Przegląd Szatni - Houston Rockets

Wielki projekt, wielkie oczekiwania, ciągle odraczany termin przyjścia efektów - Houston Rockets wypisz wymaluj. Rockets to ekipa która właściwie nie ma na co narzekać, bowiem w teorii ma wszystkiego tyle ile trzeba - jest doświadczenie, jest młodość, jest Kevin Durant, jest fizyczność - no czego chcieć więcej? Może wyników, i może tego, żeby 41-letni LeBron nie wycierał twoją drużyną podłogi w pierwszej rundzie playoffów. A czemu tego nie ma? No właśnie, ciężko powiedzieć.
Roster:
PG: Fred VanVleet, Reed Sheppard, Marcus Smart, Quadir Copeland
SG: Amen Thompson, Bogdan Bogdanović, Bruce Thornton, Sean Pedulla
SF: Kevin Durant, Tari Eason, Jae'Sean Tate, Julian Phillips
PF: Jabari Smith Jr., Dorian Finney-Smith, Isaiah Crawford, Oscar Tshiebwe
C: Alperen Şengün, Steven Adams, Clint Capela
Coach: Ime Udoka
Reklama
Rockets są drużyną już skompletowaną. Mogliby dokonać jeszcze kilku wymian, ale nie bardzo wiadomo jakich. Wszystko wygląda tak, jakby Ime Udoka miał dokładnie to, czego potrzebuje do zwyciężania, a do już bardzo mocnej ekipy dołączył Marcus Smart, a także Fred VanVleet powrócił po całym sezonie absencji. Centralnym punktem całej drużyny jest oczywiście Kevin Durant, to on jest tutaj szefem, to on dyryguje ofensywą, i to on ma dostać piłkę w miejscu i czasie, który sam określi. Oczywiście w przypadku Duranta występuje jeden problem - mimo tego, że jest dalej czołowym zawodnikiem ligi, to jest po prostu stary jak na koszykarza. 38 lat to wiek, w którym już poważnie myślisz o sportowej emeryturze, zatem Rockets nie mają za wiele czasu żeby coś wygrać z KD. Nie widzę powodu, dla którego ten skład nie mógłby być trzecią drużyną zachodu w nadchodzącym sezonie, natomiast playoffy lubią takie drużyny weryfikować. Widzę w jaki sposób mogliby konkurować z OKC czy Spurs, ale to dalej maksymalnie 6 meczów fatygi dla obu z tych drużyn, chyba że naprawdę kilku graczy wrzuci tam wyższy bieg, a zeszłoroczne problemy z organizacją gry wraz z powrotem FVV znikną. Jeśli chodzi o Freda VanVleeta - Houston potrzebuje przede wszystkim jego doświadczenia, kontroli tempa i umiejętności podejmowania decyzji. Jeżeli wróci do dyspozycji sprzed kontuzji, Durant i Alperen Şengün powinni dostawać piłkę w znacznie lepszych sytuacjach, a ofensywa stanie się mniej chaotyczna. Oczywiście pozostaje pytanie, jak będzie wyglądał po tak poważnej kontuzji, bo sam powrót na parkiet nie oznacza automatycznie powrotu do dawnej formy, choć ta klasa graczy przyzwyczaja nas powoli do tego, że po tak ciężkich kontuzjach zawodnicy powracają z reguły jeszcze silniejsi.
Reszta składu składa się z niezwykle ważnych puzzli - Alperen Şengün, jego umiejętności rozgrywania a także zdobywania punktów są na tyle "jokiciowe", że mimo swojego powolnego stylu gry i bardzo śmiesznego stylu biegania stanowi bardzo poważne zagrożenie dla zawodników szczególnie, gdy ma piłkę w rękach. Dorian Finney-Smith, Bogdan Bogdanović, Amen Thompson, Marcus Smart - bardzo dobrzy obrońcy (choć Bogdanovicia bym od nich oddzielił w tej kwestii), bardzo dobrzy shooterzy (no, Amen jeszcze nie), a wśród nich sporo fizyczności i atletyzmu - znaczna większość ekip w NBA oddałaby wiele za posiadanie tych czterech zawodników w jednym momencie. Rozwijający się dalej Reed Sheppard czy wcześniej wspomniany Amen Thompson, a i Jabari Smith Jr., który już chyba wybaczył Kevinowi Durantowi to, co ten o nim pisał to kolejne powody, dla których Rockets są na papierze świetną drużyną. Dostrzegam natomiast jeden, poważny problem, z którym ewidentnie był problem w zeszłym sezonie, a obecność Freda VanVleeta powinna go pogłębić, lub rozwiązać - nic pomiędzy. Chodzi o dzielenie się piłką, bowiem gdy po boisku biega Durant, Şengün i rozgrywający, to mamy trzech zawodników chcących mieć piłkę w rękach, dwóch chcących rozgrywać, i co najmniej dwóch chcących akcje kończyć. Ktoś musi tę piłkę sprawiedliwie podzielić pomiędzy zawodnikami, choć charakter Kevina Duranta może sprawić, że ten będzie bardzo oporny co do niedostawania tyle piłki ile dwukrotny mistrz NBA z Warriors chce.
Rockets to ekipa która zdecydowanie ma wszystkie klocki, z których można zbudować nawet bijącą się o mistrzostwo drużynę, ale wciąż musi udowodnić, że potrafi połączyć te elementy w prawdziwie mistrzowski zespół. Durant nadal daje im poziom supergwiazdy, Şengün i Thompson mogą być fundamentem przyszłości, a powrót VanVleeta powinien uporządkować ofensywę. Pytanie tylko, czy to wystarczy, żeby wreszcie wyjść poza pierwszą rundę. Jeżeli zdrowie dopisze, młodzi zrobią kolejny krok, a nowi zawodnicy dobrze wpasują się w rotację, Houston może naprawdę namieszać. Jeżeli jednak znowu pojawią się kontuzje, problemy z rzutem i chaos w końcówkach spotkań (LeBron z Game 2 pozdrawia), Rockets mogą po raz kolejny skończyć z bilansem godnym mocnej drużyny, ale bez wyniku, który potwierdziłby jej ambicje. Potencjał jest ogromny. Teraz czas wreszcie coś z nim zrobić.
Reklama
















