Świetny Anthony Hickey! Śląsk zwycięża w hicie kolejki!

Wraz z sobotą do Szczecina zawitał hit drugiej kolejki PGE Basket Ligi w postaci starcia lokalnego Kinga Szczecin z ekipą Śląska Wrocław. Starcie na szczycie sprawiło, że do Enea Areny przybyło ponad 2 tysiące widzów, w tym przyjezdna grupa kibiców z Wrocławia, która Enea Arenę opuściła w szczególnie dobrych humorach.
Słaba skuteczność Kinga i rewelacyjna egzekucja Śląska
Obie ekipy przystąpiły do gry na nieco wyższym biegu właściwie od samego początku. Niesamowicie aktywni od pierwszych minut byli gracze obwodowi, co prowadziło do wielu prób rzucania zza łuku w pierwszych minutach meczu. Po stronie Kinga Szczecin Ondrej Sehnal wraz z Zahirem Porterem w naprawdę zadowalający oko sposób kreowali sobie akcje rzutowe, a także resztom kolegów z drużyny, szczególnie podkoszowym. Niestety dla gospodarzy, skuteczność od samego początku nie była ich mocną stroną, a to jeszcze zanim przystąpili do rzutów wolnych, w których osiągneli zatrważające 36% skuteczności (9/25). Słabo w mecz wszedł także Mikołaj Witliński, dla którego wykańczanie akcji dziś było naprawdę sporym problemem, i ciężarem dla całej drużyny Kinga, który to właśnie pod koszem nie był w stanie dorównać produktywności wrocławian. Śląsk natomiast za pomocą Paula Scruggsa i Anthony'ego Hickeya opierał się bardzo fizycznej obronie Kinga w sposób bardzo efektywny, bowiem wspomniana dwójka albo kreowała sobie bardzo łatwe rzuty, albo w świetny sposób wykorzystywała swoich podkoszowych, choćby w postaci Isaiha Moore'a czy Johna Egbunu, którzy relatywnie naprawdę niewiele musieli dawać od siebie w sytuacjach, do których doprowadzała wyżej wspomniana dwójka. Zwykle sprowadzało się to do skończenia alley-oopa, lub trafieniu wolnych po zmuszeniu Kinga do faulu. Mecz ten przebiegał w formule "cios za cios", co zwiastowało naprawdę fajny hit kolejki z nieoczekiwanym końcem, co jak wiadomo - nie do końca okazało się prawdą. Już schodząc na przerwę jedno było pewne - albo King poprawi swoją produktywność bliżej kosza, albo Śląsk przerzuci więcej energii w obronę na obwodzie, i jeśli samemu nie wytraci momentum, to będzie miał dużo większe szanse na zwycięstwo.
Mądrość Śląska i słabość Kinga
Śląsk zagrał bardzo, ale to bardzo mądrze zarządzane spotkanie z perspektywy ławki trenerskiej. I nie chodzi mi tutaj o zarządzanie minutami graczy czy trafione timeouty - chodzi mi tu przede wszystkim o to jak zawodnicy Śląska uczyli się, a potem reagowali na to co robi King, aby po obu stronach parkietu wypadać od niego lepiej. W drugiej połowie spotkania często mój podziw budziło to, jak King robi przepiękną, składną akcję, w której piłka krąży dokładnie tak, jak zdawać by się mogło że powinna, tylko po to żeby Śląsk... był na to gotowy. Akcja którą już widzieliśmy w środę, w której to po kilku zasłonach, rotacjach i wymuszeniu zdublowania zawodnika z piłką King odrzuca piłkę do rogu z którego odciągnięty został obrońca, aby zawodnik tam ustawiony rzucał za trzy z czystej pozycji. No tylko że Śląsk nie dość, że to rozpracował, to jeszcze w miarę szybko opanował kontrę na to, bo gdy piłka docierała do zawodnika gotowego na rzekomo open rzut, to już któryś z zawodników Śląska był w połowie drogi do krycia. To samo w ataku - Śląsk widział, gdzie ma największą przewagę - pod koszem, i wokół tego skupiała się jego gra. Hickey i Scruggs byli na tyle genialni w grze 1v1, że mogli sobie pozwalać na nią kiedy chcieli, a gdy King wystawiał zawodnika do podwojenia to musiał być świadomy, że któryś z trójki Egbunu, Moore i Robinson najprawdopodobniej właśnie jest na takiej pozycji, że gdy tylko dostanie podanie, to punkty właściwie same mogłyby się już zaliczyć. Cały mecz układał się wobec sporej przewagi Śląska pod koszem, którą ze spokojem ducha wykorzystywali przez cały mecz, i gdy King w czwartej kwarcie złapał zadyszki na obwodzie, to właśnie wtedy Śląsk za pomocą rozpędzonego Anthony'ego Hickeya wyszedł na prowadzenie, które już właściwie zakończyło mecz. Wynik? 69:82. MVP? Zdecydowanie Anthony Hickey, choć wyróżnienie należy się także trenerowi Franco i jego ekipie, za tak dobre przeprowadzenie Śląska przez dzisiejsze zawody. Zarówno King jak i Śląsk w nadchodzącym tygodniu przystąpią do europejskich rozgrywek, gdzie będziemy trzymać za obie drużyny kciuki.















