Przegląd Szatni - Philadelphia 76ers

Filadelfia, Miasto Rocky'ego Balboa - to tu podziały się zdecydowanie największe szaleństwa tegorocznego offseason. Przyjście najlepszego koszykarza wszechczasów i wymiana po Jaylena Browna okupiona jedynie Paulem Georgem to ruchy, które z miejsca zrobiłyby ze średniaka ligowego kandydata do tytułu, a przecież mówimy o zespole, który już teraz ma w swoim rosterze Joela Embiida, Tyrese'a Maxeya i VJa Edgecombe'a. Nadchodzący sezon dla drużyny z City of Brotherly Love będzie tak ekscytujący jak od dawna nie był, ale naturalnie, proporcjonalnie z ekscytacją wzrastają też oczekiwania.
Roster:
PG: Tyrese Maxey, Anfernee Simons, Labaron Philon
SG: VJ Edgecombe, Kentavious Caldwell-Pope, Caleb Love
SF: Jaylen Brown, LeBron James, Justin Edwards, Rayan Rupert
PF: Dean Wade, Jabari Walker, Dominick Barlow
C: Joel Embiid, Adem Bona, Ariel Hukporti
Reklama
Nie ma co się oszukiwać - ten roster jest świetny, i niczego w nim nie brakuje, może poza zdrowiem. Przede wszystkim - LeBron James. Najlepszy koszykarz wszechczasów, który nieustannie pokazuje, że "wciąż to ma" postanowił na ostatnie sezony kariery przejść do 76ers, aby z lokalną ekipą powalczyć o zwieńczenie swojej kariery kolejnym mistrzowskim pierścieniem. Jedyny zawodnik w historii będący z taką gracją każdym na parkiecie - od rozgrywającego, aż po centra. Tak wszechstronny zawodnik może w Sixers robić cuda, szczególnie dzięki temu kto go otacza. James w Lakers miał jeden, poważny problem - gdy Luka był kontuzjowany (całkiem często), to LeBron właściwie musiał być jednoosobową armią w ofensywie, czasem zdając się na usługi Luke'a Kennarda czy Ruia Hachimury. W Sixers otoczony jest świetnymi, młodymi, atletycznymi graczami, zdolnymi wyręczać go tam, gdzie James już po prostu fizycznie - ze względu na wiek, nie wyrabia. Tyrese Maxey i Jaylen Brown mogą handle'ować piłkę, przyspieszać tempo, grać fizyczniej po obu stronach parkietu, i rozszerzać grę. VJ Edgecombe jako ten atletyczny wariat w ofensywie, również rozszerzający grę, a także Joel Embiid (o ile będzie dostępny) jako wysoki, świetny obrońca, ze świetnym midrange'm, niestety już nie tak atletyczny, ale dalej świetny. Do tego ławka pełna dobrych obrońców i shooterów - Dean Wade czy KCP to sprawdzona marka. Są też mniej przekonywujący gracze, którzy jednak pod batutą LeBrona Jamesa mogą pokazywać swoje dobre strony, i lepiej maskować te złe, patrząc choćby na Anfernee Simonsa (świetny shooter, okropny obrońca).
Sixers mają jeden, niezwykły atut w swojej garści. Wszechstronność którą dysponują jest naprawdę wyjątkowa - niemal każdy tam jest co najmniej dobrym obrońcą, każdy jest dobrym shooterem, każdy umie w fizyczną grę, a cała ta wszechstronność występuje w obliczu jednego z najmądrzejszych zawodników w historii, o ile nie po prostu najmądrzejszego - LeBrona Jamesa. Zdaje się, że bez większych turbulencji ta drużyna powinna z miejsca stać tam, gdzie New York Knicks, San Antonio Spurs czy Oklahoma City Thunder. Jest jednak jedno "ale".
Zdrowie - no, tym Sixers niestety nie dysponują. Kolana Joela Embiida nie wytrzymują wielkiego obciążenia, a oglądanie jak MVP sprzed kilku lat boi się podskoczyć jest po prostu smutne. LeBron choć znany jest z tego, że dba o siebie i swoje ciało naprawdę dobrze, toteż walka z wujkiem czasem coraz bardziej mu doskwiera, co może go wykluczyć na parę spotkań w tym sezonie, a Nick Nurse musi brać pod uwagę to, żeby James nie był zbędnie przeciążany. Wspomniałem o łamliwości Joela Embiida - Sixers powinni mieć zatem gotowe jakieś zastępstwo. Nie mieli, ale przygotowali sobie. Ariel Hukporti miał być tym, który będzie jadł kilka minut w meczu właśnie po to, żeby odciążyć Embiida. Niestety, już w pierwszym meczu presezonu, przeciwko swojej byłej drużynie zerwał achillesa, co z miejsca skończyło jego sezon. Mamy więc do czynienia z niemałymi problemami, na które nie do końca Sixers mają wpływ.
Philadelphia ma jeden z najciekawszych składów w lidze, ale też wyjątkowo mało miejsca na błędy. Jeśli wszystko zaskoczy, Sixers mogą wreszcie przebić się przez barierę, na której zatrzymywali się w poprzednich latach. Jeśli jednak zdrowie znów ich zawiedzie albo ofensywne ego weźmie górę nad współpracą (nie ma raczej na to szans), kolejny sezon może skończyć się rozczarowaniem mimo nazwisk, które na papierze powinny gwarantować walkę o najwyższe cele.
Reklama
















