Świetny powrót 76ers! Wrażenia na gorąco ze spotkania Cavs – 76ers

Mecz pomiędzy Philadelphia 76ers a Cleveland Cavaliers, rozgrywany w Xfinity Mobile Arena, właśnie się zakończył. Gospodarze zwyciężyli 114:106. To już drugie zwycięstwo 76ers, którzy bardzo dobrze weszli w ten sezon. W pierwszym spotkaniu pokonali obecnych mistrzów NBA, New York Knicks, a teraz w świetnym stylu ograli jedną z najmocniejszych drużyn Wschodu – Cavs.
Mierne początki
Początek spotkania był momentem triumfu dla społeczności nastawionej sceptycznie do nowego projektu w Philadelphii. Cavaliers świetnie weszli w mecz – na szczególne pochwały zasługuje bardzo skuteczny Donovan Mitchell. Pozytywnie wyróżniali się również niesamowicie aktywny dziś Mario Hezonja oraz duet podkoszowy Evan Mobley i Jarrett Allen. Rozpędzeni Cavaliers szybko zdominowali spotkanie, brutalnie obnażając słabe strony 76ers.
Reklama
W pierwszej połowie w oczy rzucała się przede wszystkim ogromna nieskuteczność gospodarzy (zwłaszcza Jaylena Browna), a także rażący brak zespołowości. Zarówno Brown, jak i Tyrese Maxey grali momentami zbyt samolubnie, często forsując trudne pojedynki 1 na 1 zamiast szukać rozsądnych podań. Koszykarze z Philly nie potrafili złapać rytmu, mnożyli straty, a w najgorszym momencie przegrywali już różnicą 29 punktów. I choć w nowoczesnej NBA taka strata do przerwy nie jest jeszcze wyrokiem śmierci(w zdecydowanej większości przypadków tak, mam na myśli że fizycznie da się jeszcze teorytycznie to odrobić), sam obraz gry nie zapowiadał przełomu.
Zupełnie inna drużyna
Po zmianie stron na parkiet w Philadelphii wyszła zupełnie inna drużyna. W rewelacyjnej trzeciej kwarcie gospodarzom udało się odrobić lwią część strat (ciężko przytoczyć dokładne liczby, bo tekst powstaje na gorąco, bez wglądu w notatki). Ostatecznie 76ers po raz pierwszy objęli prowadzenie w czwartej odsłonie.
Najjaśniejszym punktem zespołu był Tyrese Maxey, autor 32 punktów. W mojej opinii fenomenalnie zaprezentował się również LeBron James, który wziął na siebie ciężar kreowania gry, uspokoił ofensywę i nadał jej odpowiedni kierunek w drugiej połowie. Swoje w strefie podkoszowej dołożył Joel Embiid, świetnie wymuszający faule i grający bardzo fizycznie. Końcówka trzeciej i cała czwarta kwarta to także przebudzenie Jaylena Browna – jego nagły wzrost skuteczności ostatecznie złamał opór Cavs. 76ers pokazali dziś ogromną wolę walki i mocny mental, potrafiąc dźwignąć ten mecz po naprawdę fatalnym początku.
Reklama
Parę wniosków
Wyciąganie daleko idących wniosków po zaledwie dwóch rozegranych spotkaniach nie jest oczywiście zbyt rozsądne, dlatego ograniczę się do luźnych obserwacji.
Po pierwsze, Philly gra naprawdę solidnie w obronie: w noc otwarcia zatrzymali New York Knicks na 100 punktach, a teraz pozwolili rzucić Cavaliers tylko 106. Po drugie, dysponują potężnym potencjałem ofensywnym, który jest w stanie odmienić każde spotkanie. Ten sam atut kryje jednak w sobie pewne ryzyko – w drugiej połowie pierwsza piątka 76ers zdobyła ponad 60 z około 70 punktów całej drużyny. Dopiero z czasem przekonamy się, jak ten zespół będzie funkcjonował w obliczu ewentualnych osłabień i braku kogoś z głównego trzonu rotacji.
Jeśli chodzi o Cleveland Cavaliers – do przerwy prezentowali naprawdę fantastyczną koszykówkę. Niestety w drugiej, zdecydowanie słabszej dla nich połowie, całkowicie oddali inicjatywę i stali się jedynie tłem dla rozpędzonych gospodarzy. Mimo to wstrzymałbym się z przedwczesnymi ocenami. To był dopiero ich pierwszy mecz, w dodatku na wyjeździe. Sezon dopiero się rozkręca, a Cavs z pewnością pozostają jedną z najciekawszych drużyn do obserwowania.
Dodane po publikacji: W tekście nie podkreśliłem tego wystarczająco ale takie powroty jak ten to naprawdę rzadkość dla przykładu dzisiejsza 29 punktowa odrobiona strata, to największy tego typu comeback w karierze Lebrona Jamesa!!!
Reklama















