Wybitny Porter! Zwycięstwo Kinga na otwarcie SDS 2.0!

W sobotnie popołudnie meczem Kinga Szczecin z PGE Startem Lublin wznowiono zapoczątkowane dzień wcześniej rozgrywki 4 kolejki PGE Basket Ligi, i choć mecz ten na planie rozgrywek niczym się nie wyróżniał, toteż dla kibiców szczecińskiego Kinga miał on przeogromne znaczenie, bowiem rozgrywano go w nie tak dawno oddanej do użytku hali Szczeciński Dom Sportu 2.0, na którym King docelowo chce rozgrywać wszystkie swoje mecze w sezonie zasadniczym.
Disclaimer
Na początku trzeba powiedzieć jedną - istotną rzecz. Mecz ten był eufemistycznie mówiąc, nieporywający. Zabrakło w nim momentów wznoszących, takich w których widz mógł się czymś zachwycić, czy to "po sznurku" przeprowadzoną akcją, czy nieco bardziej efektownym zagraniem. Takich rzeczy niestety zabrakło, a mecz prędko stał się bardzo nieregularny, i sprowadzony do walki w błocie na niskiej efektywności. Obu drużynom zwyczajnie nie szło - masa nietrafionych rzutów, straconych w sposób przyprawiający trenerów o napady złości piłek, i bardzo niefortunnych walk na zbiórkach po obu stronach. Nie było to arcydzieło, którym chciano w Szczecinie otwierać SDS 2.0, ale za jakiś czas będziemy pamiętać jedynie o wyniku - korzystnym dla szczecinian.
Mecz rozpoczął się powoli, lecz nie zachowawczo, a objawiało się to tym że od początku mieliśmy jako widzowie do czynienia z ogromnym udziałem podkoszowych w meczu, bowiem Mikołaj Witliński i Matthias Tass nieustannie mieli ręce pełne roboty, czy to na zbiórce czy to po prostu przy wykańczaniu akcji. Z uwagi na fakt że celność od samego początku była dość kiepska, toteż wzrosło zapotrzebowanie na zbiórki, a i zawodnicy częściej woleli zagrać piłkę do zawodnika ustawionego bliżej kosza. Tak też rozpoczęły się zawody w błocie, w których nie dość że ciężko było wyłonić zwycięzcę, toteż w ich wyniku pierwsza kwarta zakończyła się zawrotnym wynikiem 14-14. Druga kwarta choć dalej była niezbyt przyjemna dla oka, to jednak dużo bardziej skuteczna, a swoją rękę do tego przyłożyli m.in. Patrick McCaffery, Jaizec Lottie i Lucas Williamson, którzy rozpoczęli trafianie z dala od kosza i przyspieszyli w sposób znaczący grę na obwodzie. Mecz wówczas stał się nieco bardziej kompletny, a piłka dużo częściej krążyła po obwodzie. To właśnie w tamtym momencie do akcji wkroczył Zahir Porter, który później stał się wybawcą nie tylko dla Kinga, ale też dla spragnionych wrażeń widzów. Był to także moment w którym to King zaczął kreować przewagę, której już do końca meczu nie puścił.
Co zrobiło różnicę? Zdaje się że po pierwsze - Zahir Porter, a po drugie, fatalna skuteczność najważniejszych zawodników Startu, i to w momencie w którym Noah Reynolds, Ondrej Sehnal i reszta wilków morskich zręcznie zaczęła kreować grę dookoła nowojorczyka. Courtney Ramey, Anrijs Miska i Janari Joesaar rozegrali naprawdę bardzo słabe zawody, szczególnie w ofensywie. 20 prób rzutowych, 3 rzuty trafione, 9 punktów. Kiepsko, zbyt kiepsko żeby wygrać nawet z tak nieporywającym Kingiem. Trzecia kwarta to po prostu Zahir Porter, który w przeciągu nieco ponad dwóch minut zdobył 10 punktów - więcej, niż Start w przeciągu całej tej kwarty. Wchodząc w czwartą kwartę meczu Lublinianie mieli zdobyte zaledwie 39 punktów - to wynik z którym można schodzić do szatni po drugiej kwarcie, a nie wchodząc w czwartą. I choć wydawało się że szczególnie w czwartej kwarcie Start złapał pęd, i był na dobrym kursie aby powrócić do meczu, to znowu - zabrakło skuteczności. Wreszcie to Porter zakończył ten mecz daggerem rzuconym prosto w twarz obrońcy. Zdobyte double-double przez Amerykanina nieco przyćmiewa mętny obraz tego meczu. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć, czwarta kwarta się odbyła, tak samo jak ten mecz się po prostu odbył. Zarówno trener Majcherek jak i trener Kamiński dostali od swoich zespołów więcej pytań niż odpowiedzi, choć należy pamiętać że w wypadku Kinga, ten dopiero w piątek wrócił do Polski po długiej podróży z Cypru, gdzie wygrał swój mecz w ramach rozgrywek FIBA Europe Cup. Ciężko tłumaczyć ten brak porywającej gry rozgrywkami w Europie, choć warto mieć to na uwadze. Wynik meczu? 70-54, idealny pod twitterowe bingo.
Reklama
Reklama
















