Wielki Tomasz Gielo! King sensacyjnie pokonuje Francuzów!

Po zwycięstwie Kinga z PGE Startem Lublin halę SDS 2.0 czekał drugi, najprawdopodobniej ostatni mecz Kinga w tym roku - rywalizacja w FIBA Europe Cup z Nancy Basket. Była to rywalizacja o tyle istotna, że może się okazać kluczowa w zakresie awansu Kinga do następnej fazy tych europejskich rozgrywek.
Oczekiwania
Nancy Basket zdecydowanie było drużyną, przeciwko której Kingowi dawano najmniejsze szanse, wszakże była to do tej pory jedyna drużyna w grupie D która nie odniosła żadnej porażki, pokonując choćby drużynę przeciwko której King poległ - austriackie BC Vienna. King natomiast, choć po małych perturbacjach powrócił na zwycięską ścieżkę, toteż mecze takie jak ten ze Startem Lublin nie przyprawiały absolutnie o optymizm w rywalizacji z silniejszymi rywalami. Zapowiadało się zatem na porażkę reprezentanta PGE Basket Ligi.
Reklama
A rzeczywistość
Ale King lubi zaskakiwać, i już w pierwszej kwarcie spotkania zobaczyliśmy dużo silniejszego Kinga niż byśmy się spodziewali. King grał w koszykówkę - przyspieszał tempo, świetnie wprawiał obrońców Nancy Basket w stan konsternacji, gdy piłka po przejściu przez ręce każdego z zawodników Kinga nagle lądowała w rękach… centra ekipy ze Szczecina - Alexandre’a Chassang, który bez skrupułów po obu stronach parkietu karcił drużynę ze swojego kraju. Świetny był przede wszystkim jednak kapitan drużyny ze Szczecina, Tomasz Gielo. Był on wszędzie, gdzie można było go oczekiwać, i nie dość że bardzo dobrze pracował w obronie, to praktycznie nie zmarnował żadnej piłki, która wpadła w jego ręce. Kłopoty? Mało czasu? Odrzuć piłkę do Tomasza Gielo - et voila, punkty. Podkoszowi zawodnicy Kinga zagrali naprawdę rewelacyjne spotkanie, i można mówić tu o wszystkich po kolei - Alexandre Chassang, Mikołaj Witliński, Tomasz Gielo i Mateusz Kostrzewski spełniali swoje zadania w sposób co najmniej pożądany. Problemy pojawiły się jednak co nieco na rozegraniu, bo od samego początku w tej kwestii ciężko szło Ondrejowi Sehnalowi. Choć Czech był istotną częścią niejednej akcji która skończyła się dla Kinga punktami, toteż bezpośrednio po jego podaniach nie działo się wiele, a do tego dochodziły też cykliczne straty. Tu na pomoc przyszło dwóch wspaniałych - Zahir Porter, który przejął ostatni mecz ze Startem Lublin i zaczyna wyglądać na gwaranta jakości w ekipie ze Szczecina, a także Przemysław Żołnierewicz, który absolutnie przejął końcówkę, i przesądził o zwycięstwie Kinga. To na tym drugim warto się skupić, bowiem Przemysław Żołnierewicz wyglądał wczoraj z piłką w rękach jak najlepszy rozgrywający w drużynie, a King gdy zawodnik ten rozgrywał wyglądał najbardziej zabójczo. Choć francuska drużyna również wyglądała solidnie i prezentowała konkretny poziom, a mecz był naprawdę bardzo zacięty (21 zmian prowadzenia), to King zwyciężył i z wynikiem 3-1 przewodzi grupie D. Przed szczecinianami już pozornie proste zadanie - wystarczy nie zgubić punktów z Estończykami, pokonać ponownie Cypryjczyków oraz Słowaków, i awans jest praktycznie pewny.
Reklama















