Październik za nami więc czas na zbyt wczesne wnioski. Pierwszy Power Ranking w sezonie 2026/2027

Niektórzy nie przegrali ani jednego spotkania, a inni wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo. Jedne zespoły osiągają wyniki ponad stan, a inne wyglądają jak niespełnione ambicje. Są też tacy, u których wszystko spodziewanie i po staremu. Zapraszam na pierwszy Power Ranking PGE Basket Ligi.
1. Dziki Warszawa
Ta drużyna już wygląda bardzo dobrze, a wciąż nie widzieliśmy pełni jej potencjału. Dziki łączą grę w lidze z europejskimi rozgrywkami najlepiej ze wszystkich polskich klubów, mając łączny bilans 8-2. Zespół Marco Legovicha jest drugą najlepszą ofensywą PLK, zdobywając około 90 punktów na mecz. Potrafi jednak wygrywać spotkania na różne sposoby, może zdominować rywala pod koszem lub zasypać go rzutami z dystansu. Dziki potrafią również grać zespołowo gdzie każdy gracz zdobywa podobną liczbę punktów, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, potrafi wyłonić się lider. Krzysztof Kempa po pięciu spotkaniach jest bezapelacyjnie najlepszym zawodnikiem U23 w naszej lidze. Quan Jackson zdobywa więcej punktów niż w poprzednim sezonie w Stali, grając przy tym ponad 8 minut mniej na mecz. W tym sezonie możemy oglądać jeszcze lepsze Dziki niż obecnie i właśnie ze względu na ten potencjał brązowi medaliści zajmują pierwsze miejsce.
Reklama
2. MKS Dąbrowa Górnicza
Jedyny niepokonany zespół ligi nie może znaleźć się niżej niż w ścisłej czołówce. Przed startem sezonu MKS jawił się jako drużyna z potencjałem do walki o bezpośredni awans do play off. Teraz trudno sobie wyobrazić TOP 6 bez tego zespołu. Ekipa trenera Artura Gronka jest od samego początku bardzo dobrze poukładana. Zawodnicy mają określone role i wiedzą, jaką koszykówkę mają grać. Zarówno Jordnal Hall, jak i Daylen Kountz mogą być liderami ofensywnymi zespołu, którzy poniosą go do zwycięstwa. Ten pierwszy, poza zdobywaniem punktów, potrafi również kreować sytuacje dla kolegów. Średnia 17.4 punktu przy równoczesnym rozdawaniu 7.8 asysty mówi sama za siebie. Głównie dzięki tej dwójce MKS jest najlepszą ofensywą ligi, zdobywając ponad 91 punktów na mecz.
3. King Szczecin
Choć to dopiero drugi sezon Macieja Majcherka w roli pierwszego szkoleniowca Kinga, zdążył on już stworzyć swój typ drużyny w Szczecinie. Patrząc na to, jak sprawdza się ten model, żadnemu sympatykowi Wilków Morskich nie powinno to przeszkadzać. Fizyczność i zespołowość, dwa słowa opisujące zarówno tegoroczny, jak i zeszłoroczny zespół Kinga. Statystycznie jest to również drużyna podobna do tej sprzed sezonu, rzucająca nieco więcej zza łuku. Pamiętamy jednak wszyscy, jak zakończyły się zeszłoroczne play off dla Szczecinian. W serii z Zastalem zabrakło lidera, który mógłby ofensywnie pociągnąć drużynę. W tym roku na takiego wyrasta Zahir Porter. Czy zrobi on różnicę w najważniejszym momencie sezonu?
4. Zastal Zielona Góra
Wszystko w Zielonej Górze zależy od zdrowia Andrzeja Mazurczaka. Jeśli przerwa faktycznie będzie krótka, Zastal wygląda na pewniaka do TOP 6. Natomiast to, jak zielonogórzanie radzą sobie bez swojego lidera, mogliśmy zobaczyć w meczu z Twardymi Piernikami. Patrząc optymistycznie, mamy do czynienia z bardzo dobrze poukładaną drużyną, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie początek poprzedniego sezonu. Beau Beech III jako świetny strzelec zza łuku, Trazarien White potrafiący być maszyną do zdobywania punktów i dyrygujący tym wszystkim Mazurczak. Nie można też zapomnieć o Conleyu Garrisonie, który rozegrał kilka spotkań na miarę MVP. Wiemy, że wicemistrzostwo Zastalu było jedną z największych niespodzianek poprzedniego sezonu. Choć podobno nic dwa razy się nie zdarza, to może w tym roku nie będzie to już niespodzianka?
5. Legia Warszawa
Ta drużyna nie jest wcale przekonująca i nie wygląda, jakby miała spełnić oczekiwania. Mówimy jednak o Legii, więc „niespełnieniem oczekiwań” jest wszystko poniżej kolejnego mistrzostwa Polski. Drużyna trenera Rannuli jest solidna, a powinna być bezsprzecznie najmocniejsza. Bilans 3-2 nie jest dla Legii zadowalający, zwłaszcza gdy przyjrzymy mu się bliżej. Wygrane z Czarnymi, Stalą i Anwilem, każdy z tych zespołów jest poniżej poziomu legionistów. Wyraźne porażki z Dzikami i Zastalem, o właśnie w tych meczach powinna wychodzić siła warszawian, a zamiast tego widzimy jedynie niewykorzystany potencjał. Powodem, dla którego Legia nie może znaleźć się niżej, jest pamięć o dwóch ostatnich sezonach. Na początku tamte drużyny nie wyglądały jak przyszli mistrzowie Polski. Podobnie sytuacja wygląda teraz. Chociaż ostateczny triumf nie będzie łatwy, to nie jest zespół, który można lekceważyć.
6. AMW Arka Gdynia
Widzieliśmy już kilkukrotnie w tym sezonie, na co stać Arkę w swoim najlepszym wydaniu. Tak samo przekonaliśmy się, że potrafi rozegrać mecze, w których większość rzeczy jej nie wychodzi. Drużyna z Gdyni jest jedną z najbardziej niestabilnych w tym sezonie, dlatego umieszczenie jej tak wysoko może wydawać się ryzykowne. Pewne są trzy rzeczy, a dokładniej dobra forma trzech zawodników. Alex Stein jest najlepiej punktującym zawodnikiem ligi ze średnią 19.6 punktu na mecz. Kaspar Suurorg traci do niego w tej kategorii zaledwie 0.6 punktu. Do tego bardzo dobrze sezon rozpoczął Jakub Garbacz, ani razu nie schodząc poniżej dwucyfrowej zdobyczy punktowej. Do osiągnięcia drużynowego sukcesu potrzebna będzie jednak większa pomoc ze strony pozostałych kolegów. Do możliwie najdokładniejszej oceny Arki potrzeba jeszcze kilku spotkań z drużynami o podobnym poziomie.
7. Górnik Zamek Książ Wałbrzych
Drużyna Andrzeja Adamka znów osiąga wyniki wyraźnie ponad stan. Górnik jest jednym z niewielu zespołów, które mogą być zadowolone z każdego ze swoich dotychczasowych spotkań. Ani razu nie mierzyli się z wyraźnie słabszym przeciwnikiem i tylko raz byli faworytem. Mimo to z bilansem 3-2 zajmują 6. miejsce w tabeli, a obie ich porażki, z Kingiem i Anwilem, miały miejsce po wyrównanych meczach. Michaelyn Scott jest jednym z najbardziej stabilnych graczy ligi i liderem punktowym Górnika. Adam Rohosy naprawdę dobrze odnajduje się w strefie podkoszowej i potrzebuje jedynie tego, by koledzy potrafili odpowiednio go wykorzystać. Przed sezonem w Wałbrzychu zapowiadało się na walkę o play-in. Teraz brak awansu do tej fazy byłby już wielkim rozczarowaniem.
8. Anwil Włocławek
Niezależnie od tego, jak fascynująca z historycznego punktu widzenia jest ta seria, na dłuższą metę nie można tak funkcjonować. Anwil, który kończy mecze różnicą jednego punktu, niezależnie od klasy rywala i przebiegu spotkania, nie jest przekonujący. Zawodnikami wywiązującymi się ze swoich ról są Samuel Hines i Emmanuel Lecomte. Wiadomo było, że amerykański skrzydłowy będzie oddawał najwięcej rzutów, a co za tym idzie zdobywał najwięcej punktów. Reprezentant Belgii gra na miarę lidera drużyny, która dwa lata temu zdobyła wicemistrzostwo. Pozostali zawodnicy, tacy jak Freeman czy Vanwijn, są po prostu solidni. Mając jednak dwóch naprawdę dobrych zawodników, a resztę składu jedynie „solidną”, można być co najwyżej solidnym zespołem. Idealnym na środek tabeli.
9. WKS Śląsk Wrocław
Nie można poprawnie ocenić drużyny ze świadomością, że w ciągu najbliższych tygodni jej skład może ulec zmianie. Isaih Moore już w tym momencie jest poza składem, a oficjalne pożegnanie wydaje się kwestią czasu. Wobec Mailka Parsonsa pojawiają się wątpliwości dotyczące jego zaangażowania, a Kyrell Luc po raz kolejny nie spełnia oczekiwań. Skład nigdy nie jest zamknięty i wrocławianie przez ostatnie lata regularnie nam o tym przypominają.
Prawda jest taka, że Śląsk sportowo zasługuje na miejsce wyższe niż dziewiąte i jestem pewien, że będzie drużyną, która najbardziej zmieni swoją pozycję w następnym power rankingu. Nie może się jednak znaleźć wyżej, bo jakichkolwiek sóów bym o niej nie napisał, mówiłyby o drużynie, której już nie ma. Jest to więc karne miejsce, w którym Śląsk będzie czekać do momentu uporządkowania kwestii kadrowych.
10. Euvic GTK Gliwice
To może być ten rok, w którym GTK przez ani jedną chwilę sezonu nie będzie musiało martwić się o utrzymanie. Gliwiczanie nigdy nie byli koszykarską potęgą, a jeśli po sezonie można było nazwać ich średniakiem, oznaczało to, że mieli udany rok. Teraz jednak prezentują się nie tylko jako średniak, ale wręcz jako najsilniejszy z nich. Nebojsa Vidic dokonał w Gliwicach rzeczy niełatwej, zbudował autentyczną drużynę, a nie zlepek zawodników, których za chwilę trzeba będzie wymieniać. Selton Miguel ma szansę stać się ofensywnym liderem zespołu. Kacper Gordon ma bardzo dobre wejście w sezon i być może właśnie teraz pokaże pełnię swojego potencjału. W końcu ma już 24 lata. Niezależnie od miejsca zajętego na koniec sezonu, w Gliwicach i tak będziemy mówić o sukcesie.
Reklama
11. Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń
W poprzedniej kolejce ekipa z Torunia wreszcie zagrała mecz na miarę swoich możliwości. Nie twierdzę, że będą teraz regularnie wygrywać z silniejszymi zespołami, bo to fatalna gra Zastalu w największym stopniu przesądziła o wyniku. Chodzi tutaj o samą grę Twardych Pierników, z której mogliby być zadowoleni nawet w przypadku porażki. Zespołowa gra prowadzona przez tercet Sakota-Gadefors-Kulig to coś, co mogą prezentować w każdym meczu. Bilans 2-3 nie oddaje pełnego potencjału Torunian i wierzę, że będziemy częściej oglądać w ich wykonaniu takie mecze jak ten z Zastalem, a nie takie jak z GTK.
12. Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski
Drużyna Andrzeja Urbana jest pod względem sportowym na zbliżonym poziomie do zeszłorocznej ekipy. Jednak gdy ty stoisz w miejscu, a konkurencja się rozwija, to tak, jakbyś się cofał. Inne zespoły mające ambicje związane z walką o niższe miejsca w play-in prezentują się po prostu lepiej od Stali i mają większy potencjał. Znaczenie ma tutaj przede wszystkim osłabienie względem zeszłego roku, czyli brak indywidualnych magików. Trenton Gibson potrafił przejmować całe spotkania i wygrywać je w pojedynkę. W tym roku na razie żaden z zawodników nie wygląda na następcę w tej roli. Nie udało się też rozwiązać najważniejszego problemu. Tak naprawdę Stal ma ośmiu zawodników w rotacji, a trzech z nich gra ponad 30 minut na mecz.
13. Enea Łaciate Astoria Bydgoszcz
Przed sezonem mówiło się o Astorii, że będzie silnym beniaminkiem, w tym sensie, że nie powinna mieć problemu z utrzymaniem. To założenie raczej uda się zrealizować, na nic więcej nie można jednak liczyć. Zespół z Bydgoszczy umacnia swoją pozycję modelowego średniaka, jest zbyt słaby, by walczyć o post season, ale są jednak kluby wyraźnie słabsze. Głównymi filarami siły Astorii są Jayden Taylor i Martyce Kimbrough. Ten pierwszy zajmuje trzecie miejsce w gronie najlepiej punktujących zawodników ligi, choć różnice w czołowej trójce wynoszą mniej niż jeden punkt. Kimbrough natomiast świetnie spisuje się jako strzelec z ławki, zdecydowanie podtrzymując poziom z poprzedniego sezonu na zapleczu PLK. Ma przy tym potencjał, by zostać najlepszym rezerwowym w całej lidze.
14. Start Lublin
Przywoływanie tutaj słów Jaizeca Lottiego o tym, że zespół ma potencjał, by stać się czołową drużyną ligi, może zakrawać na kopanie leżącego. Pokazuje to jednak, że ten projekt naprawdę miał ambicje, o których już po pierwszym miesiącu trzeba zapomnieć. Zespół Wojciecha Kamińskiego zdecydowanie bardziej przypomina siebie sprzed roku, a nie sprzed dwóch lat, jak wszyscy w Lublinie chcieliby, żeby było. To zlepek zawodników, którzy indywidualnie mają odpowiednie umiejętności, jednak drużynowo kompletnie do siebie nie pasują. Można więc mówić jedynie o pojedynczych pozytywnych momentach. Jak optymistycznie patrzeć na zespół, który ma problem z rzuceniem więcej niż 80 punktów w meczu? Głównym atutem Startu jest fakt, że są zespoły, które prezentują się jeszcze gorzej.
15. Trefl Sopot
Już w offseason wiadomo było, że to nie będzie ten sam Trefl co w ostatnich kilku latach. Głównym tematem wspominanym przy okazji klubu z Sopotu był budżet, a dokładniej jego zmniejszenie. Nikt jednak nie zakładał, że zespół przegra pierwszych pięć spotkań. Trefl ma jednak coś, czego nie mają jego sąsiedzi z 16. miejsca, trochę potencjału na lepsze wyniki. Chociaż wiadomo, że lepsze wyniki w tym przypadku oznaczają wygranie spotkania i utrzymanie się w lidze. Stefan Simanić gra lepiej, niż zakładano, i jest niespodziewanie najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu. Być może spotkanie z Astorią było przełamaniem dla Cartera Gilmore'a. Należy też pamiętać, że wciąż nie zagrał Michał Michalak. Te potencjalne plusy może jednak zniwelować kontuzja Jakuba Schenka, jeśli okaże się poważna. Trefl ma potencjał, niestety dla niego, tylko na utrzymanie.
16. Czarni Słupsk
Tak jak Trefl ma potencjał, tak Czarni mają momenty, nie w całym sezonie, a w poszczególnych meczach. Jest ich jednak zdecydowanie za mało. Zespół ze Słupska, zajmując rok temu 14. miejsce zdecydowanie nie spełnił oczekiwań. W tym roku nawet ich nie było, więc przynajmniej tego rozczarowania unikną kibice. Mason Madsen ma swoje momenty, podobnie zresztą jak Dorde Dimitrijevic, ale co z tego, skoro w ostatecznym rozrachunku liczą się takie sytuacje jak bezsensownie rozgrywane końcówki czy niecelne rzuty Keevana Veinota na dogrywkę. Czarni nie mają potencjału na lepszą grę ani zawodnika, który nagle się obudzi i ich uratuje. Do tej pory przegrali więcej spotkań na styku niż takich, w których rywal dominował przez całe 40 minut. Gdyby jednak ktokolwiek przyznawał nagrody za samo bycie blisko zwycięstwa, to oglądalibyśmy w tym roku Miasto Szkła w PLK. Czarni przypominają mi właśnie zeszłoroczne Krosno drużynę, której często niewiele brakuje, a którą finalnie żegnamy z ligą.
Reklama















