NA ŻYWO
19:30WKSvsARR
PGE Basket Liga07.11
17:30DZIvsANW
PGE Basket Liga07.11
15:00MKSvsGÓR
PGE Basket Liga07.11
20:15 ENvsPGE
PGE Basket Liga06.11
93 : 89LEGvsENE
Superpuchar Polski 26.09
77 : 81DZIvsZAS
Superpuchar Polski 26.09
110 : 96LEGvsZAS
Superpuchar Polski27.09
76 : 79ENEvsLEG
Polska Liga Koszykówki02.10
63 : 102ENEvsDZI
Polska Liga Koszykówki02.10
85 : 104ARRvsKIN
Polska Liga Koszykówki03.10
105 : 95 ENvsZAS
Polska Liga Koszykówki03.10
78 : 89EUVvsMKS
Polska Liga Koszykówki04.10
79 : 84PGEvsTAS
Polska Liga Koszykówki 04.10
95 : 70AMWvsWKS
Polska Liga Koszykówki04.10
88 : 87ANWvsGÓR
Polska Liga Koszykówki05.10
104 : 87ZASvsLEG
PGE Basket Liga09.10
74 : 75 ENvsEUV
PGE Basket Liga09.10
87 : 83MKSvsARR
PGE Basket Liga10.10
69 : 82KINvsWKS
PGE Basket Liga10.10
96 : 82AMWvsENE
PGE Basket Liga11.10
97 : 77DZIvsPGE
PGE Basket Liga11.10
79 : 78ANWvsENE
PGE Basket Liga11.10
65 : 81TASvsGÓR
PGE Basket Liga12.10
110 : 96ARRvs EN
PGE Basket Liga16.10
73 : 72LEGvsANW
PGE Basket Liga16.10
76 : 84EUVvsZAS
PGE Basket Liga17.10
76 : 73PGEvsAMW
PGE Basket Liga17.10
81 : 91ENEvsKIN
PGE Basket Liga17.10
74 : 71GÓRvsDZI
PGE Basket Liga18.10
97 : 80MKSvsWKS
PGE Basket Liga18.10
84 : 87ENEvsTAS
PGE Basket Liga19.10
90 : 69EUVvsARR
PGE Basket Liga23.10
70 : 54KINvsPGE
PGE Basket Liga24.10
78 : 77ZASvsANW
PGE Basket Liga24.10
100 : 77WKSvs EN
PGE Basket Liga24.10
88 : 95AMWvsGÓR
PGE Basket Liga25.10
84 : 74LEGvsTAS
PGE Basket Liga25.10
91 : 81DZIvsENE
PGE Basket Liga25.10
88 : 82MKSvsENE
PGE Basket Liga25.10
83 : 82ANWvsTAS
PGE Basket Liga30.10
87 : 90ENEvs EN
PGE Basket Liga31.10
77 : 92LEGvsDZI
PGE Basket Liga31.10
72 : 84ENEvsAMW
PGE Basket Liga31.10
87 : 71ARRvsZAS
PGE Basket Liga31.10
89 : 96PGEvsMKS
PGE Basket Liga01.11
84 : 96EUVvsWKS
PGE Basket Liga01.11
86 : 95GÓRvsKIN
PGE Basket Liga01.11
Zobacz wszystkie
ReklamaBetFan – odbierz do 600 zł na start. Kod: RZUTZA3. 18+ Hazard wiąże się z ryzykiem.
1 LIGA

1 Liga bez taryfy ulgowej. Pierwsze kryzysy, niespodzianki i narodziny faworytów - co wiemy po czterech kolejkach?

1 Liga bez taryfy ulgowej. Pierwsze kryzysy, niespodzianki i narodziny faworytów - co wiemy po czterech kolejkach?
Fot: 1LM
 

Cztery kolejki wystarczyły, aby pierwszoligowa rzeczywistość zaczęła weryfikować przedsezonowe oczekiwania. Na szczycie tabeli niepokonane pozostają Polonia Leszno, ŁKS Łódź i Spójnia Stargard, podczas gdy Resovia Rzeszów oraz Politechnika Opolska wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo. Rywalizacja jest niezwykle wyrównana, a pierwsze tygodnie przyniosły już sporo niespodzianek, indywidualnych popisów i powodów do niepokoju.

 

Nasz materiał jest celowo obszerny. Nie chcemy jedynie pobieżnie omawiać wyników, ale dokładnie przyjrzeć się każdemu z szesnastu zespołów. Analizujemy grę liderów i zawodników drugiego planu, problemy kadrowe oraz najważniejsze atuty i słabości drużyn. Zależy nam, aby każdy kibic znalazł tutaj konkretne informacje i wnioski dotyczące swojego zespołu.

Reklama

 

Nie brakuje również zmian personalnych. Do Resovii dołączył Brian Moore Jr., Miasto Szkła Krosno po kontuzji Ivicy Radicia wzmocnił Adam Kemp, a Enea Basket Poznań sprowadziła doświadczonego Pawła Kikowskiego w miejsce kontuzjowanego Jana Malesy.

 

Kto imponuje formą, kto zawodzi, a gdzie widać największy potencjał? Przyglądamy się wszystkim drużynom, od ostatniego miejsca aż po lidera rozgrywek.

 
OPTeam Resovia Rzeszów - Resovia pod presją. Kontuzje, cztery porażki i Amerykańska nadzieja
 
Początek sezonu w wykonaniu OPTeam Resovii Rzeszów trudno określić inaczej niż rozczarowującym. Drużyna prowadzona przez Przemysława Łuszczewskiego miała stopniowo budować swoją pozycję na zapleczu ekstraklasy, tymczasem już pierwsze tygodnie przyniosły problemy wymagające zdecydowanej reakcji. Cztery spotkania, cztery porażki i ostatnie miejsce w ligowej tabeli to rezultat zdecydowanie odbiegający od oczekiwań. Rzeszowianie nie tylko pozostają bez zwycięstwa, ale również legitymują się najgorszym bilansem małych punktów w całej stawce.
 
Nie sposób jednak analizować sytuacji Resovii bez uwzględnienia problemów zdrowotnych, które od początku sezonu znacząco ograniczały możliwości sztabu szkoleniowego. Nieobecności kapitana Kacpra Młynarskiego, Filipa Zegzuły, Kacpra Margicioka oraz Mishuli sprawiły, że rzeszowianie nie mogli korzystać z pełnego potencjału swojej kadry. Szczególnie dotkliwy okazał się brak zawodników mogących przejmować odpowiedzialność za organizację gry i zdobywanie punktów. Największy ból pojawia się w absencji Ukraińca Mishuli, w którym przed sezonem pokładano ogromne nadzieje. Obwodowy Resovii co prawda wrócił na parkiet w meczu z Notecią, lecz nie dokończył go z powodu odnowienia się urazu łydki, który wyklucza go na około 4 tygodnie. Czarne chmury zapadły nad Rzeszowem. Najgorszy zdrowotny scenariusz się spełnił, a w terminarzu nie było i nie ma czasu na ulgowe traktowanie.
 
W trzeciej kolejce do składu Resovii powrócili już wszyscy kontuzjowani zawodnicy poza wcześniej wspomnianym Oleksandrem Mishulą. Mimo wzmocnienia rotacji rzeszowianie przegrali przed własną publicznością z Polonią Leszno 72:98, choć po pierwszej połowie tracili do rywali zaledwie jeden punkt (45:46). Dopiero po zmianie stron goście zaczęli systematycznie przejmować kontrolę nad spotkaniem, a ostatnia kwarta, wygrana przez leszczynian 28:11, ostatecznie przesądziła o wysokiej porażce gospodarzy. Tak wyraźna różnica między obiema połowami pokazała, że Resovia potrafi nawiązać równorzędną walkę z wymagającym przeciwnikiem, jednak ma problemy z utrzymaniem odpowiedniej intensywności i organizacji gry przez pełne 40 minut. Szczególnie niepokojące były trudności z zatrzymywaniem ofensywy Polonii oraz spadek skuteczności własnych akcji w końcowej fazie spotkania.
 
Jeszcze więcej powodów do niepokoju przyniósł wyjazdowy mecz czwartej kolejki, w którym WKK Wrocław zwyciężyło 90:67. Gospodarze zanotowali aż 27 asyst, co świadczy o bardzo dobrej organizacji ich ofensywy, ale jednocześnie uwidacznia problemy Resovii z ograniczaniem swobody rywali. Wrocławianie potrafili regularnie kreować dogodne pozycje rzutowe, a rzeszowianie mieli trudności z zakłócaniem ich płynnej gry. Obie porażki wskazują na podobne mankamenty - brak konsekwencji w defensywie, problemy z reagowaniem na zmiany tempa narzucane przez przeciwnika oraz zbyt duże wahania jakości własnej ofensywy. Szczególnie istotne będzie poprawienie komunikacji w obronie i ograniczenie łatwych pozycji rzutowych rywali. Resovia pokazała przeciwko Polonii, że potrafi rywalizować z czołowymi zespołami, jednak aby przekładać dobre fragmenty gry na zwycięstwa, musi przede wszystkim nauczyć się utrzymywać podobny poziom przez całe spotkanie.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
Mimo trudnego początku sezonu w grze OPTeam Resovii Rzeszów można dostrzec kilka pozytywów, przede wszystkim w indywidualnej dyspozycji poszczególnych zawodników. Jednym z liderów pozostaje Oleksandr Antypov, który notuje średnio 13 punktów i 5,3 zbiórki, zapewniając drużynie ważne wsparcie w ofensywie. Kluczową postacią jest również Grzegorz Grochowski, zdobywający 12,5 punktu i rozdający aż 7,8 asysty. Doświadczony rozgrywający odpowiada za organizację ataku, jednak jego średnia 3,5 straty pokazuje, że zespół potrzebuje większej dokładności w rozegraniu. Na wyróżnienie zasługuje także Jan Góreńczyk, który we wszystkich czterech spotkaniach zdobywał średnio 11,8 punktu. Młody skrzydłowy potwierdza swój potencjał ofensywny, choć skuteczność 17,6% zza łuku wskazuje na element wymagający poprawy. Istotną rolę odgrywa ponadto Mateusz Bartosz, notujący 9 punktów i 8,3 zbiórki. Jego doświadczenie oraz aktywność na tablicach stanowią ważny fundament gry podkoszowej rzeszowian.
 
Warto zwrócić uwagę również na Maksymiliana Szeflera, który w niespełna 15 minut na parkiecie notuje średnio 5,8 punktu i 5,8 zbiórki, trafiając 62,5% rzutów z gry. Szczególnie imponuje jego aktywność na atakowanej tablicy, gdzie zbiera średnio 3,5 piłki, zapewniając drużynie dodatkowe posiadania. Stopniowo do rotacji powraca kapitan Kacper Młynarski, który w dwóch występach zdobywał średnio 7,5 punktu. Jego doświadczenie i umiejętność gry na kilku pozycjach powinny zwiększyć możliwości ofensywne Resovii. Ważnym wsparciem jest także Filip Zegzuła, notujący 8 punktów i 3,5 asysty w dwóch spotkaniach. Podobną średnią punktową osiąga Kacper Margiciok, który w dwóch występach zdobywał 7,5 punktu i trafiał 50% rzutów z gry. Rotację uzupełniają również Rafał Szpakowski, notujący 3,8 punktu, oraz Grzegorz Ząbczyk, który w dwóch rozegranych spotkaniach zdobywał średnio 4,5 punktu i 3 zbiórki. Ich obecność daje trenerowi Przemysławowi Łuszczewskiemu więcej możliwości zestawiania składu i rozkładania odpowiedzialności pomiędzy zawodników.
 
Największym wyzwaniem pozostaje jednak przełożenie indywidualnego potencjału na skuteczną grę całego zespołu. Resovia dysponuje doświadczonym rozgrywającym, wartościowymi zawodnikami podkoszowymi i kilkoma koszykarzami zdolnymi do regularnego zdobywania punktów. Dotychczas problemem była jednak nie tylko ograniczona przez kontuzje rotacja, ale również skuteczność rzutów z dystansu, duża liczba strat i brak konsekwencji w defensywie. Powroty Młynarskiego, Zegzuły i Margicioka zwiększają możliwości zespołu, lecz ich pełne wykorzystanie będzie wymagało lepszej współpracy oraz skuteczniejszego wykorzystywania sytuacji kreowanych przez Grochowskiego. Szczególnie ważne może okazać się częstsze angażowanie Bartosza i Szeflera w grę podkoszową, gdzie obaj potrafią zapewniać dodatkowe posiadania. Jeśli rzeszowianie poprawią organizację defensywy i ograniczą przestoje w ofensywie, powinni stopniowo zacząć prezentować poziom bardziej odpowiadający potencjałowi swojej kadry.
 
Odpowiedzią na trudny początek rozgrywek stało się sprowadzenie wspomnianego wcześniej Briana Moore'a Jr., amerykańskiego zawodnika występującego na pozycjach rozgrywającego i rzucającego obrońcy. To koszykarz mający za sobą interesującą karierę akademicką. W sezonie 2024/2025, reprezentując Norfolk State, zdobywał średnio 18,1 punktu na spotkanie, a jego występy zostały wyróżnione nagrodą Lou Henson Award, przyznawaną najlepszemu zawodnikowi rozgrywek mid-major NCAA. Szczególnie istotna wydaje się jego zdolność do przyspieszania tempa gry, zarówno poprzez szybkie wyprowadzanie piłki, jak i skuteczne wykorzystywanie sytuacji w ataku przejściowym. Następnie przeniósł się do Grand Canyon University, gdzie występował w pierwszej piątce, notując średnio 9,5 punktu przy 49-procentowej skuteczności rzutów z gry. Transfer Amerykanina może okazać się jednym z najważniejszych wydarzeń początku sezonu w Rzeszowie. Moore to zawodnik, którego dynamika, szybkość i umiejętność gry z piłką mogą wnieść do ofensywy Resovii zupełnie nową jakość. Jego wszechstronność na obu pozycjach obwodowych daje trenerowi Przemysławowi Łuszczewskiemu dodatkowe możliwości taktyczne. Nie oznacza to jednak, że jeden transfer automatycznie rozwiąże wszystkie problemy. Jeśli jednak odpowiednio wykorzysta swoje atuty, może stać się jednym z kluczowych elementów przyspieszenia i urozmaicenia gry rzeszowskiej drużyny.
 
 
Fot: Daily FreemanFot: Daily Freeman
 
Pierwsze cztery kolejki pokazały, że OPTeam Resovia Rzeszów wciąż poszukuje odpowiedniej formy i zespołowej stabilności. Problemy zdrowotne znacząco utrudniły początek sezonu, jednak nie mogą stanowić jedynego wytłumaczenia dotychczasowych niepowodzeń. Największym wyzwaniem dla podopiecznych Przemysława Łuszczewskiego pozostaje poprawa organizacji defensywy, ograniczenie strat oraz utrzymanie odpowiedniej intensywności przez pełne 40 minut. Powroty kontuzjowanych zawodników stopniowo zwiększają możliwości rotacyjne, a dodatkowym impulsem może okazać się transfer Briana Moore'a Jr., powinien wnieść do zespołu większą dynamikę, umiejętność kreowania własnych sytuacji rzutowych i dodatkowe możliwości ofensywne. Jego obecność może również odciążyć Grzegorza Grochowskiego w organizacji gry i zmniejszyć zależność drużyny od indywidualnych akcji dotychczasowych liderów. Resovia dysponuje więc coraz większym potencjałem kadrowym, jednak najważniejsze będzie przełożenie go na skuteczną współpracę po obu stronach parkietu. Najbliższe spotkania pokażą, czy wzmocniony i coraz zdrowszy zespół zdoła ustabilizować swoją grę oraz rozpocząć marsz w górę ligowej tabeli.
 
Weegree AZS Politechnika Opolska - Campbell zachwyca, ale Politechnika wciąż bez wygranej
 
Politechnika Opolska, podobnie jak Resovia Rzeszów, pozostaje bez zwycięstwa po czterech kolejkach, choć przyczyny problemów obu zespołów mają nieco inny charakter. Drużyna prowadzona przez Pawła Turkiewicza zbyt często pozwala przeciwnikom na wysokie zdobycze punktowe, a pojedyncze udane fragmenty nie wystarczają do odnoszenia zwycięstw. Szczególnie niepokojący jest fakt, że opolanie potrafią przez dłuższe fragmenty rywalizować z wymagającymi przeciwnikami, by następnie w krótkim czasie całkowicie stracić kontrolę nad przebiegiem spotkania.
 
Największą gwiazdą opolan jest Djorkaeff Campbell, który po czterech kolejkach notuje imponujące 27 punktów, 5,5 asysty oraz 4,3 zbiórki na spotkanie. Potrafi samodzielnie kreować sytuacje rzutowe, skutecznie atakować obręcz i obsługiwać partnerów, stanowiąc fundament ofensywy Politechniki. Amerykanin należy do najbardziej produktywnych zawodników rozgrywek, a jego skuteczność rzutów za trzy punkty przekracza 46%. Co istotne, nie jest jednak jedynym wartościowym zawodnikiem w składzie. Łukasz Kupczyński zdobywa średnio 12 punktów i dokłada 2,3 asysty, zapewniając wsparcie na obwodzie. Solidnie prezentuje się również Tomasz Krzymiński, notujący 11 punktów oraz 5,3 zbiórki w trzech rozegranych spotkaniach. Pod koszem ważną rolę odgrywa Julian Roche, który dostarcza średnio 8 punktów i 6,7 zbiórki, natomiast Jakub Bereszyński dokłada 7,3 punktu oraz 3,5 zbiórki. W rotacji znajduje się także Daniel Soroka, zdobywający średnio 5,5 punktu. Szczególnie ważne będzie znalezienie dodatkowych rozwiązań ofensywnych na wypadek, gdy rywale skutecznie ograniczą swobodę działania Campbella.
 
Dobrym przykładem dotychczasowych problemów było spotkanie z Miastem Szkła Krosno, przegrane 89:97. Politechnika nie potrafiła odpowiedzieć na wzrost intensywności rywala, a jej ofensywa straciła płynność. Zdobycie 89 punktów powinno dawać realną szansę na zwycięstwo, jednak opolanie nie potrafili skutecznie ograniczyć ofensywy przeciwnika. Jeszcze bardziej niepokojący obraz przyniosła czwarta kolejka, w której Spójnia Stargard wygrała 105:79. Choć do przerwy gospodarze prowadzili zaledwie 51:48, trzecia kwarta zakończona wynikiem 32:11 praktycznie rozstrzygnęła losy spotkania. Szczególnie spotkanie w Stargardzie powinno być dla sztabu szkoleniowego ważnym materiałem do analizy, ponieważ tak duża różnica pomiędzy pierwszą a drugą połową wskazuje na problemy z utrzymaniem koncentracji i realizacją założeń taktycznych.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Analizując dotychczasową postawę opolan, można odnieść wrażenie, że drużyna posiada większy potencjał, niż sugeruje jej bilans. Campbell zapewnia ofensywną jakość na poziomie ligowej czołówki, a Kupczyński, Krzymiński czy Roche potrafią dostarczać wartościowe wsparcie. Szczególnie istotna wydaje się poprawa gry bez piłki, skuteczniejsze zabezpieczanie własnego kosza oraz większa konsekwencja w powrotach do obrony. Zespół musi również nauczyć się lepiej kontrolować tempo gry, ponieważ nadmierne przyspieszanie akcji i pochopne decyzje mogą prowadzić do strat, które przeciwnicy bezlitośnie wykorzystują. W obecnej sytuacji nawet znakomita dyspozycja Campbella nie zrekompensuje regularnej straty blisko stu punktów.
 
Cztery porażki nie oznaczają jeszcze, że Politechnika jest skazana na walkę o utrzymanie, jednak margines błędu staje się coraz mniejszy. Zespół potrzebuje przede wszystkim większej konsekwencji i stabilności, a nie wyłącznie kolejnych indywidualnych popisów swojego lidera. Ważnym krokiem będzie również wypracowanie większej odporności na trudne momenty, tak aby pojedyncza nieudana kwarta nie przekreślała szans na korzystny rezultat. Najbliższe kolejki pokażą, czy Politechnika potrafi przełożyć ofensywne możliwości na pierwsze zwycięstwa i rozpocząć odrabianie strat w ligowej tabeli.
 
GKS Tychy - GKS odzyskuje oddech. Kołobrzeg początkiem przełomu?
 
Początek sezonu dla GKS-u Tychy był wyjątkowo wymagający. Szczególnie bolesne było spotkanie z ŁKS-em Łódź, przegrane aż 52:87. Nieco inny charakter miała porażka z Sokołem Łańcut 65:78. GKS ponownie nie potrafił znaleźć odpowiedniej regularności w ataku, a zdobycie zaledwie 65 punktów znacząco ograniczyło możliwości walki o zwycięstwo. Dwa kolejne spotkania pokazały, że drużyna potrzebuje zdecydowanie większej swobody w kreowaniu sytuacji punktowych.
 
Jednym z liderów GKS-u Tychy pozostaje Damian Jeszke, który notuje średnio 14,5 punktu i 5,3 zbiórki, trafiając solidne 42,3% rzutów za trzy. Jego wszechstronność stanowi ważny atut ofensywy, choć drużyna potrzebuje większego wsparcia pozostałych zawodników. Sebastian Bożenko zdobywa 10,3 punktu i rozdaje 2,3 asysty, jednak jego skuteczność z gry wynosi zaledwie 32,4%. Pod koszem istotne role odgrywają Szymon Kiwilsza, notujący 9,5 punktu i 3,3 zbiórki, oraz Michał Jodłowski, który osiąga 9,3 punktu i 5,3 zbiórki. Szczególnie wartościowa jest skuteczność Jodłowskiego za dwa punkty na poziomie 61,9%, choć większa aktywność obu zawodników na tablicach mogłaby poprawić funkcjonowanie całego zespołu.
 
Ważną postacią pozostaje kapitan Tomasz Śnieg, zdobywający średnio 8 punktów i rozdający 3,8 asysty. Jego doświadczenie oraz umiejętność kontrolowania tempa gry mogą być kluczowe dla ustabilizowania ofensywy. Więcej można natomiast oczekiwać od Macieja Koperskiego, który notuje 7,5 punktu i 2,8 asysty, ale trafia zaledwie 24,3% rzutów z gry. Podobne problemy ma Mateusz Dziemba, zdobywający 6,5 punktu przy skuteczności 15,4% zza łuku. To właśnie dyspozycja zawodników obwodowych wydaje się jednym z największych problemów tyszan. Zespół dysponuje kilkoma wartościowymi graczami, jednak bez poprawy selekcji rzutowej i większej regularności strzelców trudno będzie w pełni wykorzystać potencjał kadry.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
W czwartej kolejce nastąpiło przełamanie, którego rozmiary mogły zaskoczyć nawet optymistycznie nastawionych kibiców. Tyszanie pokonali na wyjeździe Kotwicę Kołobrzeg 96:83, prezentując zupełnie inne oblicze niż we wcześniejszych spotkaniach. Już pierwsza kwarta, wygrana 31:19, pokazała, że GKS zamierza przejąć inicjatywę. W drugiej odsłonie goście powiększyli przewagę, schodząc do szatni z prowadzeniem 57:35. Zdobycie 96 punktów było szczególnie wymowne w kontekście wcześniejszych problemów ofensywnych. Zespół, który przeciwko ŁKS-owi uzyskała zaledwie 52 punkty, tym razem niemal podwoił swój dorobek. To oczywiście nie oznacza, że wszystkie problemy zostały rozwiązane, ale pokazuje, że potencjał ofensywny zespołu jest znacznie większy, niż sugerowały pierwsze spotkania.
 
Zwycięstwo w Kołobrzegu może mieć także ogromne znaczenie psychologiczne. Szczególnie istotny był sposób odniesienia zwycięstwa. Po trzech porażkach zespół potrzebował potwierdzenia, że obrany kierunek może przynosić rezultaty. Najbliższe tygodnie pokażą, czy był to jednorazowy przebłysk, czy początek rzeczywistej poprawy. Tyszanie muszą przede wszystkim odnaleźć równowagę między ofensywą a defensywą i wypracować powtarzalność, której zabrakło na początku sezonu.
 
SKS Fulimpex Starogard Gdański - Starogard pełen talentu, ale bez stabilności
 
Początek sezonu w wykonaniu SKS-u Fulimpex Starogard Gdański z pewnością nie należy do wymarzonych. Jedno zwycięstwo i trzy porażki po czterech kolejkach stawiają zespół w niekomfortowym położeniu, jednak sam bilans nie oddaje w pełni obrazu gry starogardzian.
 
Mimo nierównego początku sezonu SKS dysponuje kilkoma zawodnikami o dużym potencjale ofensywnym. Jednym z liderów pozostaje Ilja Gromovs, który notuje średnio 15,8 punktu i 6,3 zbiórki, trafiając 61,9% rzutów za dwa. Łotysz stanowi ważny punkt odniesienia w grze podkoszowej, jednak jego skuteczność nie zawsze przekłada się na odpowiednią kontrolę strefy trzech sekund. Istotną rolę odgrywa Adrian Kordalski, zdobywający 12 punktów i rozdający 6,5 asysty. Rozgrywający odpowiada za kreowanie sytuacji partnerom, ale średnio 4,3 straty pokazują, że organizacja ofensywy wymaga większej dokładności. Dodatkowym wsparciem jest Sebastian Kowalczyk, który w dwóch występach zdobywał średnio 14 punktów i 4 asysty, choć jego skuteczność rzutowa pozostawiała sporo do życzenia.
 
Na obwodzie wyróżnia się także Wiktor Rajewicz, notujący 11 punktów i 3,5 asysty, przy imponującej skuteczności 80% zza łuku. Ważnym ogniwem jest Jikari Johnson, zdobywający 10,3 punktu, trafiający połowę rzutów za trzy i dokładający średnio 2 przechwyty. Bartosz Wróbel zapewnia kolejne 10 punktów przy skuteczności 40,9% z dystansu, natomiast Bartosz Majewski wnosi 7 punktów i 2,3 asysty. Pod koszem punktów Gromovsa wspiera Rafał Komenda, który notuje 6,8 punktu oraz 5,8 zbiórki. Tak szeroka grupa zawodników potrafiących zdobywać punkty pokazuje, że największym problemem SKS-u nie jest brak jakości indywidualnej. Znacznie poważniejsze zastrzeżenia budzi organizacja gry. Starogardzianie popełniają średnio aż 16,5 straty, a jednocześnie przegrywają walkę na tablicach. Przy skuteczności 41% za trzy punkty widać, że ofensywa ma solidne podstawy, jednak bez ograniczenia prostych błędów i poprawy defensywnej zbiórki trudno będzie regularnie wykorzystywać jej potencjał. Trudno nie zauważyć braku Patryka Kędla ,który z powodu kontuzji wystąpił tylko w meczu z Sokołem ,w którym dorzucił 10 punktów.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Dobrym przykładem ofensywnych możliwości starogardzian było spotkanie z ŁKS-em Łódź. Choć SKS ostatecznie przegrał 83:101, zdobycie 83 punktów przeciwko jednemu z głównych kandydatów do walki o najwyższe cele pokazuje, że drużyna potrafi znajdować rozwiązania w ataku nawet przeciwko wymagającemu rywalowi. Problem leżał przede wszystkim po drugiej stronie parkietu. Strata ponad stu punktów wyraźnie pokazuje, że sama skuteczność w ataku nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy jej odpowiednia organizacja defensywna. Jeszcze więcej o charakterystyce zespołu powiedziało spotkanie czwartej kolejki z Notecią Inowrocław. Starogardzianie rozpoczęli rywalizację bardzo obiecująco, wygrywając pierwszą kwartę 27:22. Potrafili narzucić własne tempo, skutecznie wykorzystywać błędy przeciwnika i budować przewagę dzięki dobrej organizacji ofensywy. Po zmianie stron obraz gry uległ jednak wyraźnej zmianie. Trzecia kwarta, przegrana 11:20, okazała się momentem zwrotnym całego spotkania. SKS stracił ofensywny rytm, a gospodarze wykorzystali słabszy fragment rywali, ostatecznie zwyciężając 85:80. Właśnie ten mecz najlepiej pokazuje, gdzie należy szukać przyczyn dotychczasowych problemów starogardzian. Szczególnie niepokojące są momenty, w których drużyna traci wypracowany rytm, a pojedyncze nieudane akcje przeradzają się w dłuższe fragmenty nieskutecznej gry.
 
Mimo niekorzystnego bilansu trudno przekreślać możliwości SKS-u już na tak wczesnym etapie rozgrywek. Starogardzianie dysponują wartościowym zestawieniem zawodników, w którym doświadczenie łączy się z umiejętnościami ofensywnymi i potencjałem do dalszego rozwoju. Gromovs zapewnia jakość pod koszem, Kordalski odpowiada za kreowanie gry, a Wróbel, Kowalczyk, Rajewicz i Kedel poszerzają wachlarz dostępnych rozwiązań. Potencjał w Starogardzie niewątpliwie jest, teraz pozostaje pytanie, jak szybko drużyna zdoła zamienić go w regularne zwycięstwa.
 
Miasto Szkła Krosno - Murray punktuje, Kemp wzmacnia środek. Krosno szuka równowagi
 
Powrót Miasta Szkła Krosno na zaplecze ekstraklasy miał być początkiem nowego etapu w historii klubu. Po nieudanym pobycie na najwyższym poziomie rozgrywkowym krośnianie stanęli przed koniecznością odbudowy zespołu, który ponownie będzie w stanie rywalizować o wysokie cele. Pierwsze cztery kolejki pokazały jednak, że proces ten może okazać się znacznie bardziej wymagający, niż sugerowały przedsezonowe oczekiwania.
 
Największym liderem Miasta Szkła Krosno pozostaje Jaylen Murray, który notuje imponujące 27,3 punktu i 6,8 asysty na spotkanie, trafiając 40% rzutów za trzy. Amerykanin jest głównym motorem napędowym ofensywy, jednak jego znakomita dyspozycja nie wystarcza do regularnego odnoszenia zwycięstw. Ważnym wsparciem pozostaje doświadczony Michał Jankowski, zdobywający średnio 13,5 punktu i 2,5 asysty, natomiast Szymon Pawlak oraz Filip Struski dokładają po 9,5 punktu. Struski wyróżnia się również aktywnością na tablicach, notując 5,5 zbiórki. Warto zwrócić uwagę na Oskara Hlebowickiego, który w trzech występach zdobywał średnio 10 punktów. Bardzo dobrze prezentował się także Ivica Radić, notujący 14,5 punktu i 7,5 zbiórki w dwóch rozegranych spotkaniach. Chorwat szybko pokazał, jak istotną postacią może być w strefie podkoszowej, jednak kontuzja wykluczyła go z kolejnych występów, pozbawiając krośnian jednego z najważniejszych zawodników pod obręczą.
 
Bilans 1-3 pokazuje, że krośnianie nie potrafią jeszcze odpowiednio wykorzystać potencjału swojej kadry. Największym problemem pozostaje defensywa, szczególnie ograniczanie łatwych punktów rywali i zabezpieczanie własnej tablicy. Absencja Radicia dodatkowo osłabia rotację podkoszową, zwiększając odpowiedzialność pozostałych zawodników. Niepokoi również duża zależność ofensywy od Murraya, który poza zdobywaniem punktów odpowiada za znaczną część rozegrania. Większa regularność Jankowskiego, Pawlaka i Hlebowickiego mogłaby odciążyć Amerykanina, natomiast poprawa organizacji defensywy pozwoliłaby skuteczniej wykorzystywać potencjał zespołu.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Miasto Szkła rozpoczęło rozgrywki od porażki z beniaminkiem z Bytomia 85:91. Krośnianie nie potrafili wykorzystać większego doświadczenia w rywalizacji z drużyną, która dopiero rozpoczynała swoją pierwszoligową przygodę. Już ten rezultat był sygnałem ostrzegawczym. W drugiej kolejce sytuacja wyglądała jeszcze bardziej niepokojąco. Basket Poznań zwyciężył w Krośnie 107:98, a gospodarze ponownie mieli ogromne problemy z ograniczaniem ofensywy rywala. Zdobycie niemal stu punktów nie wystarczyło nawet do odniesienia zwycięstwa. Pierwsze przełamanie przyszło w Opolu, gdzie krośnianie pokonali Politechnikę 97:89. Zwycięstwo miało ogromne znaczenie psychologiczne, ponieważ pozwoliło wreszcie dopisać do tabeli pierwszą wygraną. Nie był to jednak występ pozbawiony problemów. Gospodarze ponownie zdobyli dużo punktów, co pokazało, że defensywa Miasta Szkła nadal wymaga poprawy. Szczególnie bolesna okazała się czwarta kolejka. W Pelplinie krośnianie przegrali z Decką 80:91, mimo że po trzech kwartach prowadzili 66:61. Ostatnia odsłona, przegrana aż 14:30, całkowicie przekreśliła wcześniejszy wysiłek. Drużyna, która przez trzydzieści minut potrafiła kontrolować przebieg spotkania, w decydującym fragmencie nie znalazła odpowiedzi na ofensywną intensywność gospodarzy.
 
W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera pojawienie się Adama Kempa. Kemp ma pomóc w walce o zbiórki, zwiększyć fizyczność zespołu i poprawić ochronę obręczy. Amerykański środkowy, mierzący 208 centymetrów, został sprowadzony w związku z problemami zdrowotnymi Ivicy Radicia. W swoich pierwszych występach zdobył odpowiednio 6 punktów i 5 zbiórek przeciwko Politechnice Opolskiej oraz 4 punkty i 8 zbiórek w starciu z Decką Pelplin. Nie należy jednak oczekiwać, że sam transfer automatycznie odmieni oblicze drużyny. Jego obecność powinna przede wszystkim pozwolić pozostałym zawodnikom na bardziej komfortowe funkcjonowanie w swoich naturalnych rolach.
 
Krośnianie muszą przede wszystkim poprawić defensywę i nauczyć się utrzymywać przewagę w decydujących momentach. Jeżeli nie znajdą odpowiedzi na te problemy, nawet znakomita dyspozycja Murraya może nadal nie wystarczać do regularnego odnoszenia zwycięstw. Początek sezonu nie jest aż tak rozczarowujący, ale pozostawia przestrzeń do poprawy.
 
Datzzy Kotwica Port Kołobrzeg - Ofensywa to za mało. Defensywne problemy Kotwicy
 
Kotwica Kołobrzeg rozpoczęła sezon od zwycięstwa nad Resovią Rzeszów 94:80, pokazując duży potencjał ofensywny i dając kibicom nadzieję na udane rozgrywki. Kolejne tygodnie przyniosły jednak trzy porażki, które znacząco zmieniły obraz drużyny. Bilans 1-3 uwidacznia przede wszystkim problemy z organizacją defensywy. Kołobrzeżanie zdobywają średnio ponad 88 punktów, a mimo to mają na koncie zaledwie jedno zwycięstwo.
 
Najważniejszą postacią zespołu pozostaje James Washington, który po czterech kolejkach notuje średnio 22,5 punktu oraz 4,5 asysty. Warto przypomnieć, że reprezentował już Kotwicę w sezonie 2022/23, a później występował w Noteci Inowrocław i Enei Basket Poznań. Jego powrót do Kołobrzegu miał zapewnić drużynie sprawdzonego lidera i pod względem indywidualnym spełnia on te oczekiwania. Ważnymi postaciami ofensywy są również Filip Małgorzaciak, zdobywający średnio 18,5 punktu, oraz Dominik Rutkowski, który notuje 18 punktów, 5,3 zbiórki i 3,3 asysty. Cała trójka odpowiada za znaczną część dorobku punktowego zespołu, tworząc jeden z jego największych atutów. Na wyróżnienie zasługuje również Paweł Leończyk, który mimo upływu lat pozostaje niezwykle ważną postacią podkoszową. Jego obecność zapewnia Kotwicy fizyczność i dodatkowe posiadania po zbiórkach ofensywnych. Doświadczony zawodnik notuje średnio 6,8 punktu oraz aż 13,5 zbiórki, będąc jednym z najlepiej zbierających koszykarzy ligi. Solidnym uzupełnieniem rotacji jest Szymon Długosz, zdobywający 6,5 punktu i 3,8 zbiórki w nieco ponad trzynaście minut na parkiecie. Warto wspomnieć także o Mikołaju Kurpiszu, który dokłada 4,3 punktu oraz 4,8 zbiórki, a także Miłoszu Góreńczyku, zdobywającym średnio 6,3 punktu. Dodatkowym wzmocnieniem po powrocie do zdrowia może być Mateusz Kaszowski, który w swoim jedynym dotychczasowym występie zdobył 11 punktów, zwiększając możliwości rotacji obwodowej.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Po udanej inauguracji kołobrzeżanie przegrali z Polonią Warszawa 98:100, choć byli bardzo blisko odniesienia drugiego zwycięstwa. W obu spotkaniach kołobrzeżanie potrafili regularnie zdobywać punkty, ale nie byli w stanie skutecznie zabezpieczyć własnego kosza. Spotkanie miało niezwykle ofensywny charakter, a o końcowym rozstrzygnięciu zadecydowały detale. Następnie Kotwica uległa na wyjeździe SKS-owi Starogard Gdański 89:102, co ponownie uwidoczniło problemy z ograniczaniem ofensywy rywali. Największy niepokój powinien jednak budzić występ w czwartej kolejce. Kotwica przegrała przed własną publicznością z GKS-em Tychy 83:96, a już po pierwszej połowie przegrywała 35:57. Rywale, którzy we wcześniejszych spotkaniach mieli problemy z organizacją ofensywy, tym razem zdobywali punkty z dużą swobodą. Washington zdobył w tym spotkaniu aż 30 punktów, ale nawet tak znakomity występ nie wystarczył do odwrócenia losów rywalizacji.
 
Analizując pierwsze cztery kolejki, można zauważyć pewną sprzeczność. Kluczowa będzie poprawa komunikacji w obronie, ograniczenie łatwych punktów rywali oraz lepsze wykorzystywanie zbiórek Leończyka do budowania przewagi. Trzy kolejne porażki po zwycięskiej inauguracji są wyraźnym sygnałem ostrzegawczym, ale nie przekreślają szans Kotwicy na udany sezon. Zespół posiada odpowiednią jakość indywidualną, jednak potrzebuje większej dyscypliny defensywnej i lepszych początków spotkań. Jeśli kołobrzeżanie poprawią te elementy, mogą stosunkowo szybko odwrócić niekorzystną serię i włączyć się do walki o wyższe miejsca w tabeli.
 
BS Polonia Bytom - Beniaminek bez kompleksów. Bytom zaskakuje ligę
 
Polonia Bytom jest jedną z najciekawszych historii początku sezonu. Dwa zwycięstwa w czterech spotkaniach to rezultat, który pozwala patrzeć na początek sezonu z umiarkowanym optymizmem. W składzie beniaminka znajduje się kilku koszykarzy, którzy od początku rozgrywek prezentują wysoką dyspozycję i pokazują, że drużyna posiada potencjał pozwalający rywalizować z bardziej doświadczonymi przeciwnikami.
 
Największą gwiazdą bytomian pozostaje Devin Hutchinson, który notuje średnio 21,8 punktu oraz 3,5 zbiórki na spotkanie. Amerykanin błyskawicznie wyrósł na lidera ofensywy, imponując umiejętnością zdobywania punktów na wiele sposobów. Bardzo dobrze prezentuje się również Sean Biernacki, który zdobywa średnio 11,8 punktu, 4,3 zbiórki oraz 5,5 asysty. Jego umiejętność organizowania ofensywy, kontrolowania tempa gry i kreowania dogodnych pozycji partnerom sprawia, że jest jednym z najważniejszych elementów układanki trenera Mariusza Bacika. Na szczególne wyróżnienie zasługuje także Kacper Indyk, notujący średnio 11 punktów i 5,3 zbiórki. Jego dyspozycja pozwala skutecznie rozciągać defensywę rywali i otwiera dodatkową przestrzeń dla pozostałych zawodników. Skrzydłowy imponuje przede wszystkim skutecznością rzutów z dystansu, trafiając aż 64,3% prób za trzy punkty w pierwszych czterech kolejkach. Ważną rolę odgrywa również Jarosław Giżyński, dostarczający średnio 8,5 punktu, 3,3 zbiórki oraz 1,8 asysty. Pod koszem solidnie prezentuje się Piotr Karpacz, który oprócz 8 punktów i 5,8 zbiórki notuje również 3,3 asysty na spotkanie, pokazując, że potrafi nie tylko walczyć o pozycję pod obręczą, ale również uczestniczyć w kreowaniu gry. Warto wspomnieć także o Krzysztofie Wąsowiczu, który zdobywa średnio 5,5 punktu i rozdaje 4,5 asysty, zapewniając drużynie kolejne możliwości organizowania ofensywy. Tak szeroki wachlarz umiejętności pokazuje, że Polonia dysponuje znacznie większym potencjałem, niż można byłoby oczekiwać od beniaminka.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
Już na inaugurację Polonia pokonała Miasto Szkła Krosno 91:85. Polonia nie przestraszyła się rozpoznawalnej marki rywala i potrafiła wykorzystać jego problemy defensywne. W kolejnych spotkaniach przyszły jednak trudniejsze sprawdziany. Porażka z ŁKS-em Łódź 72:86 pokazała, że bytomianie nadal mają sporo do poprawy w rywalizacji z zespołami dysponującymi największym potencjałem. Szczególnie istotny był sposób odniesienia wygranej. Największą niespodzianką okazała się czwarta kolejka. Bytomianie pokonali na wyjeździe Sokół Łańcut 91:84, udowadniając, że ich zwycięstwo nad Miastem Szkła nie było przypadkowym sukcesem. Polonia nie potrzebowała spektakularnej końcówki ani niezwykłego zrywu punktowego. Potrafiła konsekwentnie realizować swoje założenia i utrzymywać przewagę nad bardziej doświadczonym przeciwnikiem. To właśnie takie spotkania pokazują, że beniaminek jest w stanie nie tylko nawiązywać walkę, ale również skutecznie kontrolować przebieg rywalizacji.
 
Właśnie takie zwycięstwa budują pozycję beniaminka w lidze. Ta różnorodność może okazać się największą siłą bytomian w dalszej części sezonu. Sukcesy przeciwko rywalom, którzy przed sezonem mogli być postrzegani jako silniejsi, pozwalają drużynie rozwijać pewność siebie i zmieniają sposób, w jaki podchodzą do niej kolejni przeciwnicy. Polonia posiada przy tym kilka wyraźnych atutów. Hutchinson zapewnia regularną zdobycz punktową, Biernacki i Wąsowicz odpowiadają za kreowanie gry, Indyk stanowi poważne zagrożenie z dystansu, a Giżyński i Karpacz dostarczają wartościowego wsparcia. Cztery kolejki to zbyt mało, aby jednoznacznie ocenić możliwości zespołu. Na razie drużyna z Bytomia zasługuje na uznanie, ponieważ udowadnia, że awans na zaplecze ekstraklasy nie musi oznaczać wyłącznie walki o przetrwanie.
 
Decka Pelplin - Decka potrafi odwracać mecze. Czas na regularność
 
Decka Pelplin po czterech kolejkach znajduje się w niezwykle interesującym położeniu. Drużyna prowadzona przez Rafała Knapa potrafi zarówno wyraźnie ustępować mocniejszym przeciwnikom, jak i odwracać losy spotkań w momentach, gdy sytuacja wydaje się już bardzo trudna. Co istotne, Decka nie jest zespołem uzależnionym wyłącznie od jednego lidera. Problemem pozostaje jednak utrzymanie odpowiedniej intensywności i skuteczności przez pełne czterdzieści minut, szczególnie w rywalizacji z dobrze zorganizowanymi przeciwnikami.
 
Jedną z najważniejszych postaci zespołu jest Samajae Haynes-Jones, który notuje średnio 15,8 punktu oraz 4,8 asysty na spotkanie. Coraz ważniejszą postacią staje się również Jayden Coke-Domingue, który w dwóch rozegranych spotkaniach notował imponujące 17,5 punktu, 5 zbiórek oraz 6 asyst. Początek sezonu nie był jednak dla niego łatwy, ponieważ zmagał się z kontuzją palca, która ograniczyła jego udział w pierwszych kolejkach. Teraz zawodnik stopniowo odzyskuje rytm meczowy i zaczyna pokazywać pełnię swoich możliwości. Jego dynamika, wszechstronność i umiejętność kreowania gry dają zespołowi dodatkową jakość na obwodzie, a współpraca z Haynesem-Jonesem może stać się jednym z największych atutów ofensywnych pelplinian.
 
Bardzo solidnie prezentuje się również Olivier Szczepański, który zdobywa średnio 11,5 punktu oraz 5,8 zbiórki, trafiając aż 73,1% rzutów z gry. Jego skuteczność w pobliżu obręczy i aktywność na atakowanej tablicy stanowią ważne elementy ofensywy Decki. Istotną rolę odgrywa także Przemysław Kuźkow, notujący 11,3 punktu i 3,5 zbiórki, który imponuje skutecznością 70% rzutów za trzy. Równie wartościowym zawodnikiem jest Filip Gurtatowski, zdobywający 11,3 punktu, 4,5 zbiórki i aż 3,5 przechwytu na spotkanie. Jego aktywność defensywna pozwala pelplinianom przejmować dodatkowe posiadania i stwarzać okazje do szybkiego ataku. Pod koszem cenne wsparcie zapewnia Tobiasz Dydak, który w nieco ponad 14 minut notuje średnio 7,5 punktu i 5,3 zbiórki, trafiając 66,7% rzutów z gry.
 
Ważnym ogniwem rotacji pozostaje również Mikołaj Ratajczak, zdobywający średnio 6,8 punktu, 3,5 zbiórki i 2,5 asysty. Jego wszechstronność pozwala wspierać drużynę zarówno w organizacji ofensywy, jak i walce na tablicach. Istotną postacią jest także doświadczony Mariusz Konopatzki, który w trzech występach notował 5 punktów, 3,3 zbiórki oraz 4 asysty. Choć jego skuteczność rzutowa nie była dotychczas najwyższa, umiejętność kreowania sytuacji partnerom i doświadczenie pozostają ważne dla funkcjonowania zespołu. Na uwagę zasługuje również młody Jacek Rutecki, który w trzech spotkaniach zdobywał średnio 7 punktów, a przeciwko Politechnice Opolskiej zanotował 13 punktów. Jego aktywność i skuteczność z linii rzutów wolnych pokazują, że może być wartościowym uzupełnieniem rotacji obwodowej. Tak szeroki wybór zawodników daje trenerowi Rafałowi Knapowi wiele możliwości, jednak kluczowe pozostaje utrzymanie odpowiedniej organizacji ataku i większej regularności defensywnej. Decka ma koszykarzy zdolnych do zdobywania punktów na różne sposoby, ale o jej wynikach zdecyduje przede wszystkim umiejętność połączenia indywidualnych atutów w skutecznie funkcjonujący zespół.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Na inaugurację pelplinianie pokonali Weegree AZS Politechnikę Opolską 89:76, prezentując bardzo dobrą skuteczność ofensywną. Szczególnie widoczne były trudności z ograniczaniem ofensywy przeciwników oraz utrzymywaniem odpowiedniej skuteczności w momentach, gdy rywale zwiększali intensywność gry. W kolejnych spotkaniach przyszły jednak dwa wymagające sprawdziany. Najpierw Decka przegrała na wyjeździe z Polonią Leszno 74:91, a następnie uległa WKK Wrocław 83:97. Obie porażki pokazały, że drużyna wciąż ma problemy z utrzymaniem odpowiedniego poziomu defensywnego przeciwko rywalom potrafiącym konsekwentnie wykorzystywać swoje atuty. Nie bez znaczenia pozostaje również defensywa, ponieważ strata odpowiednio 91 i 97 punktów pokazuje, że sama indywidualna skuteczność liderów nie wystarczy do regularnego odnoszenia zwycięstw. Znacznie więcej powodów do optymizmu przyniosło spotkanie czwartej kolejki z Miastem Szkła Krosno. Decka wygrała 91:80, choć jeszcze po trzydziestu minutach przegrywała 61:66. Ostatnia odsłona była jednak prawdziwym popisem gospodarzy, którzy zdobyli aż trzydzieści punktów, pozwalając rywalom na zaledwie czternaście. Pelplinianie pokazali, jak groźna potrafi być ich ofensywa, gdy poszczególni zawodnicy skutecznie ze sobą współpracują, a defensywa pozwala na wyprowadzanie szybkich ataków.
 
Analizując dotychczasowe występy Decki, można odnieść wrażenie, że największym problemem zespołu nie jest brak jakości, lecz odpowiednie zarządzanie posiadanym potencjałem. Pelplinianie mają zawodników potrafiących kreować grę, skutecznych strzelców dystansowych oraz koszykarzy zapewniających wartościowe wsparcie pod koszem. Zwycięstwo nad Miastem Szkła pokazało charakter i możliwości drużyny, ale jednocześnie uwidoczniło problem, jakim pozostają słabsze fragmenty spotkań. Jeżeli Decka zdoła ograniczyć te przestoje, poprawić kontrolę tempa i wykorzystać coraz większą liczbę dostępnych rozwiązań ofensywnych, może stać się poważnym kandydatem do walki o miejsca premiowane udziałem w fazie play-off. Potencjał niewątpliwie jest, ale ostatecznie to regularność, a nie pojedyncze efektowne kwarty, zdecyduje o pozycji pelplinian w ligowej hierarchii.
 
WKK Active Hotel Wrocław - WKK nabiera rozpędu. Młodość wsparta doświadczeniem
 
WKK Active Hotel Wrocław rozpoczęło sezon od dwóch porażek, jednak kolejne spotkania pokazały, że drużyna Ronalda Derksa potrafi szybko wyciągać wnioski. Zwycięstwa nad Decką Pelplin i Resovią Rzeszów pozwoliły wyrównać bilans na 2-2, a przede wszystkim uwidoczniły największą siłę wrocławian - połączenie doświadczonych liderów z młodymi zawodnikami, którzy coraz śmielej zaznaczają swoją obecność na pierwszoligowych parkietach.
 
Najważniejszą postacią zespołu pozostaje Bradley Waldow, notujący średnio 13,3 punktu, 10,3 zbiórki oraz 4 asysty. Amerykański środkowy trafia 60% rzutów z gry i stanowi fundament ofensywy podkoszowej. Jego umiejętność walki na tablicach, ale również dzielenia się piłką sprawia, że WKK może skutecznie budować akcje wokół swojego centra. Ważnym wsparciem jest Jakub Patoka, który zdobywa 10,8 punktu, 5,5 zbiórki i 4 asysty, trafiając imponujące 53,8% rzutów za trzy. Jego wszechstronność pozwala rozciągać defensywę przeciwników i otwierać więcej miejsca dla Waldowa. Istotną rolę odgrywa również Maksymilian Zagórski, notujący 11,5 punktu i 6 zbiórek. Skrzydłowy imponuje aktywnością i skutecznością z linii rzutów wolnych na poziomie 100%, jednak średnio 3,5 straty pokazuje, że w jego grze wciąż brakuje odpowiedniej dokładności.
 
Na obwodzie ważnymi ogniwami pozostają Jakub Koelner i Michał Jędrzejewski. Pierwszy z nich zdobywa średnio 11,3 punktu, trafiając 38,9% rzutów za trzy, i zapewnia drużynie potrzebne zagrożenie z dystansu. Jędrzejewski, który po czterech latach powrócił do macierzystego klubu, notuje 8,3 punktu oraz 4,3 asysty. Pięciokrotny młodzieżowy mistrz Polski w barwach WKK odpowiada za organizację gry, choć jego skuteczność z gry wynosząca 34,6% i średnio 3 straty pozostawiają miejsce do poprawy. Na szczególne wyróżnienie zasługuje 20-letni Mateusz Orłowski, zdobywający 11,5 punktu w niespełna 20 minut na parkiecie. Młody zawodnik stał się jednym z najcenniejszych rezerwowych zespołu, zapewniając ofensywną energię i dodatkowe możliwości punktowe. W rotacji istotne miejsce zajmuje także 17-letni Szymon Łata, który notuje 7,3 punktu i 3 asysty, choć jego średnia 3,5 straty pokazuje, że wciąż nabiera doświadczenia w prowadzeniu gry. Swoje minuty otrzymują również Jakub Osiński, zdobywający 4 punkty i 2,8 zbiórki, oraz Daniel Grzejszczyk i August Chałupa. Ich obecność potwierdza, że szkolenie młodzieży pozostaje ważną częścią tożsamości wrocławskiego klubu.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Pierwsze dwa spotkania uwidoczniły problemy WKK z regularnością ofensywną. Na inaugurację wrocławianie przegrali z Notecią Inowrocław 66:80, a następnie ulegli Polonii Leszno 71:80. Przełamanie nastąpiło w trzeciej kolejce, kiedy pokonali Deckę Pelplin 97:83, prezentując znacznie większą skuteczność i swobodę w ataku. Jeszcze bardziej przekonująco wyglądało zwycięstwo nad osłabioną kadrowo Resovią Rzeszów 90:67. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 38:27, a trzecia kwarta wygrana 32:19 pozwoliła im całkowicie przejąć kontrolę nad spotkaniem. Wrocławianie potrafili wykorzystywać przewagę fizyczną pod koszem, a większa liczba skutecznych zawodników obwodowych utrudniała rywalom koncentrację defensywy na jednym liderze.
 
WKK pokazało, że posiada solidne podstawy do walki o miejsce w fazie play-off, ale dalszy rozwój wymaga poprawy kilku elementów. Najważniejszym z nich pozostaje ograniczenie strat, szczególnie wśród zawodników odpowiedzialnych za kreowanie gry. Duży potencjał tkwi również w lepszym wykorzystywaniu Waldowa, którego skuteczność pod koszem może stanowić jeszcze większy atut przy odpowiednim ruchu piłki. Jeśli Koelner i Patoka utrzymają dobrą dyspozycję strzelecką, a Orłowski, Łata i pozostali młodzi zawodnicy będą regularnie rozwijać swoją grę, wrocławianie mogą stać się niewygodnym przeciwnikiem nawet dla wyżej notowanych zespołów. Najbliższe tygodnie pokażą, czy dwa ostatnie zwycięstwa były początkiem trwałej poprawy, czy jedynie krótkim przebłyskiem formy.
 
 
Solvera Sokół Łańcut - Sokół w poszukiwaniu stabilności. Couisnard nadaje ton
 
Sokół Łańcut rozpoczął sezon w sposób, który pozostawia mieszane odczucia. Dwa zwycięstwa i dwie porażki pokazują, że drużyna Dariusza Kaszowskiego wciąż poszukuje odpowiedniej regularności. Łańcucianie potrafili przekonująco pokonać SKS Starogard Gdański i GKS Tychy, ale jednocześnie przegrali wyrównane spotkanie z Polonią Warszawa oraz niespodziewanie ulegli beniaminkowi z Bytomia. Największym problemem nie wydaje się brak indywidualnej jakości, ponieważ Sokół dysponuje doświadczonymi zawodnikami na każdej pozycji. Znacznie więcej wątpliwości budzi umiejętność utrzymywania odpowiedniej intensywności i koncentracji w ofensywie i wykorzystywania potencjału całej rotacji. Dotychczasowe wyniki pokazują, że przy dobrej organizacji gry łańcucianie potrafią kontrolować przebieg spotkania, jednak wciąż zdarzają im się przestoje, które przeciwnicy wykorzystują.
 
Liderem ofensywy pozostaje Jermaine Couisnard, który po czterech kolejkach notuje średnio 19,3 punktu i 4,3 zbiórki. Amerykanin zapewnia drużynie możliwość samodzielnego kreowania sytuacji rzutowych, jednak skuteczność zespołu nie może zależeć wyłącznie od jego dyspozycji. Ważną postacią jest Michał Lis, który w pierwszych dwóch występach zdobywał średnio 14,5 punktu, 3 zbiórki i 3 asysty. Istotną rolę odgrywa również Mateusz Szczypiński, notujący po trzech spotkaniach 9,3 punktu i 2,3 asysty przy skuteczności 42,9% zza łuku. Za organizację ofensywy odpowiada przede wszystkim Piotr Wieloch, który zdobywa średnio 8,7 punktu i rozdaje aż 8,3 asysty. Tak wysoka liczba ostatnich podań pokazuje, że Sokół ma zawodnika potrafiącego skutecznie angażować partnerów. Kluczowe będzie jednak znalezienie właściwej równowagi między indywidualnymi akcjami Couisnarda a bardziej zespołowym sposobem rozgrywania ataku.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Duży potencjał łańcucianie posiadają również pod koszem. Milan Milovanović notuje średnio 8,3 punktu i aż 12,3 zbiórki, będąc jednym z najważniejszych zawodników odpowiedzialnych za kontrolę tablic. Ważnym ogniwem pozostaje także Konrad Rosiński, zdobywający 10,7 punktu i 6,3 zbiórki, który zapewnia drużynie dodatkową aktywność po obu stronach parkietu. Warto wyróżnić również Daniela Ziółkowskiego, notującego 8,7 punktu, oraz Szymona Walskiego, który dokłada 8,3 punktu i 4,7 zbiórki. Swoją szansę otrzymuje także młody Bartosz Mońko, zdobywający średnio 3,3 punktu. Istotną informacją jest ponadto powrót do gry Mateusza Bręka, doskonale znającego realia łańcuckiego klubu. Doświadczony zawodnik, występujący na pozycjach rzucającego obrońcy i niskiego skrzydłowego, ma za sobą grę w Sokole zarówno na poziomie pierwszej ligi, jak i ekstraklasy. Jego obecność poszerza rotację obwodową i daje trenerowi Kaszowskiemu kolejną możliwość zestawiania składu. Bręk może wnieść do zespołu doświadczenie, spokój i lepszą organizację gry ,a także ogromną eksplozywność, co przy obecnych wahaniach formy łańcucian będzie szczególnie cenne.
 
Pierwsze cztery kolejki dobrze obrazują różnice w dyspozycji Sokoła. Na inaugurację łańcucianie przegrali na wyjeździe z Polonią Warszawa 93:95, pokazując duży potencjał ofensywny, ale jednocześnie nie potrafiąc zatrzymać gospodarzy w decydujących momentach. Znacznie lepiej wyglądało spotkanie ze SKS-em Starogard Gdański, wygrane 90:76. Tym razem Sokół skuteczniej wykorzystywał swoje możliwości w ataku i nie pozwolił rywalom przejąć inicjatywy. Jeszcze bardziej wartościowe było wyjazdowe zwycięstwo nad GKS-em Tychy 78:65. Ograniczenie przeciwnika do 65 punktów pokazało, że łańcucianie potrafią prezentować solidną, zdyscyplinowaną defensywę. Czwarta kolejka przyniosła jednak rozczarowanie w postaci domowej porażki z Polonią Bytom 84:91. Beniaminek wykorzystał słabsze fragmenty gry gospodarzy, którzy tym razem nie utrzymali odpowiedniej intensywności w obronie. Zestawienie tych spotkań pokazuje, że Sokół osiąga najlepsze rezultaty wtedy, gdy potrafi narzucić rywalom fizyczny styl gry i konsekwentnie realizować założenia defensywne.
 
Sokół posiada wystarczająco dużo jakości, aby rywalizować o wysokie miejsca w tabeli, jednak pierwsze cztery kolejki ujawniły kilka istotnych problemów. Najważniejszym zadaniem będzie ustabilizowanie defensywy oraz lepsze wykorzystanie przewagi fizycznej Milovanovicia i Rosińskiego. Równie istotne pozostaje bardziej równomierne rozłożenie odpowiedzialności ofensywnej między Couisnarda, Lisa, Szczypińskiego i Wielocha. Dodatkowym atutem może okazać się powrót Bręka, którego doświadczenie zwiększa możliwości rotacyjne i daje trenerowi większą swobodę w doborze ustawień. Łańcucianie mają zatem odpowiednich wykonawców, aby prezentować bardziej kompletną koszykówkę. O tym, czy włączą się do walki o ligową czołówkę, zdecyduje jednak przede wszystkim umiejętność utrzymywania wysokiej jakości gry przez całe spotkanie, a nie pojedyncze udane fragmenty.
 
Enea Basket Poznań - Blanton napędza Basket. Poznań blisko ligowej czołówki
 
Basket Poznań rozpoczął sezon od dwóch zwycięstw i dwóch porażek, jednak dotychczasowy bilans nie oddaje w pełni potencjału drużyny. Poznaniacy od pierwszych kolejek prezentują ofensywny styl gry, oparty na wysokiej skuteczności i dużej aktywności swoich liderów. Mimo dobrych fragmentów gry poznaniakom zabrakło jednak skuteczności w decydujących momentach, co sprawia, że początek rozgrywek pozostawia zarówno powody do optymizmu, jak i pewien niedosyt.
 
Największą siłą Enei Basketu Poznań jest ofensywna jakość kilku zawodników, którzy potrafią przejmować odpowiedzialność w różnych momentach spotkania. Liderem pozostaje Devontae Blanton, notujący średnio 20,5 punktu, 7 zbiórek i 7 asyst. Amerykanin imponuje wszechstronnością, łącząc skuteczne zdobywanie punktów z kreowaniem sytuacji partnerom. Równie ważną postacią jest Patryk Stankowski, który dokłada 18,5 punktu i 5,3 asysty, trafiając 50% rzutów za trzy. Duet ten stanowi fundament ofensywy poznaniaków, jednak jego największą wartością jest możliwość zarówno samodzielnego kończenia akcji, jak i angażowania pozostałych zawodników. Znakomicie prezentuje się również Filip Siewruk, zdobywający średnio 17,3 punktu i 5 zbiórek przy skuteczności 61,5% z gry. Jego wszechstronność i umiejętność zdobywania punktów z różnych pozycji stanowią istotne uzupełnienie gry obwodowych.
Reklama
 
Ważnym elementem rotacji Enei Basketu Poznań pozostaje Arkadiusz Adamczyk, który notuje średnio 9,3 punktu i 4,5 zbiórki, trafiając aż 86,7% rzutów za dwa. Coraz większą rolę odgrywa także Jan Nowicki, zdobywający 8,3 punktu i 3,8 zbiórki przy 50-procentowej skuteczności zza łuku. Pod koszem istotnym ogniwem jest Sebastian Rompa, który dokłada 6,3 punktu, 4,5 zbiórki oraz 1,3 bloku, zapewniając drużynie fizyczność i ochronę obręczy. Cennym uzupełnieniem tej formacji jest również Somto Dimanochie, który w dwóch występach notował średnio 4,5 punktu, 2,5 zbiórki i 1,5 bloku. Mierzący 203 cm zawodnik wyróżnia się atletyzmem, dynamiką oraz umiejętnością zabezpieczania strefy podkoszowej. Choć problemy zdrowotne ograniczyły jego udział w pierwszych kolejkach, jego obecność daje trenerowi dodatkowe możliwości w defensywie i walce na tablicach.
 
Warto wspomnieć także o Michale Samsonowiczu, zdobywającym średnio 5,8 punktu, oraz Janie Malesie, który w trzech występach notował 4,7 punktu. Niestety, kontuzja kolana wykluczy Malesę z gry na dłuższy czas, dlatego władze Basketu zdecydowały się na szybkie wzmocnienie składu. Do zespołu dołączył 40-letni Paweł Kikowski, były reprezentant Polski i wieloletni zawodnik ekstraklasy, który podpisał dwumiesięczny kontrakt. Doświadczony rzucający obrońca przez lata należał do cenionych strzelców na polskich parkietach, a jego umiejętność zdobywania punktów z dystansu może okazać się niezwykle wartościowa. Transfer nie tylko pozwala wypełnić lukę po kontuzjowanym Malesie, ale również zwiększa doświadczenie i możliwości ofensywne zespołu Edmundsa Valeiki. Poznaniacy dysponują więc szeroką i zróżnicowaną rotacją, jednak najważniejszym wyzwaniem pozostaje poprawa organizacji defensywy oraz ograniczenie strat, aby indywidualna jakość zawodników jeszcze częściej przekładała się na zwycięstwa.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Pierwsze dwie kolejki były dla Basketu niezwykle udane. Był to jeden z najbardziej imponujących indywidualnych występów w początkowej fazie rozgrywek. Na inaugurację poznaniacy pewnie pokonali Politechnikę Opolską 96:75, a tydzień później wygrali na wyjeździe z Miastem Szkła Krosno 107:98. Szczególnie w drugim spotkaniu błysnął Patryk Stankowski, który zdobył 30 punktów i zanotował 8 asyst, trafiając aż sześć rzutów za trzy punkty. W trzeciej kolejce Basket przegrał przed własną publicznością ze Spójnią Stargard 94:99, mimo że przez długie fragmenty potrafił dotrzymywać kroku jednemu z faworytów ligi. Następnie poznaniacy ulegli ŁKS-owi Łódź 79:86, choć po trzech kwartach tracili do gospodarzy zaledwie trzy punkty. Obie porażki pokazały, że Basket potrafi rywalizować z najlepszymi, ale w decydujących fragmentach spotkań brakuje mu jeszcze odpowiedniej regularności i skuteczności.
 
Po czterech kolejkach Basket zdobywa średnio 94 punkty na spotkanie, tracąc jednocześnie 89,5 punktu. Problemem pozostaje jednak zatrzymywanie przeciwników, szczególnie w spotkaniach z ligową czołówką. W dwóch przegranych meczach Basket stracił łącznie 185 punktów, co pokazuje, że sama skuteczność ofensywna nie zawsze wystarcza do odnoszenia zwycięstw. Mimo to dotychczasowe rezultaty dają podstawy do optymizmu. Poznaniacy nie zostali zdominowani przez żadnego z niepokonanych rywali, a różnice pięciu i siedmiu punktów wskazują, że do osiągania lepszych wyników nie potrzeba rewolucji. Jeśli zespół poprawi organizację gry w obronie i zacznie skuteczniej rozstrzygać wyrównane końcówki, może stać się poważnym kandydatem do zajęcia wysokiego miejsca w tabeli.
 
KKS Polonia Warszawa - Polonia wygrywa końcówki, ale Leszno obnażyło ich słabości
 
Polonia Warszawa rozpoczęła sezon od trzech zwycięstw w czterech spotkaniach, co pozwala jej utrzymywać się w czołówce ligowej tabeli. Na pierwszy rzut oka taki bilans może sugerować bardzo udany początek rozgrywek, jednak dokładniejsza analiza wyników pokazuje nieco bardziej skomplikowany obraz stołecznego zespołu. Warszawianie wszystkie trzy zwycięstwa odnieśli różnicą nie większą niż trzy punkty, a ich bilans małych punktów wynosi -15. To dość nietypowa sytuacja, która z jednej strony świadczy o umiejętności rozstrzygania wyrównanych spotkań, z drugiej natomiast pokazuje, jak niewiele dzieliło Polonię od zupełnie innego początku sezonu. Wysoka porażka w Lesznie pokazała, że mimo obiecującego bilansu Polonia wciąż ma kilka elementów wymagających poprawy.
 
Największą indywidualnością zespołu jest Jacoby Ross, który notuje średnio 23,5 punktu, 3,5 asysty oraz 3,3 przechwytu na spotkanie, trafiając 40,6% rzutów za trzy punkty. Nie jest jednak osamotniony w zdobywaniu punktów. Bardzo ważną rolę odgrywa Gal Gelinski, osiągający średnio 18,5 punktu, 6,3 zbiórki oraz 6,5 asysty. To zawodnik, który potrafi zarówno kończyć akcje, jak i organizować grę partnerów, dzięki czemu Polonia nie musi opierać całego ataku na Rossie. Takie zestawienie pokazuje, że Polonia dysponuje wartościową grupą zawodników na różnych pozycjach. Pod koszem istotnym ogniwem pozostaje Cameron Gaines, notujący 11,8 punktu, 11,8 zbiórki oraz 1,5 bloku. Warto również wyróżnić Łukasza Kłaczka, który dokłada 11,8 punktu i 6,5 zbiórki, oraz Filipa Poradzkiego ze średnimi 9,3 punktu i 2,8 asysty. Szczególnie interesujące jest połączenie punktowych możliwości Rossa, wszechstronności Gelinskiego i aktywności Gainesa pod koszem. Przy takim potencjale indywidualnym największym wyzwaniem pozostaje stworzenie zespołu, który będzie potrafił regularnie wykorzystywać swoje atuty również przeciwko najlepiej zorganizowanym przeciwnikom.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Polonia Warszawa rozpoczęła sezon od trzech zwycięstw, jednak każde z nich zostało wywalczone w niezwykle wymagających okolicznościach. Już na inaugurację stołeczny zespół pokonał Sokół Łańcut 95:93, pokazując skuteczność w decydujących fragmentach spotkania. Jeszcze większych emocji dostarczył wyjazd do Kołobrzegu, gdzie warszawianie po trzech dogrywkach zwyciężyli Kotwicę 100:98. Był to prawdziwy sprawdzian wytrzymałości fizycznej i odporności psychicznej, zakończony kolejnym sukcesem Polonii. W trzeciej kolejce drużyna ponownie musiała walczyć do ostatnich posiadań, pokonując Noteć Inowrocław 90:87.
 
Choć trzy zwycięstwa potwierdziły duży potencjał zespołu, ich przebieg ujawnił również pewne mankamenty. Wszystkie spotkania Polonia wygrała różnicą zaledwie dwóch lub trzech punktów, a łącznie zdobyła tylko siedem punktów więcej od rywali. Z jednej strony świadczy to o umiejętności zachowania zimnej krwi i podejmowania właściwych decyzji pod presją, z drugiej pokazuje, jak niewiele dzieliło warszawian od utraty punktów. Szczególnie istotna wydaje się poprawa organizacji gry w defensywie oraz skuteczniejsze kontrolowanie przebiegu spotkań. Jeżeli Polonia chce na dłużej zadomowić się w ligowej czołówce, powinna częściej wykorzystywać swój potencjał do budowania bezpiecznej przewagi, zamiast za każdym razem rozstrzygać losy meczu w nerwowej końcówce.
 
Pierwsza porażka przyszła w czwartej kolejce, kiedy Polonia zmierzyła się na wyjeździe z jednym z najlepiej prezentujących się zespołów początku rozgrywek - Polonią Leszno. Gospodarze zwyciężyli 99:77, a kluczowym momentem spotkania okazała się trzecia kwarta, wygrana przez leszczynian 34:21. Równie niepokojący był spadek skuteczności stołecznej drużyny. Leszczynianie potrafili ograniczyć możliwości ofensywne gości, a jednocześnie wykorzystali słabsze fragmenty ich gry po bronionej stronie parkietu. Po trzech spotkaniach, w których zdobywała co najmniej 90 punktów, Polonia tym razem zakończyła mecz z dorobkiem zaledwie 77 oczek. To ważny sygnał, ponieważ pokazuje, że przeciwko wymagającemu rywalowi sama jakość indywidualna zawodników może okazać się niewystarczająca. Szczególnie trzecia kwarta uwidoczniła problem z odpowiednią reakcją na rosnącą intensywność przeciwnika. Warszawianie nie znaleźli sposobu na zatrzymanie rozpędzonych gospodarzy, przez co spotkanie, które miało być sprawdzianem ich możliwości, zakończyło się zdecydowaną porażką.
 
Po czterech kolejkach Polonia zdobywa średnio 90,5 punktu na spotkanie, tracąc 94,25, a właśnie ta druga wartość powinna stanowić największy powód do analizy dla sztabu szkoleniowego. Gaines zapewnia dużą aktywność pod koszem, Ross potrafi skutecznie pracować na liniach podań, a pozostali zawodnicy dysponują umiejętnościami pozwalającymi stworzyć konkurencyjną drużynę. Warszawianie w żadnym z dotychczasowych meczów nie ograniczyli przeciwnika do mniej niż 87 punktów, co wyraźnie wskazuje na problemy z organizacją defensywy. Co istotne, nie można tłumaczyć ich wyłącznie brakiem odpowiednich wykonawców. Kluczowe będzie jednak poprawienie współpracy w obronie, ograniczenie łatwych punktów rywali oraz utrzymywanie odpowiedniej intensywności przez pełne 40 minut. W ofensywie Polonia ma kilka różnych możliwości, dlatego szczególnie ważne będzie lepsze wykorzystywanie ich w momentach, gdy przeciwnik skutecznie ogranicza liderów. Początek sezonu należy ocenić pozytywnie pod względem wyników, ale jednocześnie trudno uznać warszawian za zespół, który pokazał już pełnię swoich możliwości. Jeśli stołeczny zespół znajdzie odpowiednią równowagę pomiędzy atakiem a obroną, może na dłużej zadomowić się w górnej części tabeli i stać się wymagającym przeciwnikiem również dla głównych faworytów rozgrywek.
 
KSK Qemetica Noteć Inowrocław - Noteć rośnie w siłę. Cierpliwość przynosi efekty
 
Noteć Inowrocław rozpoczęła sezon od trzech zwycięstw w czterech spotkaniach, potwierdzając aspiracje do rywalizacji o wysokie miejsca w ligowej tabeli. Szczególnie wymowne były dwa pierwsze mecze, w których drużyna straciła łącznie zaledwie 128 punktów. Jedyna dotychczasowa porażka przyszła w Warszawie, gdzie Polonia zwyciężyła różnicą trzech oczek. Taki bilans pokazuje, że Noteć potrafi nie tylko kontrolować spotkania z wymagającymi rywalami, ale również pozostawać w grze wtedy, gdy przeciwnik narzuca bardziej ofensywne warunki. Początek sezonu daje więc podstawy do optymizmu, choć kolejne tygodnie będą istotnym sprawdzianem regularności inowrocławskiego zespołu.
 
Jednym z najważniejszych zawodników KSK Qemetica Noteci Inowrocław pozostaje Piotr Lis, który po czterech kolejkach notuje średnio 13,5 punktu i 3,3 asysty, trafiając 35,5% rzutów za trzy. W porównaniu z poprzednim sezonem, kiedy zdobywał 9,1 punktu, wyraźnie zwiększył swoją rolę w ofensywie. Bardzo dobrze prezentuje się również Szymon Sobiech, notujący 12,3 punktu i 3,3 zbiórki przy skuteczności 70% rzutów za dwa. Ważnym ogniwem jest Michał Kroczak, który dokłada 11,8 punktu, 3 zbiórki i 2,8 asysty, trafiając 42,1% prób zza łuku. Dodatkowo notuje średnio 2 przechwyty, będąc wartościowym zawodnikiem również po bronionej stronie parkietu. Za organizację gry odpowiada przede wszystkim Jakub Kobel, zdobywający 9,8 punktu i rozdający 4,3 asysty. Choć jego skuteczność z gry wynosi 31,4%, umiejętność kreowania dogodnych pozycji partnerom pozostaje istotnym elementem ofensywy zespołu Krzysztofa Szubargi. Największym wyzwaniem dla rozgrywającego będzie ograniczenie strat i poprawa selekcji rzutowej, aby skuteczniej wykorzystywać potencjał pozostałych zawodników.
 
Na szczególną uwagę zasługuje również Santiago Vaulet, który w dwóch pierwszych występach zdobywał średnio 10,5 punktu i 3 zbiórki, trafiając 60% rzutów za trzy. Jego doświadczenie oraz umiejętność zdobywania punktów z różnych pozycji stanowią ważne atuty ofensywy Noteci. Podczas spotkania drugiej kolejki zawodnik doznał urazu w okolicy kolana i przedwcześnie opuścił parkiet. Problemy zdrowotne uniemożliwiły mu także występ w kolejnych dwóch spotkaniach, w tym przeciwko SKS-owi Starogard Gdański. Jego absencja ogranicza możliwości rotacyjne zespołu, dlatego powrót do pełnej dyspozycji będzie istotny dla dalszej rywalizacji. Ważną postacią pozostaje również Radosław Trubacz, który notuje średnio 7,5 punktu i 5 zbiórek, zapewniając doświadczenie, fizyczność i aktywność w defensywie. Rotację obwodową uzupełnia Adam Skiba, zdobywający 3,5 punktu i rozdający 2 asysty, dzięki czemu trener Szubarga może korzystać z dodatkowego zawodnika odpowiedzialnego za organizację gry.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Solidne podstawy Noteć posiada również pod koszem. Doświadczony Darrell Harris notuje średnio 8 punktów i 7 zbiórek, dokładając jeden blok na spotkanie. Podobne liczby osiąga Milos Koprivica, zdobywający 8 punktów i 6,8 zbiórki przy skuteczności 53,6% rzutów z gry. Uzupełnieniem rotacji jest Kamil Białachowski, który w czterech spotkaniach notował średnio 1,8 punktu i 1,8 zbiórki, spędzając na parkiecie niespełna 9 minut. Mierzący 202 cm zawodnik zapewnia kolejną możliwość zestawiania formacji podkoszowej i pozwala rozłożyć obciążenia między środkowych. Największym atutem inowrocławian pozostaje jednak różnorodność ofensywna, ponieważ odpowiedzialność za zdobywanie punktów potrafią przejmować zarówno zawodnicy obwodowi, jak i podkoszowi. Absencja Vauleta pokazała również, jak istotne będzie utrzymanie odpowiedniej jakości gry mimo problemów kadrowych. Kluczowym wyzwaniem pozostaje ograniczenie strat, poprawa organizacji defensywy oraz większa regularność zawodników odpowiedzialnych za kreowanie akcji. Jeśli Noteć ustabilizuje te elementy i odzyska pełnię możliwości rotacyjnych, powinna dysponować odpowiednimi argumentami do skutecznej rywalizacji z ligową czołówką.
 
Pierwsze dwie kolejki pokazały, jak skutecznie Noteć potrafi wykorzystywać swoje możliwości defensywne. W obu przypadkach Noteć nie potrzebowała imponującego dorobku punktowego, aby wypracować bezpieczną przewagę. Na inaugurację inowrocławianie pokonali na wyjeździe WKK Wrocław 80:66, kontrolując przebieg spotkania przede wszystkim dzięki ograniczeniu skuteczności gospodarzy. W drugiej kolejce podobny scenariusz powtórzył się w rywalizacji z Resovią Rzeszów, zakończonej zwycięstwem 75:62. Pierwsza porażka przyszła dopiero w trzeciej kolejce, kiedy Polonia Warszawa zwyciężyła 90:87. Spotkanie miało zdecydowanie bardziej ofensywny charakter, a Noteć mimo zdobycia 87 punktów nie zdołała zatrzymać gospodarzy w decydujących fragmentach. Warto jednak zauważyć, że inowrocławianie potrafili skutecznie funkcjonować również w meczu rozgrywanym w wyższym tempie, co stanowi istotny argument przemawiający za wszechstronnością zespołu. W czwartej kolejce Noteć wróciła na zwycięską ścieżkę, pokonując SKS Starogard Gdański 85:80. Początek spotkania nie układał się po myśli gospodarzy, którzy przegrali pierwszą kwartę 22:27. Zespół Krzysztofa Szubargi potrafił jednak odpowiednio zareagować, a decydująca okazała się trzecia odsłona, wygrana 20:11. Szczególnie wartościowy jest sposób, w jaki Noteć potrafiła zmienić przebieg spotkania po nieudanym początku. Zwycięstwo nad SKS-em miało również znaczenie psychologiczne, ponieważ pozwoliło drużynie szybko odpowiedzieć na pierwszą porażkę i utrzymać kontakt z ligową czołówką.
 
Największym atutem Noteci pozostaje dobrze zorganizowana defensywa, wspierana przez szeroką i zróżnicowaną rotację. Inowrocławianie potrafią dostosowywać sposób gry do przeciwnika, a odpowiednie połączenie doświadczenia z indywidualnymi umiejętnościami zawodników pozwala im skutecznie rywalizować w różnych warunkach. Kluczowe dla dalszej części sezonu będzie utrzymanie regularności oraz poprawa skuteczności w decydujących momentach spotkań. Dotychczasowa postawa zespołu Krzysztofa Szubargi pokazuje, że Noteć ma wszelkie argumenty, aby na stałe zadomowić się w ligowej czołówce i realnie walczyć o najwyższe miejsca w tabeli.
 
PGE Spójnia Stargard - Spójnia nie zwalnia. Cztery zwycięstwa i wielkie ambicje
 
Spójnia Stargard rozpoczęła sezon w imponującym stylu, odnosząc cztery zwycięstwa w czterech spotkaniach i potwierdzając aspiracje do walki o najwyższe miejsca w ligowej tabeli. W dotychczasowych meczach Spójnia pokazała, że nie musi dominować przez pełne 40 minut, aby odnosić zwycięstwa. Potrafi zachować cierpliwość, odpowiednio reagować na trudniejsze fragmenty i podnosić intensywność w najważniejszych momentach. Szczególnie wartościowe wydają się zwycięstwa nad GKS-em Tychy i Basketem Poznań, odniesione w wymagających okolicznościach. Komplet punktów po czterech kolejkach nie jest więc wyłącznie efektem korzystnego terminarza, lecz również potwierdzeniem jakości drużyny, która już na początku rozgrywek wyrasta na jednego z najpoważniejszych kandydatów do walki o awans.
 
Liderem ofensywy PGE Spójni Stargard pozostaje Robert Glasper, który po czterech kolejkach notuje średnio 21,3 punktu oraz 5,5 asysty. Amerykanin odpowiada nie tylko za zdobywanie punktów, ale również za kreowanie dogodnych pozycji partnerom, stanowiąc najważniejsze ogniwo ataku zespołu Marka Popiołka. Dużym wsparciem jest Simeon Cottle, który w pierwszych dwóch występach zdobywał średnio 14 punktów i 3 asysty, trafiając 71,4% rzutów za dwa. Jego dynamika i umiejętność atakowania obręczy pozwalają Spójni urozmaicać ofensywę, szczególnie gdy rywale koncentrują się na ograniczaniu Glaspera. Istotną rolę odgrywa również Jakub Karolak, który po czterech spotkaniach notuje już 13,3 punktu, trafiając 50% rzutów za trzy. Doświadczony strzelec potwierdził swoją wartość przeciwko Politechnice Opolskiej, zdobywając 25 punktów i trafiając pięć trójek.
 
Ważnym elementem rotacji obwodowej jest Wojciech Siembiga, który w pierwszych trzech kolejkach zdobywał średnio 8,7 punktu i 3 zbiórki, trafiając połowę prób zza łuku. Szymon Szmit w dwóch pierwszych występach notował 9 punktów oraz 2,5 zbiórki, zapewniając kolejną opcję strzelecką. Na uwagę zasługuje także Igor Wadowski, który w trzech meczach zdobywał średnio 5,7 punktu i rozdawał 3,7 asysty. Jego obecność pozwala odciążyć Glaspera w organizowaniu ataku i daje trenerowi większą swobodę w zestawianiu obwodowych. W rotacji znajduje się również Wojciech Czerlonko, notujący po trzech kolejkach 6,3 punktu i 4 zbiórki. Choć jego skuteczność rzutów z dystansu pozostawiała wiele do życzenia, wnosi do zespołu fizyczność oraz aktywność w walce o piłki. Tak szeroki wybór zawodników obwodowych sprawia, że Spójnia nie musi uzależniać ofensywy wyłącznie od dyspozycji swojego amerykańskiego lidera.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Równie interesująco prezentuje się rotacja podkoszowa, w której trener Popiołek może korzystać z zawodników o odmiennej charakterystyce. Piotr Niedźwiedzki w pierwszych dwóch występach notował średnio 8 punktów i 6 zbiórek, a przeciwko Basketowi Poznań zebrał aż 10 piłek. Jarosław Mokros po trzech kolejkach osiągał 5 punktów i 5,7 zbiórki, zapewniając doświadczenie oraz stabilność w walce na tablicach. Silas Sunday w dwóch pierwszych spotkaniach zdobywał 5,5 punktu i 7 zbiórek, dokładając do tego średnio jeden blok. Jego warunki fizyczne pozwalają skuteczniej chronić obręcz, choć ważnym zadaniem pozostaje ograniczenie przewinień i utrzymanie regularności. Warto wyróżnić również Aleksandra Jęcha, który w trzech meczach zdobywał średnio 7 punktów i 3,3 zbiórki, trafiając 61,5% rzutów z gry. Obecność czterech wartościowych zawodników podkoszowych daje Spójni możliwość dostosowywania ustawień do rywala i utrzymywania intensywności niezależnie od zmian personalnych.
 
Najbardziej przekonujące zwycięstwo stargardzianie odnieśli w czwartej kolejce, pokonując Politechnikę Opolską 105:79. Mimo wysokiego końcowego rezultatu początek spotkania był dla gospodarzy niezwykle trudny. Opolanie prowadzili już 22:7, wykorzystując nieskuteczność Spójni i problemy z organizacją gry. Stargardzianie zdołali jednak odrobić straty jeszcze w pierwszej kwarcie, a do przerwy prowadzili 51:48. Decydująca okazała się trzecia odsłona, wygrana aż 32:11, w której gospodarze całkowicie przejęli kontrolę nad rywalizacją. Szczególnie imponująco zaprezentował się Jakub Karolak, zdobywając 25 punktów i trafiając pięć rzutów za trzy. Bardzo dobre wsparcie zapewnił Simeon Cottle, który dołożył 16 punktów, natomiast Glasper zakończył spotkanie z dorobkiem 14 punktów i 6 asyst. Warto wyróżnić również Niedźwiedzkiego, który w zaledwie 14 minut zdobył 10 punktów, zebrał 7 piłek i rozdał 3 asysty. Takie rozłożenie odpowiedzialności pokazuje, że Spójnia ma kilku zawodników zdolnych do przejmowania inicjatywy, a jej ofensywa nie jest uzależniona wyłącznie od dyspozycji amerykańskiego rozgrywającego.
 
Dotychczasowa postawa Spójni pozwala traktować ją jako jednego z najpoważniejszych kandydatów do walki o najwyższe cele. Ważnym wyzwaniem będzie również utrzymanie regularności całej rotacji w rywalizacji z silniejszymi przeciwnikami. Jeżeli Spójnia zachowa obecną wszechstronność i ograniczy przestoje w grze, ma wszelkie argumenty, aby pozostać w ścisłej czołówce rozgrywek i realnie walczyć o powrót do ekstraklasy.
 
ŁKS Coolpack Łódź - ŁKS bez porażki. Ponitka prowadzi łodzian do zwycięstw
 
ŁKS Coolpack Łódź rozpoczął sezon w sposób, który w pełni odpowiada wysokim oczekiwaniom wobec zespołu. Szczególnie imponująca jest różnorodność dotychczasowych zwycięstw. ŁKS potrafił zarówno zdecydowanie zdominować przeciwnika, jak i zachować koncentrację w spotkaniu, którego losy rozstrzygały się dopiero w końcowych minutach. Łodzianie prezentują dużą jakość po obu stronach parkietu, a ich największym atutem wydaje się umiejętność dostosowywania sposobu gry do charakterystyki rywala. Dotychczasowe rezultaty pokazują, że przedsezonowe aspiracje znajdują odzwierciedlenie na parkiecie, choć prawdziwą weryfikacją możliwości drużyny będą bezpośrednie starcia z pozostałymi kandydatami do najwyższych miejsc.
 
Jednym z najważniejszych zawodników ŁKS-u Coolpack Łódź pozostaje Marcel Ponitka, który po czterech kolejkach notuje średnio 12,8 punktu, 5 zbiórek, 6 asyst oraz 2 przechwyty. Jego największą wartością jest wszechstronność i umiejętność wpływania na grę bez konieczności zdobywania dużej liczby punktów. Ponitka potrafi przyspieszyć akcję, znaleźć partnera na wolnej pozycji i samodzielnie zaatakować kosz, a skuteczność 46,2% zza łuku dodatkowo utrudnia rywalom jego krycie. Ważnym wsparciem na obwodzie jest Jalen Sullinger, zdobywający 12,8 punktu i rozdający 3,8 asysty. Amerykanin trafia 38,9% rzutów za trzy, a jego dynamika i umiejętność kreowania przewagi z piłką dają łodzianom dodatkowe możliwości ofensywne. Istotną rolę odgrywa również doświadczony Norbert Kulon, który notuje 4,3 punktu i 3 asysty w nieco ponad 15 minut na parkiecie. Choć nie należy do głównych strzelców zespołu, stanowi wartościową alternatywę w organizacji gry, pozwalając odciążyć Ponitkę i Sullingera
 
Dużą siłą zespołu pozostaje również obsada pozycji skrzydłowych. Artur Łabinowicz notuje średnio 12 punktów i 5,5 zbiórki, zapewniając drużynie fizyczność, skuteczną grę bliżej kosza i wsparcie na tablicach. Michał Kołodziej zdobywa 11,8 punktu oraz 5,8 zbiórki, trafiając 42,9% rzutów za trzy. Przy wzroście 203 cm stanowi szczególnie wymagającego rywala, ponieważ potrafi zarówno walczyć pod obręczą, jak i skutecznie kończyć akcje z dystansu. Istotnym elementem rotacji jest także Marcin Tomaszewski, który dokłada 9 punktów przy 50% skuteczności zza łuku. Na uwagę zasługuje Aleksander Lewandowski, zdobywający 8,5 punktu i 3,3 zbiórki, a jednocześnie trafiający 60% rzutów za trzy. W pierwszych czterech spotkaniach aż sześciu zawodników ŁKS-u osiągało średnią co najmniej 8,5 punktu, co dobrze pokazuje, jak wiele zagrożeń musi uwzględniać defensywa przeciwnika.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Nie mniej ważna jest siła łodzian w strefie podkoszowej. Maciej Bender, mierzący 210 cm, notuje średnio 5,5 punktu i 7,3 zbiórki, będąc najlepszym zbierającym drużyny. Jego obecność pomaga ŁKS-owi zabezpieczać własną tablicę i ograniczać rywalom możliwości ponawiania akcji. Jeszcze większe doświadczenie wnosi Adam Łapeta, który zdobywa 7,5 punktu i trafia aż 80% rzutów z gry. Mierzący 217 cm środkowy daje zespołowi możliwość skutecznego kończenia akcji blisko obręczy, a także utrudnia przeciwnikom penetracje. Warto wspomnieć również o Iwo Maćkowiaku, który w ograniczonym czasie gry zdobywa średnio 6 punktów, trafiając 50% prób zza łuku. Dodatkowym rozwiązaniem jest Norbert Kulon, notujący 4,3 punktu i 3 asysty. Choć jego skuteczność rzutowa pozostawia miejsce do poprawy, wnosi kolejne możliwości w organizacji gry. Tak zbudowana rotacja pozwala trenerowi Draganowi Nikoliciowi korzystać zarówno z wysokich ustawień, jak i bardziej mobilnych zestawień nastawionych na szybkie rozgrywanie akcji.
 
Pierwsze trzy kolejki pokazały, że ŁKS potrafi narzucać rywalom warunki na różne sposoby. W spotkaniu ze SKS-em Starogard Gdański łodzianie zwyciężyli 101:83, trafiając 13 rzutów za trzy punkty przy skuteczności 54,2%. Był to pokaz potencjału ofensywnego zespołu, który dzięki dobrej organizacji gry potrafił regularnie tworzyć dogodne pozycje rzutowe. Zupełnie inny przebieg miało starcie z GKS-em Tychy, zakończone zwycięstwem 87:52. ŁKS pozwolił rywalom zdobyć zaledwie 13 punktów w pierwszej połowie, udowadniając, że jego największym atutem nie musi być wyłącznie atak. W trzeciej kolejce podopieczni Nikolicia pokonali na wyjeździe Polonię Bytom 86:72, ponownie wykorzystując przewagę jakościową i większą liczbę skutecznych rozwiązań ofensywnych. Szczególnie istotne jest to, że w każdym z tych spotkań drużyna potrafiła znaleźć inny sposób na przejęcie kontroli, co stanowi ważną cechę zespołu aspirującego do awansu.
 
Najbardziej wymagający sprawdzian przyniosła czwarta kolejka i spotkanie z Basketem Poznań. Goście długo utrzymywali kontakt z gospodarzami, a po trzech kwartach ŁKS prowadził zaledwie 63:60. Ostatecznie łodzianie zwyciężyli 86:79, potwierdzając, że potrafią zachować skuteczność również wtedy, gdy przeciwnik nie pozwala im szybko zbudować bezpiecznej przewagi. Po czterech kolejkach ŁKS prezentuje się jako jeden z najbardziej kompletnych zespołów rozgrywek. O jego sile decyduje nie tylko jakość Ponitki i Sullingera, ale przede wszystkim połączenie skutecznych skrzydłowych, doświadczonych środkowych i wartościowych rezerwowych. Największym wyzwaniem będzie utrzymanie intensywności defensywnej oraz wysokiej skuteczności przeciwko rywalom o podobnym potencjale. Dotychczasowe występy pokazują jednak, że łodzianie mają skład pozwalający realnie myśleć o walce o awans do ekstraklasy.
 
Novimex Polonia 1912 Leszno - Polonia Leszno na szczycie. Siła tkwi w całym zespole
 
Polonia Leszno rozpoczęła sezon w imponującym stylu, odnosząc cztery zwycięstwa w czterech spotkaniach i obejmując prowadzenie w ligowej tabeli. Największe wrażenie robi przede wszystkim sposób, w jaki drużyna dochodzi do kolejnych zwycięstw. Polonia potrafi narzucać własne tempo, skutecznie wykorzystywać przewagę fizyczną i zachowywać odpowiednią organizację gry nawet wtedy, gdy przeciwnik stawia wymagające warunki. Zespół nie zawsze dominuje od pierwszych minut, ale potrafi stopniowo przejmować inicjatywę, szczególnie po przerwie. Cztery zwycięstwa odniesione w różnych okolicznościach stanowią potwierdzenie, że wysoka pozycja w tabeli nie jest przypadkowa, a Polonia już na początku sezonu wyrasta na jednego z głównych kandydatów do walki o awans.
 
Niezwykle istotną postacią jest Adrian Bogucki, który notuje średnio 13,5 punktu, 9,8 zbiórki oraz 2,5 asysty. Mierzący 215 cm środkowy trafia 62,5% rzutów za dwa i dokłada 1,3 bloku na spotkanie, będąc jednym z filarów zespołu po obu stronach parkietu. Szczególnie imponuje jego aktywność na tablicach, ponieważ średnio 3,3 zbiórki ofensywnej pozwala Polonii regularnie ponawiać akcje i zdobywać punkty z drugiej szansy. Ważną rolę odgrywa także Michał Sitnik, który zdobywa 13 punktów, 4,3 zbiórki i 2,5 asysty, trafiając 54,5% rzutów z gry. Jego wszechstronność pozwala leszczynianom skutecznie wykorzystywać różne ustawienia, a dobra gra bez piłki i umiejętność kończenia akcji stanowią cenne wsparcie dla liderów ofensywy.
 
Na uwagę zasługują również zawodnicy, którzy nie zawsze znajdują się na pierwszym planie, ale mają ogromny wpływ na funkcjonowanie całego zespołu. Szymon Ryżek zdobywa średnio 10,5 punktu, trafiając 46,7% rzutów za trzy oraz aż 90% prób z linii rzutów wolnych. Jego skuteczność z dystansu zmusza przeciwników do rozszerzania defensywy, co otwiera więcej miejsca dla Boguckiego i Fofany. Bardzo wartościowym elementem rotacji jest także 20-letni Karol Kankowski, notujący 9,3 punktu i 2,8 zbiórki w zaledwie 16 minut na parkiecie. Młody środkowy trafia 60% rzutów za dwa, zapewniając Polonii skuteczność również wtedy, gdy Bogucki odpoczywa. Istotną rolę pełni ponadto Paweł Dzierżak, który osiąga średnio 8,5 punktu i 4,5 asysty, przy 50% skuteczności zza łuku. Dzięki jego obecności zespół może utrzymywać odpowiednią organizację ataku, nie uzależniając rozegrania wyłącznie od Mitchella.
 
 
Fot: 1LMFot: 1LM
 
 
Szczególne wyróżnienie należy się Hubertowi Łałakowi, który mimo średniej zaledwie 4 punktów rozdaje aż 6,5 asysty na spotkanie. To właśnie jego umiejętność kreowania sytuacji partnerom sprawia, że pozostaje niezwykle ważnym ogniwem ofensywy. Łącznie Łałak i Dzierżak zapewniają drużynie średnio 11 asyst, co pozwala Polonii skutecznie wykorzystywać potencjał pozostałych zawodników. Zespół Macieja Dudzika dysponuje więc nie tylko kilkoma skutecznymi strzelcami, ale również zawodnikami zdolnymi do odpowiedniego organizowania gry. Jeżeli leszczynianie utrzymają wysoką jakość gry podkoszowej i jednocześnie zwiększą regularność na obwodzie, ich ofensywa może stać się jeszcze trudniejsza do zatrzymania. Już pierwsze cztery kolejki pokazały jednak, że Polonia posiada jeden z najbardziej zrównoważonych i wszechstronnych składów w rozgrywkach.
 
Pierwsze dwie kolejki pokazały, że leszczynianie potrafią skutecznie funkcjonować w spotkaniach o różnym przebiegu. Na inaugurację Polonia pokonała Deckę Pelplin 91:74, rozpoczynając sezon od przekonującego zwycięstwa różnicą siedemnastu punktów. Gospodarze potrafili wykorzystać swoje atuty ofensywne, jednocześnie ograniczając możliwości przeciwnika i kontrolując przebieg rywalizacji. W drugiej kolejce znacznie trudniejsze warunki postawił WKK Wrocław, jednak Polonia ponownie znalazła sposób na zwycięstwo, wygrywając 80:71. Oba spotkania pokazały, że Polonia nie musi opierać swoich sukcesów wyłącznie na wysokiej skuteczności ofensywnej. Potrafi również wygrywać dzięki konsekwencji, doświadczeniu oraz odpowiedniemu wykorzystywaniu przewagi jakościowej na poszczególnych pozycjach.
 
Jeszcze bardziej przekonujące były występy w trzeciej i czwartej kolejce, kiedy Polonia pokonała kolejno Resovię Rzeszów 98:72 oraz Polonię Warszawa 99:77. Szczególnie interesujący przebieg miało spotkanie w Rzeszowie, gdzie po pierwszej połowie goście prowadzili zaledwie 46:45. Resovia potrafiła przez długi czas utrzymywać kontakt z faworytem, jednak po przerwie leszczynianie stopniowo przejmowali kontrolę nad rywalizacją. Decydująca okazała się ostatnia kwarta, wygrana przez Polonię aż 28:11, która ostatecznie przesądziła o wysokim zwycięstwie. Szczególnie istotne jest to, że leszczynianie nie potrzebowali dominować od pierwszych minut, aby ostatecznie odnosić przekonujące zwycięstwa. Podobny scenariusz powtórzył się tydzień później w starciu z warszawską imienniczką. Tym razem kluczowa była trzecia odsłona, zakończona wynikiem 34:21 dla gospodarzy. Umiejętność podnoszenia poziomu gry w odpowiednim momencie stanowi jeden z najważniejszych argumentów przemawiających za ich wysokimi aspiracjami.
 
Po czterech kolejkach Polonia Leszno prezentuje się jako jeden z najbardziej kompletnych zespołów rozgrywek. Największym atutem drużyny pozostaje połączenie doświadczenia, fizyczności i szerokich możliwości ofensywnych. Najważniejsze sprawdziany dopiero jednak nadejdą, a bezpośrednie starcia z ŁKS-em Coolpack Łódź i Spójnią Stargard pozwolą dokładniej ocenić rzeczywistą siłę zespołu. Na ten moment Polonia zasłużenie przewodzi ligowej stawce i posiada wszystkie najważniejsze argumenty, aby realnie walczyć o awans do ekstraklasy.
 
 
Reklama