profilu, którego Poznań potrzebuje – fizyczny, mogący dać energię, zbiórkę i ochronę obręczy – ale jego rzeczywista wartość na polskich parkietach dopiero zostanie zweryfikowana.
Poznań stracił Jamesa Washingtona, który przeszedł do Kotwicy, Konrada Rosińskiego i Bartosza Mońkę, którzy trafili do Łańcuta, oraz Mikołaja Stopierzyńskiego, który wybrał Leszno. To sporo jakości, ale jednocześnie klub wymienił część doświadczenia na potencjał. Dlatego trzynaste miejsce wydaje się rozsądne. Jeżeli młodzież zrobi krok do przodu, a Blanton okaże się liderem z prawdziwego zdarzenia, Poznań może być jednym z tych zespołów, które w kwietniu będą wyglądały zupełnie inaczej niż we wrześniu.




















