Przegląd Szatni - New York Knicks

Nasz cykl „Przegląd Szatni”, w którym przed początkiem sezonu prześwietlamy wszystkie drużyny ligi, właśnie dobiega końca. Czas więc zająć się najlepszymi ekipami, które zostawiliśmy sobie na koniec. W tym artykule pod lupę bierzemy New York Knicks.
Organizacja z Nowego Jorku przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej historii. Po 53 latach oczekiwania w ubiegłym sezonie zdobyła upragnione mistrzostwo NBA, pokonując w Finałach San Antonio Spurs 4-1, a Jalen Brunson został wybrany MVP serii. Do obecnych rozgrywek Knicks przystępują jako jeden z głównych faworytów do ponownej gry o tytuł. Dysponują niezwykle silną pierwszą piątką, która ma przed sobą jeszcze co najmniej kilka lat rywalizacji na elitarnym poziomie. Latem zarządowi udało się zatrzymać kluczowych graczy rotacji i znaleźć następcę dla odchodzącego Mitchella Robinsona. Pytanie brzmi: czy to wystarczy, by sprostać zespołom, które w tym samym czasie mocno się zbroiły? Spróbuję na nie odpowiedzieć.
Reklama
Najpierw podsumujmy wszystkie zmiany kadrowe z przerwy letniej:
Przyjścia:
Andre Drummond (rynek wolnych agentów, 1 rok, ok. 3,9 mln $)
Tyler Nickel (draft, umowa Two-Way)
Jaden Akins (umowa Two-Way)
Jack Kayil (draft, najbliższy sezon spędzi w Europie, w ALBA Berlin)
James Wiseman (rynek wolnych agentów, minimum weterana)
Odejścia:
Mitchell Robinson (do Boston Celtics, 3 lata, 47,4 mln $)
Jeremy Sochan (do Portland Trail Blazers, 1 rok)
Ariel Hukporti (do Philadelphia 76ers)
Dillon Jones (do Philadelphia 76ers, umowa Exhibit 10)
Trey Jemison (do Toronto Raptors, umowa Two-Way)
Przedłużone kontrakty:
Landry Shamet: ok. 24 mln $ (4 lata)
Jose Alvarado: ponad 14 mln $ (3 lata)
Mohamed Diawara: 11,2 mln $ (4 lata, gwarantowane tylko pierwsze dwa sezony)
Jordan Clarkson: ok. 3,9 mln $ / minimum dla weterana (1 rok)
Kevin McCullar Jr.: umowa Two-Way
Mistrzowski skład dalej w grze
Knicks nie zmienili swojego fundamentu. Drużyna oparta na Jalenie Brunsonie i Karlu-Anthonym Townsie stawia w nadchodzących miesiącach na tę samą koszykówkę. Nie było tu rewolucji ani przebudowy - skoro coś działa, to po co to zmieniać? Z zewnątrz bardzo wyraźnie czuć też chemię w organizacji: zawodnicy się przyjaźnią i doskonale ze sobą dogadują. To nie jest po prostu zbiór dobrych indywidualności, tylko świetnie dobrany kolektyw, a w takich przypadkach czas gra wyłącznie na korzyść ekipy z Madison Square Garden(mam na myśli zgranie).
Najbardziej bolesną stratą jest oczywiście Mitchell Robinson. Jego odejście nie wynikało jednak z braku chęci Knicks, lecz z polityki właściciela. James Dolan jeszcze po zdobyciu tytułu dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza wchodzić w rygorystyczny drugi próg podatku od luksusu (second apron). Drummond to rozsądna, tania i doświadczona alternatywa, ale nie ma co ukrywać - to krok w tył pod względem ochrony obręczy. Dodatkowo pożegnanie z Hukportim i Jemisonem sprawia, że za Townsem nie ma już praktycznie żadnej głębi na pozycji środkowego. Jeśli KAT złapie kontuzję, Nowy Jork będzie miał poważny problem.
Z przodu Brunson, z tyłu Andre Drummond w barwach 76ers.
W tle dają o sobie znać też wyzwania finansowe. Miles McBride wchodzi w ostatni rok swojego bardzo przyjaznego kontraktu, co oznacza, że wkrótce upomni się o rynkowe pieniądze. Z kolei gigantyczne pensje Townsa i Brunsona pożerają lwią część salary cap, co przez cały rok będzie rodzić pytania o to, jak front office zamierza utrzymać szeroką kadrę w kolejnych sezonach bez łamania restrykcyjnych zasad CBA. Jednak to dopiero ukaże przyszłość, w Knicks po offseason zmieniło się relatywnie niewiele, więc uważam że najlepiej będzie im się przyjrzeć na tle innych faworytów.
Na Wschodzie zrobiło się ciężej
Wschód na którym rywalizacja zacięta była już w ubiegłym sezonie - tylko się wzmocnił. Najbardziej spektakularny ruch lata wykonała Philadelphia: sprowadziła Jaylena Browna z Bostonu i podpisała LeBrona Jamesa za niewielkie pieniądze. Wokół Joela Embiida i Tyrese'a Maxeya powstała pierwsza piątka, która na papierze jest jedną z najbardziej utalentowanych w całej lidze. Warto o tym pamiętać, bo choć Knicks zmietli 76ers 4-0 w drugiej rundzie tegorocznych play-offów, to była to zupełnie inna drużyna. Zresztą już dziś (21 października) oba zespoły otwierają sezon bezpośrednim starciem, w którym LeBron i Brown zadebiutują w barwach Sixers, a gospodarze z Nowego Jorku odbiorą mistrzowskie pierścienie.
Reklama
Celtics również wygląda inaczej: Boston opuścił Brown, którego wymieniono na Paula George’a i cztery picki, a strefę podkoszową wzmocnił wspomniany Robinson. W Miami do Bama Adebayo dołączył sam Giannis Antetokounmpo. Do gry w Indianie wraca Tyrese Haliburton po zerwaniu ścięgna Achillesa (bez niego Pacers spadli na dno tabeli). Niezwykle groźni pozostają Detroit Pistons, którzy zeszłej wiosny wygrali aż 60 meczów, a także Cleveland Cavaliers - ograni przez Knicks dopiero w finale konferencji. Do rywalizacji o górną część tabeli aspirują również Atlanta Hawks po sprowadzeniu Lu Dorta.
Ogólnie rzecz biorąc, sezon regularny będzie dla Knicks o wiele bardziej wymagający, a walka o czołowe rozstawienie niezwykle zażarta. Co więcej, ścieżka do Finałów na Wschodzie wydaje się być w teorii bardziej wyboista niż ta, na którą mogą liczyć zachodni faworyci.
Na Zachodzie też nie będzie łatwiej
Ubiegłoroczni mistrzowie, Oklahoma City Thunder, tym razem nie weszli do Finałów, przegrywając w siedmiomeczowym thrillerze z San Antonio. Spurs ostatecznie ulegli Knicks, ale trzeba pamiętać o jednym: te dwa "powerhousy" Nba z zachodu to nie są typowe drużyny. To młode kolektywy, które wciąż się rozwijają, co dla reszty ligi powinno jest dużym zmartwieniem. Nie potrzebują gruntownych transferów z zewnątrz (Thunder latem stracili Lu Dorta i Aarona Wigginsa, a i tak mają najgłębszą ławke rezerwowych w lidze). Opierają się na talentach, które z roku na rok stają się tylko lepsze - dotyczy to zwłaszcza San Antonio z Victorem Wembanyamą na czele. Z dużym przekonaniem mogę założyć, że to, co widzieliśmy w wykonaniu Spurs w czerwcu, nie było ostateczną wersją tej drużyny.
Wschód stał się zatem bardziej zacięty, ale Zachód wcale nie zwalnia tempa. Jeśli Knicks znów zameldują się w wielkim finale, obrona tytułu będzie najprawdopodobniej znacznie trudniejszym zadaniem niż jego tegoroczne zdobycie.
Przewidywania
Przewiduję, że Knicks rozegrają świetny sezon regularny i skończą zmagania na 1. lub 2. miejscu w Konferencji Wschodniej. Brunson i Towns raczej pojawią się w Meczu Gwiazd i są silnymi kandydatami do wyróżnień All-NBA.(Jeśli utrzymają formę i ominą ciężkie kontuzje)
W play-offach ta drużyna nie powinna zawieść,spodziewam się deep run'a. Wiele jednak będzie zależeć od układu drabinki - mogą przecież wcześnie wpaść na ciężkiego rywala, chociażby 76ers, gdzie rywalizacja mogłaby pójść w obie strony. Mimo odczuwalnej potęgi zespołu z Nowego Jorku, mam jednak przeczucie, że mistrzostwa nie obronią. Od 2018 roku, kiedy to sztuki tej dokonali Golden State Warriors, żaden mistrz nie zdołał powtórzyć sukcesu rok po roku. Moim zdaniem, ta klątwa potrwa jeszcze trochę dłużej.
Reklama
















